LUDZKA NATURA CHRYSTUSA

Joe Crews

Tłumaczenie - Sławomir Gromadzki

Autorem niniejszego artykułu jest pastor Joe Crews - zmarły w 1994 roku znany adwentystyczny autor wielu popularnych książek oraz radiowych i telewizyjnych audycji o tematyce religijnej. Był on również założycielem i przez okres 30 lat dyrektorem "Amazing Facts". Jego następcą na tym samym stanowisku jest pastor Dough Bachelor, którego pogląd na temat ludzkiej natury Chrystusa, - co warto podkreślić - jest zbieżny z przedstawionym w niniejszym artykule stanowiskiem, jakie w tej kwestii reprezentował Joe Crews.

Do tłumaczenia tego pozwoliłem sobie dodać własne uwagi i komentarze, które nasunęły mi się w trakcie tłumaczenia, ale z całą pewnością nie zmieniają one sensu głównego przesłania tego artykułu, lecz jedynie poprawiają klarowność argumentacji, przy pomocy której autor stara się wykazać, że udziałem Chrystusa musiała stać się grzeszna natura Adama i to nie jedynie w odniesieniu do jej fizycznego aspektu.

Wierzę, że nie ma potrzeby, aby komukolwiek przypominać o tym, ja ważne jest, aby każde studium na ten szczególny i święty temat poprzedzić modlitwą, dlatego że bez pomocy Ducha Świętego i wiary nie będziemy w stanie "dotknąć" Chrystusa z takim samym skutkiem, jak to było w przypadku kobiety, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok.

"Jeśli chcemy studiować głęboki temat, skoncentrujmy nasze umysły na najbardziej zdumiewającym wydarzeniu, jakie kiedykolwiek miało miejsce na ziemi i niebie - na wcieleniu Syna Bożego... Człowieczeństwo Chrystusa jest dla nas wszystkim. Jest to złoty łańcuch, który wiąże nasze dusze z Chrystusem, a przez Niego z Bogiem. Ma to być przedmiotem naszych studiów... Musimy przystąpić do studiowania tego zagadnienia z pokorą ucznia i ze skruszonym sercem. A to studium wcielenia Chrystusa jest owocnym polem i wynagrodzi pracę temu badaczowi, który głęboko kopie w poszukiwaniu ukrytej prawdy" (7BC 904-905, 1903/1898; kom. do Fil. 2,5-8).

Sławomir Gromadzki   

LUDZKA NATURA CHRYSTUSA

Jestem przekonany, że Szatan jest autorem zamaskowanego błędu, który z kolei prowadzi do kolejnych powiązanych z nim fałszywych teorii. I wszystkie one oscylują wokół najbardziej świętych i drogich sercu każdego poświęconego chrześcijanina zagadnień, takich jak: sprawiedliwość przez wiarę, inkarnacja Chrystusa i zwycięstwo nad grzechem. Poglądy te są ze sobą wzajemnie powiązane przekonywującym łańcuchem ludzkiego rozumowania i argumentacji. Jeśli jedno z tych ogniw jest prawdziwe, to i wszystkie pozostałe muszą być zgodne z prawdą. Jeśli zaś jedno z nich jest złe, to i pozostałe tracą swoje znaczenie.

Jednym z takich "błędów", za którym stoi sprawca zła, jest niewątpliwie doktryna mówiąca o tym, że w wyniku grzechu Adama, każdy jego potomek zostaje z chwilą pojawienia się na świecie obarczony nie jedynie obecnością grzechu (grzeszną naturą), co stanowi naturalną konsekwencję grzechu Adama, ale nawet winą. To z kolei stało się podstawą dogmatu o niepokalanym poczęciu Marii. Jeśli dusza każdego dziecka obarczona jest winą, więc należało uczynić coś, co mogłoby przed tą winą ustrzec Jezusa, gdyż inaczej nie mógłby On stanowić nieskazitelnej ofiary za grzech. Z tego powodu Kościół Katolicki przypisał Marii cudowne (niepokalane) poczęcie, które miało uchronić ją od skutków grzechu pierworodnego.

Dzięki temu Jezus, będąc zrodzonym przez ludzką niepokalanie poczętą matkę, przyszedłby na świat również wolny od domniemanej winy wynikającej z grzechu Adama, co według twórców tej koncepcji oznaczało, że musiał zaistnieć na świecie w bezgrzesznej naturze ludzkiej. W konsekwencji tego poglądu, (według którego Jezus bardzo różnił się od pozostałych ludzi) Kościół Katolicki wprowadził system pośredników. Jeśli Syn Człowieczy nie mieszkał w upadłej ludzkiej naturze, wówczas drabina ze snu Jakuba nie sięgała z nieba do ziemi. Nadal brakowało mostu nad przepaścią pomiędzy świętym Bogiem a grzeszną ludzkością. Z tego powodu ustanowiono cały system pośredników, począwszy od aktualnie posiadających grzeszne natury kapłanów poprzez świętych, którzy chociaż wcześniej żyli w ciele grzechu, to zostali od niego uwolnieni, po aniołów. Ostatnim zaś ogniwem stała się wolną od dziedzictwa grzesznego ciała Maria.

