ODKUPICIEL GRZESZNEGO CZŁOWIECZEŃSTWA

Studium biblijne na temat ludzkiej natury Jezusa Chrystusa w świetle nauki o usprawiedliwieniu przez wiarę

Tłumaczenie - Sławomir Gromadzki


Autor: E.H. "Jack" Sequeira - urodzony w 1932 roku w Nairobi (Kenia). W 1963 r. ukończył studia na Newbold Collage, a następnie wydział teologiczny na Andrews Uniwersity. Przez 17 lat pracował jako misjonarz w Ugandzie, Kenii i Etiopii. Obecnie jest starszym pastorem w adwentystycznym zborze "Capital Memorial Church" w Waszyngtonie.

 

 

 

 

 

WSTĘP

Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa było najistotniejszą częścią poselstwa głoszonego w 1888 r. Dzisiaj Kościół nasz rozpoznaje, że poselstwo to nie zostało w pełni zaakceptowane, w konsekwencji czego błogosławieństwa w postaci wylania Ducha Świętego w „deszczu wieczornym” i głośnego wołania trzeciego anioła zostały wycofane (RH, 27. 05. 1976).

Jednak po stu latach "błąkania się po pustyni", łaskawy Bóg ponownie daje nam szansę przyjęcia tej chwalebnej prawdy, która swoim blaskiem rozjaśnić ma całą ziemię. Niestety, również dzisiaj, podobnie jak w przeszłości, szatan robi wszystko, aby skłonić nas do odrzucenia Prawdy, która jest w Chrystusie i w ten sposób stłumić moc Ewangelii.

Obecnie, wielu spośród nas, zamiast koncentrować się na poselstwie, którym Pan ubłogosławił swój Kościół w 1888 roku, akceptuje i upowszechnia jedynie popularne poselstwo Ewangelii w wydaniu protestanckim. Nie jest ono jednak tym samym, które było głoszone podczas pamiętnej konferencji w Minneapolis.

Jedną z głównych różnic między protestanckim zrozumieniem Ewangelii, a nauką o usprawiedliwieniu przez wiarę z 1888 r. jest rozbieżność w zrozumieniu zagadnienia natury Jezusa Chrystusa. Wprawdzie, zarówno w jednym, jak i drugim przypadku istnieje zgodność, co do tego, że Wieczny Syn Boży dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, to całkowitą rozbieżność poglądów obnaża odpowiedź na pytanie, czy człowieczeństwo, które stało się udziałem Syna Bożego było grzeszne, czy bezgrzeszne.

Ewangelia w zrozumieniu protestanckim uczy, że przyjmując jedynie nasze fizyczne słabości Chrystus stał się uczestnikiem bezgrzesznej natury Adama sprzed upadku. Jest to popularny pogląd zarówno Kościoła rzymskokatolickiego, jak i kościołów protestanckich. Jednak poselstwo z 1888 roku wykazało, że Chrystus musiał przyjąć na siebie naszą grzeszną naturę, gdyż właśnie ta natura potrzebowała odkupienia. Pomimo jednak przyjęcia naszego upadłego człowieczeństwa Zbawiciel prowadził doskonale bezgrzeszne życie i na krzyżu człowieczeństwo to odkupił.

Skoro powiedziano nam, że "natura Chrystusa jest dla nas wszystkim", zatem błędem jest twierdzić, że to czy Chrystus przyjął naturę Adama sprzed, czy po upadku, jest bez znaczenia. Wręcz przeciwnie, temat ten ma w kwestii zbawienia człowieka bezcenną wartość i należyte zrozumienie tego zagadnienia staje się dla wierzącego nieocenionym błogosławieństwem, pogłębiającym jego miłość do Pana i wdzięczność za niewyobrażalne poświęcenie i odwagę w walce o odkupienie grzesznej ludzkości.

Ewangelia w typowym protestanckim zrozumieniu, sprowadza całe poselstwo o sprawiedliwości przez wiarę jedynie do usprawiedliwienia, które oznacza, że Chrystus odkupił rodzaj ludzki swoim życiem i śmiercią. Uświęcenie natomiast, chociaż uznawane za ważne, nie jest częścią Dobrej Nowiny, ale jedynie próbą osiągnięcia świętego życia przez wierzącego, który w dążeniu do tego celu wspomagany jest przez Ducha Świętego.

Prawda przedstawiona w 1888 roku znacznie głębiej wyjaśnia to zagadnienie, pokazując że w życiu i śmierci Chrystusa upadła ludzka natura całkowicie została zbawiona od grzechu we wszystkich jego aspektach, a nie tylko od winy i kary za popełnione grzechy. Zatem, w świętej historii Zbawiciela, nie tylko usprawiedliwienie, ale i uświęcenie staje się przez wiarę naszym udziałem.

W 1888 r. podkreślono, że w życiu i śmierci Chrystusa, zakorzenione w człowieku "prawo grzechu i śmierci" (egocentryzm) zostało zwyciężone i potępione. Ta wspaniała Dobra Nowina daje wszystkim wierzącym nadzieję zwycięskiego życia w grzesznym ciele jeszcze tu na ziemi (Obj. 3,21). Możliwe jest to jedynie poprzez Chrystusa żyjącego swoim świętym życiem w nas (Gal. 2,20).

Tak więc, prawda przedstawiona w Minneapolis zaoferowała grzesznemu człowiekowi nie tylko pojednanie i zapewnienie nieba już teraz (pewność zbawienia), ale także całkowite zwycięstwo nad tyranią i mocą grzesznego ciała. Takie objawiające Bożą miłość i zwycięskie życie w grzesznym ludzkim ciele, musi zostać zademonstrowane dzisiejszemu zdeprawowanemu światu, jeszcze przed nastaniem końca (Mat. 24:14).

To właśnie z tego powodu, poselstwo z I888 roku zostało zidentyfikowane z poselstwem trójanielskim (Obj. 14), którego końcowym celem jest dokonanie żniwa ziemi (0bj. 14:15). Przedstawienie tej cudownej Prawdy ponad sto lat temu sprawiło, że już wtedy Pan obdarował swój lud szczególnym błogosławieństwem w postaci początku wylania Ducha Świętego w "późnym deszczu" i "głośnego wołania trzeciego anioła". Błogosławieństwa te jednak zostały cofnięte, ponieważ wówczas prawda ta nie została należycie doceniona.

Tak więc, poselstwa z Minneapolis nie można do końca identyfikować z tradycyjną protestancką interpretacją Ewangelii, gdyż głównym celem jest tam jedynie usatysfakcjonowanie egocentrycznej potrzeby zbawienia.

Po upadku, cały rodzaj ludzki nie tylko został potępiony w Adamie (Rzym. 5:12.18), ale sama natura człowieka dostała się w niewolę grzechu i została "zaprzedana grzechowi" (Rzym.7:14; 3,9; Jan.8:34; 2Piotr 2.19). W konsekwencji czego, od chwili upadku święte i bezgrzeszne życie bez Bożego dzieła odkupienia stało się dla grzesznego człowieka czymś niemożliwym (Gal. 2:16).

Jednakże to, "czego Zakon nie mógł dokonać" z powodu upadłej natury ("grzesznego ciała"), "tego dokonał Bóg przez zesłanie Syna Swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:3).

Przyjmując na swoją boską (bezgrzeszną) naturę naszą (grzeszną) naturę, Chrystus nie tylko zbawił całą ludzkość zgodnie z wymaganiami Prawa, ale przez swoje święte życie i swoją śmierć wyzwolił również upadły rodzaj ludzki z niewoli grzechu. Dokonał tego przez potępienie prawa grzechu w grzesznym ciele (Rzym. 8:2-3).

Tak więc, właściwe i pełne zrozumienie Dobrej Nowiny prowadzi do wniosku, że Jezus Chrystus oferuje grzesznemu człowiekowi możliwość uzyskania przez wiarę, nie tylko legalnej sprawiedliwości, ale również pełnię uświęcenia, możliwość świętego życia w zepsutym świecie, a także uwielbienie (przemienienie) podczas swojego chwalebnego powrotu: "Teraz zaś, po wyzwoleniu z grzechu i oddaniu się na służbę Bogu, jako owoc zbieracie uświęcenie. A końcem tego - życie wieczne" (Rzym. 6:22 - BT).

To właśnie ten temat był centralnym punktem nauki przedstawionej w Minneapolis. Jest to Ewangelia, którą Bóg przekazał nam po to, abyśmy zwiastowali ją "na świadectwo wszystkim narodom" zanim jeszcze Zbawiciel powróci, aby sądzić ziemię.