Wyraźnie widać tu, jak pozornie niewielkie odstępstwo od prawdziwej nauki Słowa Bożego, którego zresztą motywacją była ochrona nieskalanej świętości Chrystusa, wywołało całą reakcję łańcuchową, prowadzącą do powstania kolejnych nauk.

Niestety, chociaż kościoły protestanckie twierdzą, że odrzuciły katolicką doktrynę o niepokalanym poczęciu Marii, to wprowadziły naukę, która jest równie niebiblijna, i która całkowicie usunęła Chrystusa z miejsca, w którym znalazła się upadła rodzina Adama. Pogląd ten mówi, że Jezus wcielił się w postać człowieka w wyjątkowy sposób, co uchroniło Go od przyjęcia natury potomków Adama. W przeciwieństwie do nich urodził się On z bezgrzeszną naturą Adama i prowadził święte życie w wolnym od zepsucia oraz bezgrzesznym człowieczeństwie.

Ponownie zauważamy tu uderzające podobieństwo powodu, dla którego wysunięty został ten pogląd. Chrystus faktycznie przyszedł w ludzkiej naturze - mówią zwolennicy tej teorii, - ale musiała to być natura Adama sprzed upadku, gdyż tylko w ten sposób Chrystus mógł być wolny od skażenia grzechem!

Dokładnie taka sama argumentacja stała się podstawą wielu w/w fałszywych nauk, które zostały wprowadzone przez Kościół Katolicki! Jednakże pogląd taki jest całkowitym zaprzeczeniem jasnej nauki Pisma Świętego. Wielokrotnie zapewnia nas ono, że Jezus przyjął dokładnie taką samą jak nasza ludzką naturę. W Hebr. 2:11 czytamy: “Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego wszyscy; z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi". "Bracia" pod każdym względem posiadają dokładnie taką samą naturę, gdyż są członkami tej samej rodziny. Hebr. 2:16: "Bo zaiste nigdzie nie przyjął Aniołów, ale nasienie Abrahamowe przyjął" (BG). Jak Chrystus mógłby "przyjąć nasienie Abrahama", gdyby przyjął naturę bezgrzesznego Adama? Autor wyraźnie kładzie tu nacisk na to, że Jezus nie wziął na siebie jakiejś egzotycznej anielskiej natury, czy natury świętego Adama, ale tę samą naturę, którą posiadają dzieci Abrahama, wraz z osłabionymi grzechem ciałami (fizyczną naturą) i umysłami (moralną naturą). Nie oznacza to jednak, że tym sposobem Chrystus został obarczony winą wynikającą z grzechu Adama, gdyż samo narażenie się na kontakt z grzechem, czyli ludzką naturą (znalezienie się "pod grzechem") nie obejmuje jeszcze winy. Choć Chrystus "kuszony był we wszystkim tak jak my", to nigdy też nie uległ grzechowi. Nie wykształtował w swojej ludzkiej naturze żadnej grzesznej żądzy, bo wcześniej nigdy nie uległ żadnej pokusie, nie poddał się żadnej naturalnej skłonności do grzechu. Pozostał w ten sposób zawsze doskonale świętym i nieskażonym przez grzech "Bratem".

"Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem dla przebłagania go za grzechy ludu" (Hebr. 2:17). Dlaczego urodził się On w tym samym ciele i tej samej naturze co my? Było to konieczne, aby mógł zrozumieć nasze słabości oraz skłonności w kierunku grzechu i dzięki temu stać się naszym "miłosiernym Arcykapłanem". Czy zwrot "we wszystkim" faktycznie oznacza "we wszystkim"? Oczywiście, że tak! Paweł oświadczył, że Jezus "narodził się z nasienia Dawida według ciała" (Rzym. 1:3). Całkowitym zaprzeczeniem tych słów jest komentarz, który sugeruje, że Chrystus odziedziczył i przejął od Marii świętą i niepokalaną naturę. Jakiekolwiek by nie było "nasienie Dawida według ciała", to Chrystus musiał mieć w nim udział, bo tak mówi Słowo Boże! Wszyscy potomkowie Dawida, z wyjątkiem Jednego, ulegli dziedzicznym skłonnościom, popełniając osobiste grzechy. Jezus, podobnie jak wszyscy pozostali, odziedziczył naturę Dawida "według ciała", ale nigdy nie uległ odziedziczonym słabościom tej natury.

Hebr. 2:14: "Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła" (BT). Natchnione Słowo zdecydowanie mówi nam, że Chrystus utożsamił się z tą samą naturą, którą posiadają "dzieci", gdyż "skoro dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział" (Hebr. 2:14). Czy ten tekst pozostawia jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, jaką naturę odziedziczył Chrystus? Czy Adam posiadał jakiekolwiek dzieci, które urodziły się zanim on zgrzeszył? Nie miał ani jednego takiego potomka!

Prawdą jest więc to, że wszystkie "dzieci", które kiedykolwiek przyszły na ten świat odziedziczyły tę samą grzeszną naturę Adama, gdyż wszystkie one urodziły się już po upadku Adama. List do Hebrajczyków zaś wyraźnie mówi, że Chrystus "również miał udział" w tej samej "krwi i w ciele" (Hebr. 2:14), które "dzieci" dziedziczą po swoich rodzicach. Jakiego rodzaju "ciało" dziedziczą dzieci po rodzicach? Wyłącznie "ciało grzechu", ciało "zaprzedane grzechowi" (Rzym. 7:14)!

Czy wśród potomków Adama znane jest jakiekolwiek inne ciało niż grzeszne? Nie, nie ma takiego. Jeśli więc Jezus miał udział w tym samym ciele i krwi, które są udziałem "dzieci", to musiało to być grzeszne ciało. Nie można tu dojść do żadnej innej konkluzji. Pomimo to jednak pozostał bezgrzeszny! Również Ellen White tak właśnie rozumiała stanowisko Biblii i wyraziła to w następujących słowach: “Nawet przyjęcie tej samej ludzkiej natury, która była udziałem będącego w stanie niewinności Adama w Edenie, byłoby dla Chrystusa niemalże bezgranicznym upokorzeniem. Ale Jezus przyjął człowieczeństwo dopiero wówczas, gdy rodzaj ludzki został osłabiony czterema tysiącami lat grzechu. Jak każde dziecko Adama, przyjął On skutki działania wielkiego prawa dziedziczności.

Jakie to były skutki ukazuje historia Jego ziemskich przodków. Przyszedł z takim samym dziedzictwem, aby dzielić nasze troski i pokusy i dać nam przykład bezgrzesznego życia" ("Desire of Ages", p. 49). Z wypowiedzi tej jasno wynika, ze Chrystus nie przyjął natury, która była udziałem będącego w stanie niewinności Adama, ale posunął się znacznie dalej, gdyż "jak każde dziecko (potomek) Adama" (a każde dziecko Adama przychodzi już z grzeszną naturą) Chrystus "przyjął skutki wielkiego prawa dziedziczności". Autorka nie napisała tu również, że te skutki działania prawa dziedziczności ograniczone były jedynie do sfery fizycznej ludzkiej natury Chrystusa i nigdzie w ten sposób tego nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie, gdyż napisała, że to, "jakie to były skutki ukazuje historia Jego ziemskich przodków".

Czy Dawid, albo np. nierządnica Rahab, którzy zaliczają się do przodków Jezusa posiadali naturę Adama sprzed upadku? A może ich udziałem była jedynie fizyczna grzeszna natura? Oczywiście, że nie! Oznacza to zatem, że Chrystus musiał przyjąć tę samą naturę w całości, gdyż "wielkie prawo dziedziczności" nie przenosi na jedno dziecko całej upadłej natury a na drugie jedynie fizycznego jej aspektu! Każde ziemskie dziecko będące potomkiem Adama, Abrahama czy Dawida (włącznie z Dzieckiem, które narodziło się w betlejemskiej stajni) zostało obarczone tym samym ciałem grzechu, i to nie tylko w sferze fizycznej, ale także moralnej oraz duchowej.

Poza tym, jeśli Chrystus urodził się z naturą Adama sprzed upadku, to wypowiedzi mówiące o tym, że "we wszystkim upodobnił się On do braci", oraz że odziedziczył to samo "ciało i krew", które są udziałem ziemskich (grzesznych już) "dzieci", byłoby czymś skrajnie bezsensownym a nawet śmiesznym. Adam przed upadkiem nigdy nie musiał zmagać się z żadnymi odziedziczonymi tendencjami. W przypadku Zbawiciela było jednak inaczej. Pomimo tego jednak nigdy nie uległ On namowom ciała.

Różnica pomiędzy ludzką upadłą naturą Chrystusa a naszą nie polegała więc na tym, że odziedziczył On pod jakimkolwiek względem inną niż nasza naturę, ale jedynie oraz "" na tym, że:

Jezus w odróżnieniu od nas przyjął naszą grzeszną naturę na swoją boską naturę.

Nikt z nas nie urodził się jednocześnie z upadłą oraz boską naturą, ale jedynie tą pierwszą. Posiadanie jednocześnie przez Chrystusa boskiej natury sprawiło, że grzeszne człowieczeństwo nie mogło ograbić Go z Jego świętości. Poza tym, Biblia w odniesieniu do wcielenia Jezusa używa takich zwrotów jak: "stał się", albo "uczyniony", co oznacza, że został On tą naturą obarczony.