Zanim przystąpimy do czysto biblijnej analizy doktryny o człowieczeństwie Chrystusa, warto pokrótce wspomnieć o tym, jak nauka ta kształtowała się w naszym kościele.

Przez długi okres czasu dominowało w naszej społeczności dość jednomyślne przekonanie, że Jezus Chrystus na swoją boską naturę przyjął nasze grzeszne człowieczeństwo, i że pomimo tego żył świętym i bezgrzesznym życiem.

Było tak aż do 27 maja 1976 roku, kiedy to w czasopiśmie Review and Herald grupa przywódców Kościoła ADS przedstawiła oświadczenie na temat sprawiedliwości przez wiarę. Artykuł ten zawierał również zaskakującą dla wielu wypowiedź dotyczącą człowieczeństwa Jezusa Chrystusa. Po wyjaśnieniu obydwu ścierających się wzajemnie poglądów, oświadczono tam, że obydwie teorie są właściwie możliwe do przyjęcia, co oznaczało, że nie jest odstępstwem, gdy ktoś uważa, iż Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku i tak samo nie można potępiać tych, którzy nauczają, że człowieczeństwo, które przyjął Zbawiciel było grzesznym człowieczeństwem.

W ten sposób, zarówno jedna, jak i druga teoria do dzisiaj akceptowane są w społeczności Adwentystów. Wcześniej jednak Kościół nasz nie zajmował takiego niezdecydowanego stanowiska w tej sprawie. Rzetelny przegląd naszej historii, szczególnie po 1888 roku dowodzi, że chociaż pozycja na ten temat nie była oficjalnie ustalona, to w lekcjach Szkoły Sobotniej i książkach publikowanych do 1950 roku uczono, że Chrystus na swoją bezgrzeszną, boską naturę przyjął naszą grzeszną naturę, dzięki czemu mógł stać się naszym Zbawicielem.

Wszystko wskazuje na to, że ta radykalna zmiana stanowiska w kwestii człowieczeństwa Chrystusa była wynikiem kontaktów i dialogu z innymi protestanckimi teologami. Choć jedynie Bóg wie, co skłoniło wiodących teologów oraz przywódców naszego Kościoła do tej zaskakującej zmiany poglądu na temat ludzkiej natury Syna Bożego, to wiele wskazuje na to, że była to próba pozbycia się czegoś, co powodowało, iż Kościół nasz określano mianem sekty. Przyjęcie zaś stanowiska popularnego wówczas w innych protestanckich denominacjach miało sprawić, że zyskalibyśmy w ich oczach uznanie.

Niestety, jak można było się spodziewać, smutną konsekwencją tej pochopnej decyzji jest to, że Kościół nasz zbiera dzisiaj żniwo w postaci nieugruntowanego stanowisko w kwestii ludzkiej natury Jezusa Chrystusa i raz po raz nękany jest nieporozumieniami oraz sporami dotyczącymi tego zagadnienia.

Co więcej, problem ten, w co wierzę osobiście, będzie trwał nadal i stanie się jednym z głównych mierników miedzy prawdą, a fałszem w czasie przesiewu, będącego końcową próbą wiary.

Chociaż prawdą jest, że nadal wielu teologów twierdzi, iż Chrystus przyjął bezgrzeszną ludzką naturę, to jednak niemało jest i takich, których stanowisko odnośnie tego przedmiotu zgadza się z poglądem głoszonym w 1888 roku. Do grona tych teologów należą między innymi: Anders Nygren, Karl Barth, J.A.T. Robinson, T.P. Torrance, C.E.B. Cranfield, Nels S. Ferre, Harold Roberts, Lesslie Newbigin i wielu innych.

Na przykład Anders Nygren, który był profesorem teologii systematycznej na Uniwersytecie Lund w Szwecji, w swoim bardzo popularnym komentarzu do Listu do Rzymian napisał: "Paweł stara się zapewnić nas, że kiedy Chrystus przyszedł na ten świat znalazł się w takim samym położeniu jak każdy z nas i podlegał tym samym niszczycielskim mocom, którymi zniewolony został człowiek. Chrystus będąc "w ciele" pokonał grzech w jego własnym królestwie, gdyż przyszedł On w postaci grzesznego ciała" (Commentary to Romans, 8:1-11).