Pomimo tego jednak, że Jezus przyjął naszą naturę na swoją boską naturę nie oznacza, że w walce grzechem miał nad nami przewagę, gdyż nigdy nie wykorzystywał własnej boskiej mocy, by oprzeć się grzechowi, ale jedynie moc Ducha Świętego, która jest także dostępna dla każdego wierzącego. Celem boskiej natury w Chrystusie nie było uzdolnienie Go do bezgrzesznego życia, ale zachowanie Jego świętości, pomimo przyjęcia "grzechu" w sensie upadłej ludzkiej natury. W liście do Filipian 2:7 czytamy o Chrystusie, że “wyzbył się wszystkiego, co Boskie, pojawił się w postaci sługi..." (BIBLIA WARSZAWSKO-PRASKA). Chrystus nie mógł zmagać się z grzechem jako Bóg, ale jako człowiek, gdyż inaczej miałby nad nami przewagę. On oczywiście nadal był Bogiem i posiadał boską naturę, ale w walce z grzechem wyzuł się z wszelkich atrybutów boskości, "wyzbył się wszystkiego, co Boskie" (ang. przekłady mówią: "emptied himself" - "opróżnił siebie"). Zresztą, Pan Jezus był naszym przedstawicielem i w naszym imieniu miał spełnić warunek konieczny do zbawienia. Musiał zmagać się z pokusami oraz naszą zasadą egocentrycznej miłości i doskonale pokonać ten grzech jako człowiek, w ludzkiej naturze, i to upadłej, bo to ona potrzebowała odkupienia poprzez oczyszczenie z zakonu grzechu i jego uśmiercenie na krzyżu.

2. Drugą i niezwykle ważną różnicą, o której zawsze musimy pamiętać, rozważając święty temat wcielenia Chrystusa jest to, że w Jego przypadku Jego człowieczeństwo już od poczęcia napełnione zostało Duchem Świętym: "A dzieciątko rosło, i umacniało się w Duchu" (Łuk. 2:40 - BG).

My przychodzimy na świat jako "ciemność" (jako grzesznicy pozbawieni wewnętrznej obecności Ducha Świętego), Jezus zaś, przyszedł jako "światłość". Oznacza to, że Duch Święty od początku sprawował doskonałą kontrolę nad "zakonem grzechu" w "ciele" (w ludzkiej naturze) Chrystusa, nie dopuszczając do "poczęcia" najmniejszego grzechu, najdrobniejszej nawet samolubnej myśli, i to pomimo tego, że przez całe swoje ziemskie życie Pan Jezus musiał w naszym imieniu zmagać się "w ciele" "aż do krwi", "z wielkim wołaniem i ze łzami" (Hebr. 5:7) z tą samą "wytwórnią" grzechów, której my tak często ulegaliśmy.

Tylko tym sposobem mógł "stać się za nas grzechem" oraz "przekleństwem" i ten "grzech" ("przekleństwo"), czyli nasz reprezentacyjny "zakon grzechu", którym został obarczony, "potępić" na krzyżu na wieki.

Tylko tym sposobem mógł stać się naszym legalnym Zbawicielem, a sam Bóg (zgodnie z takim planem zbawienia) pozostaje "sprawiedliwy usprawiedliwiając grzesznika" (Rzym. 3:26). Plan Zbawienia, który zakłada, że ludzka natura Jezusa różniła się od naszej obecnej natury sprawia, że twierdzenie Słowa Bożego z Rzym. 3:26 staje się niezgodne z prawdą, gdyż wtedy Bóg, aby nas zbawić faktycznie musiałby "nagiąć" własne Prawo, które słusznie domaga się potępienia i wiecznego unicestwienia korzenia zła, jakim jest znajdujący się w nas "zakon grzechu i śmierci" (Rzym 7:14-24; 8:3). Chrystus utożsamiając się z naszą naturą jedynie w odniesieniu do jej fizycznej sfery nie mógłby nieść w Sobie tego elementu, który był od początku przeklęty przez Boga i musiał zawisnąć na "drzewie".

Przeciwnicy poglądu, mówiącego o tym, że udziałem Chrystusa stało się nasze upadłe człowieczeństwo twierdzą, że jeśli Jezus faktycznie odziedziczył taką grzeszną naturę we wszystkich jej aspektach, to dlaczego w takim razie w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych potomków Adama nigdy nie zgrzeszył? Było tak, ponieważ Jego ludzka (upadła) natura była napełniona Duchem Świętym już w łonie Marii, przez co od początku posiadał On uświęconą upadłą ludzką naturę, dzięki czemu też był zawsze w stanie poddawać swoją wolę woli Ojca. Ludzka natura Chrystusa była zatem taka sama jaką posiada grzeszny, ale narodzony z Ducha człowiek! Jedyną różnicą było to, że nawrócony człowiek, wcześniej wielokrotnie już grzeszył, przez co rozwinął w sobie pewne grzeszne żądze. W przypadku Chrystusa zaś tak nie było, gdyż On nigdy nie uległ żadnej pokusie, przez co nie posiadał żadnych zepsutych żądz, choć z drugiej strony musiał (i to wewnętrznie), zmagać się z naturalnymi skłonnościami, wynikającymi z posiadania egocentrycznej (skoncentrowanej na sobie) upadłej natury. Chrystus jednak nigdy nawet w najmniejszej mierze nie był egoistyczny czy samolubny, pomimo tego, że toczył nieustanną walkę ze wspólnym dla nas wszystkich prawem egocentrycznych skłonności ("zakonem grzechu"). To właśnie dlatego, w liście do Hebr. 5:7-9 czytamy, że "za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany; I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał, A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego".

Adam przed upadkiem nie posiadał takich naturalnych wewnętrznych i nakłaniających do postępowania zgodnie z egocentryczną naturą skłonności, gdyż takiej natury po prostu wtedy jeszcze nie posiadał. Nie musiał on "za dni swego życia w ciele zanosić z wielkim wołaniem i ze łzami modlitw i błagań" o to, aby Bóg wybawił go od grzechu a tym samym śmierci, bo w przeciwieństwie do Jezusa Adam nie był wówczas "w ciele". Jego natura była w tamtym czasie bezgrzeszna i wolna od wspólnej dla nas wszystkich zasady własnego "ja". Jednak Syn Człowieczy podczas swojej ziemskiej pielgrzymki nigdy nie poddał się pokusie w najmniejszym nawet stopniu, bo będąc świadomym posiadania "mdłego ciała", w przeciwieństwie do np. uczniów w Getsemane (i wszystkich pozostałych potomków Adama) na chwilę nawet nie "zasnął", ale zawsze czuwał, modląc się i pozostając w nieustannej łączności ze źródłem mocy.

Te dwa w/w niezwykle ważne punkty stanowią dostateczne wyjaśnienie, dlaczego Chrystus pomimo przyjęcia naszego upadłego człowieczeństwa nie stał się grzesznym człowiekiem oraz tłumaczą, dlaczego od początku (także jako dziecko) nigdy nie uległ namowom ciała grzechu.

Jednakże, zwolennicy teorii o ludzkiej naturze Chrystusa sprzed upadku Adama nadal jakoś nie potrafią zrozumieć i uznać faktu, że choć faktycznie Chrystus "we wszystkim upodobnił się do braci", choć podobnie jak wszystkie ziemskie "dzieci" Adama "miał udział we krwi i ciele", choć jako "potomek Dawida według ciała" musiał odziedziczyć wszystkie aspekty ludzkiej natury, choć przyszedł "w postaci grzesznego ciała", to wcale nie musiał ani zgrzeszyć ani stać się grzesznym człowiekiem.

Przeciwnicy prawdy, mówiącej o tym, że Chrystus na swoją boską naturę wziął nasze upadłe człowieczeństwo nadal uparcie dopatrują się w tym poglądzie zagrożenia dla bezgrzeszności ludzkiej natury Zbawiciela i wygląda na to, że żadna argumentacja nie jest w stanie tych uprzedzeń zmienić. Jednak, nieświadomie wyrządzają oni tym sposobem niepowetowaną krzywdę i samej Ewangelii i chrześcijaństwu, gdyż ich błędne założenie doprowadziło do pojawienia się wielu innych błędnych teorii, oddalając przy tym Chrystusa od Jego naśladowców i odbierając im nadzieję na zwycięstwo nad grzechem.

Przypominają oni pewnego chłopca, który widząc jak larwa motyla próbowała wydostać się z kokonu, kierowany szlachetnymi pobudkami postanowił jej pomóc. Ten szlachetny czyn jednak sprawił, że motyl nie był w stanie latać, gdyż to właśnie próby wydostania się z kokonu, które wcześniej powstrzymał chłopiec, miały nadać skrzydłom odpowiednią siłę.

Wielu szczerze wierzących i pragnących służyć Bogu ludzi rozważając możliwość przyjęcia przez Chrystusa grzesznej ludzkiej natury stają się zgorszeni, gdyż zawsze wyobrażali sobie Jezusa jako pięknego i nieskazitelnego "Motyla", którego ich zdaniem inni ośmielają się przedstawiać jako "larwę", która nie może wydostać się z kokonu ludzkiej grzeszności. Kierowani więc szlachetnymi pobudkami zdecydowani są usunąć kokon, by ich Chrystus mógł jak najszybciej rozwinąć skrzydła i wznieść się ku niebu. Usuwając jednak "kokon", czyli ograbiając Jezusa z Jego prawdziwego człowieczeństwa, faktycznie pozbawiają Ewangelię mocy. Odbierają w ten sposób Zbawicielowi możliwość zademonstrowania zwycięstwa nad mocą grzechu, a tym samym ograbiają Jego naśladowców z nadziei odtworzenia zwycięstwa Chrystusa w ich własnym życiu. Tym sposobem każdy chrześcijanin, który akceptuje ich stanowisko, wygląda wprawdzie jak "motyl" (jak chrześcijanin), ale nie potrafi "latać" i nie ma też nadziei na to, że tę zdolność posiądzie!