Fakt, że wielu znanych współczesnych teologów akceptuje obecnie pogląd, mówiący o tym, że Zbawiciel przyjął grzeszną ludzką naturę powoduje, że nikt z nas nie musi już dłużej obawiać się, że społeczność, do której należy będzie określana mianem "sekty" z powodu poglądów na temat wcielenia Syna Bożego.

ZNACZENIE NAUKI O LUDZKIEJ NATURZE CHRYSTUSA

Podstawą chrześcijańskiej wiary jest fakt, że Syn Boży stał się człowiekiem. To, jak wielkie znaczenie prawda ta odgrywa w planie zbawienia, E. White wyraziła w następujących słowach: "Człowieczeństwo Chrystusa jest dla nas wszystkim. Jest to złoty łańcuch wiążący nasze dusze z Chrystusem, a przez Niego z Bogiem. Temat ten ma być przedmiotem naszych studiów" (7 BC 904).

Często słyszymy twierdzenie, że człowieczeństwo Syna Bożego to temat spowity tajemnicą i nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć tego zagadnienia, więc nie powinniśmy poświęcać mu zbyt dużo czasu. Prawda ta jednak "ma być przedmiotem naszych studiów" i nasze śmiertelne umysły mają dążyć do tego, aby uchwycić tę kluczową biblijną prawdę na tyle, na ile Duch Święty nam ją objawi, gdyż to czego Chrystus dokonał w ludzkim ciele "jest dla nas wszystkim".

Kluczem do zrozumieniu prawdy o człowieczeństwie Jezusa Chrystusa jest uświadomienie sobie tego, że Słowo Boże jednoznacznie określa Chrystusa mianem "ostatniego Adama": "Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym" (1 Kor. 15:45).

Fakt, iż Biblia nazywa Chrystusa "ostatnim (drugim) Adamem" oznacza, że w Synu Bożym zjednoczona została cała ludzkość, i że stał się On przedstawicielem całego rodzaju ludzkiego, gdyż słowo "Adam" w języku hebrajskim oznacza "rodzaj ludzki".

Dzięki temu, Jezus Chrystus jako przedstawiciel ludzkości przez swoje życie i śmierć mógł dokonać legalnego odkupienia wszystkich ludzi (1Kor. 1:50; Efez. 1:3). Prawda ta stanowi sedno Dobrej Nowiny Ewangelii. Co więcej, identyfikując się z upadłą ludzkością Zbawiciel zademonstrował też, że zjednoczony i kontrolowany przez Ducha Świętego człowiek jest w stanie żyć w posłuszeństwie względem Bożego Prawa miłości, co z kolei jest nadzieją i celem życia chrześcijanina.

Wcielenie Syna Bożego było konieczne, aby mógł On uzyskać prawo stania się drugim Adamem, gdyż pozwoliło Mu to na reprezentowanie upadłego rodzaju ludzkiego w dziele odkupienia. Drugoplanowym zaś celem wcielenia, a nie pierwszoplanowym - jak niektórzy twierdzą - było to, że Chrystus miał się stać przykładem wierzącego człowieka i zapewnieniem możliwości odnowienia w nim Bożego charakteru.

Z listów Pawła jasno wynika, że Adam był "obrazem tego, który miał przyjść", czyli Chrystusa (Rzym. 3:14). A fundamentalna prawda Nowego Testamentu mówi, że "jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni" (1Kor. 15:22). Uzasadnienie tego twierdzenia znajduje się w Rzym. 3:12-21. Z tego powodu niektórzy spośród współczesnych teologów uważają tę część Listu do Rzymian za klucz do zrozumienia poselstwa Ewangelii, a nawet za najistotniejszy fragment w całym Piśmie Świętym.

Zawarta tam wypowiedź apostoła Pawła daje nam do zrozumienia, że "jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie" (Rzym. 5:18).

Oznacza to, że tak jak naszym udziałem stały się konsekwencje grzechu Adama, tak też naszym udziałem jest to wszystko czego dokonał Chrystus, a to dlatego, że zarówno pierwszy Adam, jak i drugi Adam (Chrystus) reprezentowali całą ludzkość (hebr. Adam = rodzaj ludzki).

Aby w pełni zrozumieć i docenić to, czego Bóg dokonał w Jezusie dla grzesznej ludzkości musimy najpierw zrozumieć naszą sytuację w Adamie.