Rzym. 8:3-4: "Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele, Aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas".

Czego to zakon nie mógł w naszym przypadku "dokonać z powodu ciała" (naszej upadłej natury)? Nie mógł nas zbawić. Nie możemy być zbawieni poprzez własne przestrzeganie Przykazań ("zakonu"), bo przeszkodą nie do pokonania dla nas jest "ciało", czyli nasza grzeszna natura włącznie z zamieszkałym w niej "prawem grzechu" (Rzym. 7:14-24). To właśnie "ciało" sprawia, że nikt z nas nie jest w stanie doskonale wypełnić zakonu, aby zasłużyć sobie na zbawienie. Dodatkowo, w naszym przypadku, ponieważ (w przeciwieństwie do Chrystusa) od urodzenia nie posiadamy jednocześnie boskiej natury i nie mieszka w nas od poczęcia Duch Święty, to faktycznie samo już posiadanie tej upadłej natury sprawia, że jesteśmy grzeszni i nie możemy być zbawieni, co jednak nie oznacza, że Bóg obarcza nas winą za taki stan rzeczy. Z tego właśnie powodu, z powodu naszej bezsilności oraz beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, Bóg sam (w Chrystusie) musiał sprawić to, czego my nie byliśmy w stanie dokonać. I "dokonał tego przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała". Czy Paweł ma tu na myśli jedynie fizyczne grzeszne ciało? Z pewnością nie, bo jasno wynika to z kontekstu, w którym autor wyjaśnia, że "czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała"... Czy zakon nie mógł zagwarantować nam zbawienia poprzez doskonałe wypełnianie swoich przykazań z powodu naszego fizycznego ciała? Nie! Powodem tego jest nasze ciało przede wszystkim w sensie naszej moralnej upadłej natury oraz w jakiejś mierze także duchowej! Z dalszego kontekstu Rzym. 8:3, czyli z 7 rozdziału wynika, że powodem, dla którego zakon nie mógł mu pomóc było to, że Paweł był "cielesny", czyli "zaprzedany grzechowi". Powodem takiego stanu rzeczy, co oczywiste, nie było fizyczne ciało, ale "ciało" w sensie upadłej natury i to w aspekcie przede wszystkim moralnym i duchowym, włącznie z "zakonem grzechu" "wirusem" o nazwie "ja", albo inaczej "wytwórnią" grzechów, co stanowi jej część składową.

Tak więc, ponieważ z powodu "ciała" my sami nie byliśmy w stanie uzyskać doskonałej sprawiedliwości poprzez uczynki zakonu, Bóg posłał swojego Syna "w postaci" tego samego "ciała" (nie jedynie fizycznego). Po czym, jak czytamy dalej, "ofiarując" w Chrystusie to "grzeszne ciało" "za grzech, potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:3). Oznacza to, że Chrystus, w przeciwieństwie do nas, odniósł doskonałe zwycięstwo nad ciałem grzechu (grzeszną naturą) oraz "grzechem" w liczbie pojedynczej, czyli "zakonem grzechu". Nigdy nie popełnił grzechu w sensie aktu (złamania Bożego Prawa), a dodatkowo w swoim "ciele" (ludzkiej naturze) zaniósł na krzyż nasz "grzech" w l. pojedynczej, czyli nasze reprezentacyjne "ja", które stanowi źródło naszych grzechów i korzeń zła. I na krzyżu Bóg w "ciele" Chrystusa "potępił" (uśmiercił) ten grzech raz na zawsze, dając w ten sposób legalną podstawę do zbawienia każdego grzesznego potomka Adama. Jezus przyszedł, jak napisał Jan, aby "zgładzić grzech świata" (Jan. 1:29). Miał on tu na myśli ten sam "grzech" (w liczbie pojedynczej), o którym Paweł napisał, że Bóg "potępił (ten) grzech w ciele" Chrystusa. Rodzi się więc bardzo ważne pytanie, a mianowicie, jakim sposobem Bóg mógłby "potępić" (doskonale pokonać i uśmiercić) ten "grzech w ciele" Chrystusa, gdyby brzemienia tego grzechu nie niósł On w swojej ludzkiej naturze? Jaki grzech mógłby Bóg potępić w ciele Chrystusa, jeśli było to święte ciało Adama sprzed upadku? Co w Chrystusie umarłoby drugą śmiercią, skoro boska natura Chrystusa była nieśmiertelna, a jego ludzka natura była bezgrzeszna, i skoro według Bożego Prawa druga śmierć stanowi wyłącznie zapłatę za grzech? I jeśli nawet przyjmiemy, że udziałem Chrystusa stało się fizyczne upadłe człowieczeństwo, to w takim razie legalnie mógłby On zbawić jedynie fizyczne ciało człowieka, bo to czego nie przyjął nie może być zbawione.