Uważnie śledząc treść Rzym. 5:12-2I zauważymy, że wszyscy muszą umrzeć, dlatego, że zgrzeszyli w Adamie. Cały rodzaj ludzki skupiony został w Adamie, dlatego też można powiedzieć, że grzech Adama dotknął każdego z nas. O tym, że byliśmy częścią Adama może świadczyć choćby zastanawiające wyrażenie zawarte w 1Moj. 2:7, mówiące o tym, że Bóg "tchnął w nozdrza jego (Adama) dech życia".

Znamienne jest to, że w języku hebrajskim zwrot "dech życia" napisany został w liczbie mnogiej, co oznacza, że Bóg tchnął w nozdrza Adama wiele tchnień, albo inaczej, że skupił w nim cały rodzaj ludzki. Podobnie w Dz. Ap. 17:26 czytamy, że "z jednego (z Adama) uczynił Bóg wszystkie narody".

Rasa ludzka jest zatem powieleniem życia Adama. Zanim jednak Adam zaczął powielać to zjednoczone w nim życie, niestety zgrzeszył. A skoro ten, w którym Bóg skupił cały rodzaj ludzki zgrzeszył, to jednocześnie smutną prawdą jest to, że w nim zgrzeszył każdy z nas. Prawda ta została tak jasno wyrażona w 5 rozdz. Listu do Rzymian, że każdy kto próbuje ją podważyć odrzuca Słowo Boże.

Każdy człowiek, każde nowonarodzone dziecko, już od chwili urodzenia rozpoczyna życie, które zgrzeszyło w Adamie, życie które już zostało potępione i skazane na śmierć. Dokładnie to miał na myśli Paweł, oświadczając w 1Kor. 13:22, że "w Adamie wszyscy umierają".

Również E. White wyjaśnia, że "każdy człowiek otrzymuje od Adama nic innego tylko winę i karę śmierci" (6BC 1074).

Właściwe zrozumienie i akceptacja tej fundamentalnej prawdy jest podstawą do zrozumienia sedna Ewangelii i tego w jaki sposób Bóg w Chrystusie uwalnia nas od grzechu w Adamie oraz wszystkich konsekwencji tego grzechu.

Po przedstawieniu naszego godnego pożałowania położenia w Adamie (Rzym. 5: 12-14), Paweł dalej zmierza do wykazania, że Adam jest typem (obrazem), wskazującym na Chrystusa (Rzym. 5:14).

Mówiąc jednak o Chrystusie jako o ostatnim (drugim) Adamie, Paweł z całą pewnością nie określił Chrystusa tym mianem po to, żeby dać nam do zrozumienia, iż przyjął On naturę Adama sprzed upadku, ale wyłącznie, dlatego, że podobnie jak pierwszy Adam, tak i Chrystus - jako drugi Adam - reprezentował wszystkich ludzi.

Popularne wśród niektórych teologów twierdzenie, że Chrystus jest nazwany drugim Adamem, ponieważ przyjął naturę Adama sprzed upadku nie ma żadnego uzasadnienia w Piśmie Świętym. Mówiąc o Chrystusie jako o drugim Adamie, Paweł uzasadnia tylko to, że tak jak cały rodzaj ludzki zgrzeszył w Adamie i został potępiony, tak też cała ludzkość posłuszna była w Chrystusie i dlatego została usprawiedliwiona zgodnie z wymaganiami Prawa.

W pierwszym Adamie wszyscy zgrzeszyli, bo każdy człowiek znajdował się w nim, a w Chrystusie wszyscy byli posłuszni, bo wszyscy byli w Nim, gdy żył swoim życiem i gdy umarł na krzyżu i zmartwychwstał.

Z tego powodu, tak jak nieposłuszeństwo i grzech Adama jest naszym udziałem, tak też doskonałe posłuszeństwo i druga śmierć Chrystusa (drugiego Adama) są również naszym udziałem (1Kor. 15:22).

Prawda ta jest niepodważalną nauką Słowa Bożego i każdy, kto szczerze podchodzi do tego zagadnienia musi się z nią zgodzić. Ta kluczowa zasada grzechu w Adamie i sprawiedliwości w Chrystusie jest ściśle powiązana właśnie z człowieczeństwem naszego Zbawiciela. Jest tak, dlatego że Chrystus mógł stać się drugim Adamem (drugim rodzajem ludzkim), mógł reprezentować grzeszną ludzkość, a każdy z nas mógł znaleźć się w Nim tylko wówczas gdy przyjmiemy, że na swoją boską naturę wziął On nasze grzeszne człowieczeństwo.