Tym sposobem "Dobra Nowina" sprowadza się jedynie do tego, że "w okręgach niebieskich w Chrystusie" znajduje się obecnie wyłącznie nasze fizyczne ciało, pozbawione umysłu (natury moralnej) oraz sfery duchowej naszego człowieczeństwa. Według tej teorii, kiedy Zbawiciel pojawi się ponownie, legalnie będzie mógł zabrać ze sobą do nieba wyłącznie nasze cudownie wyglądające, ale bezmyślne i bezduszne ciała. Nasza zaś natura moralna i duchowa, ponieważ nie została zabrana na krzyż i tam uśmiercona i oczyszczana od skazy grzechu, będzie musiała być w przyszłości w nas samych unicestwiona na wieki, gdyż właśnie tego i to słusznie domaga się Prawo. Prawda Ewangelii jednak mówi, że Bóg faktycznie już "potępił grzech w ciele", oczywiście w ciele Chrystusa. I grzech ten obejmuje całe nasze grzeszne człowieczeństwo. Z tego powodu Chrystus ma też prawo całe to człowieczeństwo zbawić, bo legalnie odkupić może wyłącznie te elementy naszej natury, które sam przyjął. Gdyby to nie było prawdą, Paweł nie mógłby napisać "z Chrystusem jestem ukrzyżowany" (Gal. 2:20). Nie miałby też żadnej podstawy, by pozwolić sobie na stwierdzenie: "w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni" (Rzym.6:3). Każdy grzesznik musi przez wiarę przejść przez doświadczenie ukrzyżowania i zmartwychwstania z Chrystusem. Aby przejść "ze śmierci do żywota", każdy z nas musi zidentyfikować się z Tym, który reprezentował nas jako Drugi Adam.

Nasze grzechy i nasz "grzech" były w Nim. Kiedy On umarł, to i my umarliśmy, dzięki czemu kara za nasze grzechy została już wymierzona i wyczerpana. Czy nie dostrzegasz tego, że On musiał nieść brzemię naszej upadłej natury na krzyż, aby natura ta mogła zostać uśmiercona? Gdyby w Jego ludzkiej naturze zabrakło jakiejkolwiek jej części wówczas słuszne wymagania Prawa nie zostałyby spełnione. Aby zapewnić nam pojednanie Chrystus musiał na krzyżu poddać to potępione człowieczeństwo pełnej zapłacie za grzech. Inaczej nie moglibyśmy się z Nim zidentyfikować ani znaleźć się z Nim na krzyżu. A przecież Słowo Boże dobitnie tę prawdę wyraża: "Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy" (Rzym. 6:6-8); "Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli" (2 Kor. 5:14).

Mówimy, że uświęcenie jest wartością, której Bóg nam udziela. Tak jak przypisał nam sprawiedliwość Chrystusa, aby uwolnić nas od grzechu w sensie winy, tak teraz udziela nam uświęcenia, aby uwolnić nas od mocy grzechu. Czym jest to uświęcenie, którego Bóg nam udziela? Jest to nasze partycypowanie w zwycięstwie, które odniósł nad grzechem Chrystus. Przez wiarę uzyskujemy moc zwycięstwa, której wcześniej On sam doświadczył żyjąc w ciele. Inaczej mówiąc, On może i pragnie żyć w nas tym samym zwycięskim życiem, które prowadził chodząc po ziemi. Odtworzy w nas to samo doświadczenie, które było Jego udziałem. Tak właśnie wygląda uświęcenie.

Jeśli jednak Jezus przyszedł na świat z bezgrzeszną natura Adama, aby w takiej naturze zamanifestować bezgrzeszne życie, to jakim sposobem teraz to zwycięskie życie może być odtworzone we mnie? Grzeszni ludzie nie doświadczają praktycznego uświęcenia w wyniku partycypowania w bezgrzesznym doświadczeniu Adama, ale poprzez poskramianie mocy grzechu w swojej upadłej naturze dzięki tej samej sile, której używał Chrystus pokonując grzech. Nie ma takiej możliwości, aby jakikolwiek grzeszny człowiek mógł mieć udział w bezgrzesznym doświadczeniu Adama. I jeśli w taki sam sposób Jezus pokonał Szatana, jak to czynił Adam przed upadkiem (w bezgrzesznej naturze), to również żadnym sposobem nie jest On w stanie takiego uświęcenia udzielić mi w obecnym czasie! Jeżeli zaś Chrystus odniósł zwycięstwo nad szatanem w upadłej naturze potomków Adama, to i ja mogę partycypować w tym doświadczeniu wraz z Nim. Ten rodzaj zwycięstwa może teraz przez wiarę stać się moim, ponieważ zwycięstwo to zostało odniesione w tej samej naturze, która jest także moim udziałem. Bezgrzeszne doświadczenie przeżyte (przez Chrystusa) w jakiejś obcej mi, bezgrzesznej naturze nie może być mi ani przypisane (w celu usprawiedliwienia) ani udzielone mi (w celu zademonstrowania żywej mocy Ewangelii). W takiej sytuacji nigdy w tym doczesnym życiu nie mogę też odnieść zwycięstwa nad mocą grzechu, ponieważ pogląd ten zakłada, że Chrystus odniósł zwycięstwo jedynie nad fizycznym ciałem grzechu.

Fizyczny aspekt grzesznej natury stanowi jedynie niewielki problem w naszym dążeniu do uświęcenia. Czy fakt, że się starzejemy, że wypadają nam włosy, pojawiają się zmarszczki czy nawet różne fizyczne dolegliwości stanowi główną przyczynę zarówno naszego grzesznego stanu, jak i niepowodzenia w dążeniu do świętości? Z pewnością tak nie jest! To przede wszystkim nasza moralną zepsuta natura jest powodem takiego stanu rzeczy. Chrystus zatem musiał na swoją boska naturę przyjąć nie tylko naszą fizyczną, ale i moralną oraz duchową naturę, aby móc nas legalnie odkupić, i to nie w trzydziestu, lecz stu procentach! To prawda, że w tym życiu upadła natura nie może być odnowiona do stanu bezgrzeszności, ale "doskonałość w sensie zwycięstwa nad grzechem" - jak napisała Ellen White - "jest dla nas możliwa" poprzez zwycięstwo Chrystusa. Możemy zatem odnieść zwycięstwo nad grzechem, dlatego, że wcześniej zwycięstwa tego doświadczył Jezus, żyjąc w ciele, jako jeden z nas.

W nawiązaniu do tego tematu, warto przypomnieć krótkotrwałą historie pewnej grupy adwentystów, która wyłoniła się w stanie Indiana, twierdząc, że weszła w posiadanie świętego ciała. Około roku 1900 dość sporą grupę konserwatywnych członków Kościoła opętało przeświadczenie o tym, że Jezus żył bezgrzesznym życiem w naturze bezgrzesznego Adama. Poprawnie zakładając, że zwycięskie doświadczenie Chrystusa może zostać przez wiarę udzielone każdej wierzącej osobie, doszli oni do wniosku, że niesplamione życie bezgrzesznego Adama, może już teraz stać się rzeczywistym doświadczeniem grzesznego człowieka. Ten fanatyczny pogląd, którego podstawą była wiara w przyjęcie przez Chrystusa natury Adama sprzed upadku, doprowadził ich do przekonania, że byli w stanie odtworzyć absolutną świętość i doskonałość bezgrzesznego Adama.

Druga skrajność, do której prowadzi błędne twierdzenie o tym, że Chrystus utożsamił się z naturą Adama sprzed upadku jest całkowitym przeciwieństwem tej, którą reprezentowali zwolennicy ruchu świętego ciała. Założenie, jakoby Chrystus pokonał grzech w bezgrzesznej naturze Adama, prowadzi, co zrozumiałe do przeświadczenia, że w takim razie w naszym przypadku, zwycięstwo nad mocą grzechu w grzesznym ciele jest czymś nierealnym. Jest tak, dlatego że Chrystus może udzielić nam wyłącznie to, co sam uzyskał żyjąc na ziemi. A ponieważ nie uzyskał zwycięstwa nad grzechem w upadłej naturze, to i nie ma niczego czym mógłby się z nami podzielić! Z tego powodu, nie jesteśmy w stanie zwyciężyć tak jak Chrystus zwyciężył. Również Jego własne słowa zachęty, jakie kieruje do zmagających się z grzechem swoich naśladowców "ufajcie, ja zwyciężyłem świat", albo inaczej "ufajcie, ja zwyciężyłem pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota" stają się bezsensowną obietnicą.

Widać tu wyraźnie, jak piękna i bezcenna prawda mówiąca o uświęceniu zostaje zdegradowana i wypaczona. A stało się tak tylko dlatego, że dawno temu wysunięto pozornie niewinny i umotywowany troską o zachowanie doskonałej bezgrzeszności Chrystusa w ludzkiej naturze wniosek, że Chrystus przyjmując grzeszną ludzką naturę nie mógł zachować swojej świętości. To z kolei stało się podstawą nie tylko fałszywej doktryny o niepokalanym poczęciu Marii oraz związanych z tym błędnych nauk, ale dało początek niezgodnej z Biblią teorii o przyjęciu przez Chrystusa bezgrzesznej ludzkiej natury. Konsekwencją zaś przyjęcia tego poglądu jest degradacja uświęcenia w życiu wierzącej osoby, niesłuszne posądzanie o perfekcjonizm a nawet naśmiewanie się z poglądów tych naśladowców Chrystusa, którzy wierzą, że to, co napisał apostoł Paweł może również przez wiarę stać się ich udziałem: "... i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi" (2 Kor. 10:5).

Amen.

Plik "Ludzka natura Chrystusa" w innych formatach do pobrania i wydruku:

Kliknij aby pobrać plik w formacie RTF - WordPad RTF-WordPad Kliknij aby pobrać plik w formacie PDF-Adobe Acrobat Reader PDF-Acrobat Reader