Człowieczeństwo Syna Bożego musiało być zjednoczonym w Nim człowieczeństwem upadłej rasy, bo tylko takie człowieczeństwo, a nie bezgrzeszne, wymagało odkupienia.

Gdyby Pan Jezus wziął na siebie naturę Adama sprzed upadku, wtedy w Nim mógłby znaleźć się wyłącznie bezgrzeszny Adam i tylko takiego człowieka mógłby On reprezentować w walce z grzechem. Syn Boży pokazałby wtedy jedynie, że wolny od upadłej natury Adam nie musiał zgrzeszyć.

Gdyby Jezus Chrystus, jako drugi Adam, nie utożsamił się z naszym człowieczeństwem w jego upadłym stanie, wtedy nie mógłby nas reprezentować, a my - grzeszni ludzie, nie moglibyśmy powiedzieć, że byliśmy doskonale posłuszni w Chrystusie, oraz że w Nim nasz stary grzeszny, potępiony człowiek (upadła natura) został uśmiercony drugą śmiercią: "Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione" (Rzym. 6:6).

Słowo Boże wyjaśnia jednak, że tak jak wszyscy zgrzeszyli w Adamie, tak Bóg sprawił, że wszyscy stali się posłuszni w Chrystusie. Było to możliwe tylko dzięki temu, że Bóg w cudowny sposób zjednoczył w Chrystusie świętą boską naturę z "ciałem grzechu". To właśnie ta Prawda stanowi Bożą tajemnicę zbawienia objawioną na kartach Nowego Testamentu.

Tę najświętszą i najbardziej drogocenną biblijną prawdę, Ellen White wyraziła w następujących słowach: "Przez swoje posłuszeństwo w stosunku do wszystkich Bożych przykazań, Chrystus dokonał odkupienia człowieka. Nie uczynił tego przez wyjście z Siebie i wejście w kogoś innego, ale przez umieszczenie ludzkości w Sobie. Dzięki temu Chrystus dał ludzkości egzystencję z Siebie. Dzieło odkupienia polegało na tym, aby ludzkość znalazła się w Chrystusie i aby doprowadzić do zjednoczenia upadłej rasy z boskością. Chrystus wziął ludzką naturę, aby człowiek mógł stanowić z Nim jedno, tak jak On stanowi jedno z Ojcem, i żeby Bóg mógł miłować człowieka tak, jak miłuje swego jedynego Syna, i aby dzięki temu człowiek mógł stać się uczestnikiem boskiej natury i mieć w Nim pełnię" (1SM 250, 251).

Biorąc pod uwagę tę prawdę Ewangelii, ludzka natura Chrystusa musiała być grzeszna, gdyż właśnie ta natura, a nie bezgrzeszna, wymagała odkupienia. Z chwilą kiedy odrzucamy tę prawdę i upieramy się przy tym, że Chrystus przyjął naturę Adama sprzed upadku, zrywamy więź i jedność Chrystusa z ludzkością, którą przyszedł zbawić. Czyniąc zaś tak nauczamy Ewangelii, która zasługuje na miano nieetycznej nauki, pomijającej wymagania niezmiennego Bożego Prawa, które nie od bezgrzesznej, ale grzesznej ludzkiej natury domaga się doskonałej sprawiedliwości i drugiej śmierci.

Te dwa konieczne do zbawienia upadłego człowieka warunki (doskonała sprawiedliwość i śmierć), mogły zostać spełnione wyłącznie przez Zbawiciela, który utożsamił się z tym, co tego zbawienia potrzebowało. Jeśli twierdzimy inaczej wówczas może się okazać, że pogląd, który głosimy podważa Bożą sprawiedliwość i autorytet Jego Prawa.

Jaka ludzkość poniosła w Chrystusie (na krzyżu) karę za grzechy, grzeszna czy bezgrzeszna? Jeśli twierdzimy, że grzeszna, wówczas nie tylko sprawiedliwe i słuszne żądania Prawa zostały spełnione na krzyżu, ale upadły człowiek przez wiarę może uczciwie zidentyfikować się ze śmiercią w Chrystusie, która uwolniła go od "przekleństwa prawa'', gdyż jak wyjaśnia Paweł: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie" (Gal. 3:13). To samo miał na myśli ten sam autor mówiąc: "Co do zakonu, zabity zostałem przez prawo, abym mógł żyć dla Boga. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal. 2:19-20).

Z drugiej jednak strony, jeśli twierdzimy, że na krzyżu śmierć poniosło bezgrzeszne człowieczeństwo, wówczas oskarżamy Boga o niesprawiedliwość, ponieważ On sam powiedział, że sprawiedliwy i niewinny nie może ponieść śmierci zamiast niesprawiedliwego i winnego (5Mojż. 24:16; Ezech. 18:20). Poza tym, pogląd taki powoduje, że niemożliwością jest dla upadłego człowieka zidentyfikowanie się ze śmiercią Chrystusa na krzyżu, a przecież właśnie tego wymaga od nas prawdziwa wiara: "Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany" (Rzym. 6:5-6).

Ewangelia z czasów reformacji, która obecnie głoszona jest przez "ewangelicznych" Adwentystów, znalazła się w ogniu krytyki i nazwana została przez Kościół rzymskokatolicki oraz religię Islamu "prawną fikcją". Powodem tego jest to, że ci, którzy twierdzą, iż Chrystus przyjął bezgrzeszną naturę ludzką zmuszeni są też nauczać, że zmarł On na miejscu (zamiast) grzesznej ludzkości. Katolicy oraz wyznawcy Islamu twierdzą, i to nie bez racji, że żadne normalne świeckie prawo, a tym bardziej Boże, nie zezwala na to, aby sprawiedliwy był karany zamiast niesprawiedliwego i niewinny na miejscu winnego.

To właśnie dlatego, zwolennicy poglądu o bezgrzesznym człowieczeństwie Chrystusa, nie są w stanie obronić prawnej pozycji Ewangelii, gdyż zmuszeni są też nauczać, że sprawiedliwy Syn Boży umierał zamiast niesprawiedliwych grzeszników.

Jeśli jednak zaakceptujemy biblijną prawdę mówiącą o tym, że w Chrystusie zjednoczony został cały świat, i że reprezentować ten świat mógł On dzięki przyjęciu naszej upadłej natury, wówczas możemy powiedzieć, że niewinny i sprawiedliwy Zbawiciel umarł nie zamiast winnego i niesprawiedliwego grzesznika, ale jako on, a to czyni kolosalną różnicę i sprawia, że tak głoszona Ewangelia posiada legalną podstawę i już nie można określić jej mianem "prawnej fikcji".

Słowo Boże jasno i wyraźnie naucza, że to nie sam Chrystus, ale także my w Nim (cała grzeszna ludzkość) ponieśliśmy śmierć: "Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany" (Rzym. 6:6); "...jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli" (2Kor. 5:14); "...wy umarliście ... przez ciało Chrystusowe" (Rzym. 7:4); "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany" (Gal. 2:20).

Jedynie w taki sposób Bóg może usprawiedliwić nas i pozostać sprawiedliwym, czyli postępującym z nami zgodnie z wymaganiami swojego Prawa. Jeśli zaś twierdzimy, że Chrystus przyjął bezgrzeszną naturę, wtedy jednocześnie głosimy nieetyczną Ewangelię, która podważa Sprawiedliwość Boga.

"Ewangeliczni" Adwentyści, którzy upierają się przy stanowisku, że Chrystus przyjął bezgrzeszną naturę Adama, na próżno starają się bronić Ewangelii od strony prawnej (etycznej). Broniąc swego stanowiska, cytują oni tekst biblijny, który mówi, że Chrystus jest ponad prawem, i że ponieważ sprawował kontrolę nad swoim życiem miał prawo oddać je za grzesznych ludzi.

Argumenty te nie mają jednak biblijnego uzasadnienia, bo jeśli przyjmiemy, że Chrystus mógł zbawić nas "naginając" prawo, bo jest "ponad nim", wówczas oświadczenie Pawła z Rzym. 3:26 wyjaśniające, że Bóg jest "sprawiedliwy usprawiedliwiając wierzącego" traci na znaczeniu, a prawo Boże nie może być dłużej objawieniem Jego sprawiedliwego charakteru, lecz jest tylko zbiorem zasad, nakazów i zakazów odnoszących się do stworzeń, a nie Stwórcy.

W Biblii jednak czytamy, że "Bóg jest miłością" (1Jan 4:8), a "miłość (czyli Bóg) jest wypełnieniem prawa" (Rzym. 13:10), co świadczy o tym, że Bóg nazwany tu "miłością" również wypełnia swoje Prawo, zawsze postępując zgodnie z nim.

W Rzym. 3:31 Paweł mówi, że Boży sposób zbawienia rodzaju ludzkiego przez wiarę w Chrystusa, w pełni utwierdza prawo. Ewangelia zaś, której podstawą jest przyjęcie przez Chrystusa bezgrzesznej ludzkiej natury nie może "utwierdzić prawa", ale wręcz przeciwnie podważa jego autorytet.

Jeśli chodzi o drugi argument, to chociaż prawdą jest, że Chrystus sprawował kontrolę nad swoim boskim życiem i położył je dla swoich "owiec", to jednak musimy pamiętać, że tym co faktycznie zmarło drugą śmiercią na krzyżu nie mogło być Jego boskie życie, gdyż było nieśmiertelne, ale potępione z powodu przyjęcia upadłej natury ludzkie życie. Wieczne, boskie życie Syna Bożego połączone z naszym człowieczeństwem jest najbardziej drogocennym darem Bożym dla upadłej ludzkości (1Jan. 5:11).

Obecnie wielu teologów nie zauważa prawdziwego znaczenia krzyża, ponieważ akceptują oni nie mającą uzasadnienia w Piśmie Świętym naukę, mówiącą o tym, że dusza ludzka jest nieśmiertelna i z tego powodu uważają oni, że ludzka natura Pana Jezusa nie mogła umrzeć drugą - wieczną śmiercią. Nowy Testament jednak, jasno uczy, że w Chrystusie na krzyżu grzeszna ludzka natura została uśmiercona i to raz na zawsze (2Kor. 5:14; Gal. 2:20; Kol. 2:20; 3:3; 1Piotr. 2:24). W ten sposób Chrystus zadośćuczynił wymaganiom prawa (Rzym. 6:7; 7:1.4.6).

Poza tym, kierowany nieskończoną miłością Bóg dał nam wieczne życie swojego Syna, dzięki któremu my sami możemy znowu żyć (1Jan. 3:1). Jest to chwalebna prawda Ewangelii: "Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2Kor. 5:17). Prawda ta może znaleźć swoje wypełnienie tylko wówczas, gdy człowieczeństwo Chrystusa zidentyfikujemy z naszą zjednoczoną w Nim grzeszną i potrzebującą odkupienia ludzkością.

Celem odkupienia jest odwrócenie skutków upadku i pokonanie mocy grzechu oraz odkupienie "zaprzedanej grzechowi" upadłej natury. Było to możliwe tylko dzięki Zbawicielowi, który przyjął na siebie naturę upadłej ludzkości, która znalazła się w potrzebie zbawienia, bo to czego nie przyjął nie mogło zostać odkupione.

Chrystus nie był jedynie człowiekiem żyjącym wśród ludźmi, ale w Nim skupiona została cała ludzkość. W ten sposób Jego doskonałe i święte czyny są faktycznie naszymi czynami, Jego śmierć jest naszą śmiercią, Jego zmartwychwstanie naszym zmartwychwstaniem i Jego uwielbienie naszym uwielbieniem.

CHRYSTUS JAKO PRZYKŁAD DLA WIERZĄCYCH

Czy możliwe jest bezgrzeszne życie w grzesznym ciele? Pytanie to było jednym z przedmiotów, które omawiano podczas pamiętnej Konferencji w Minneapolis w 1888 roku. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj odpowiedź brzmi "Tak". Bezgrzeszne życie w grzesznym ciele jest nie tylko możliwe, ale musi być celem każdej wierzącej osoby.

W Rzym. 7:14-24 Paweł wykazuje, że główną przeszkodą uniemożliwiającą nam bezgrzeszne życie jest "prawo grzechu", mieszkające w "ciele" (naturze) grzesznego człowieka. Grzech Adama nie tylko sprowadził potępienie na cały rodzaj ludzki, ale spowodował również zepsucie ludzkiej natury sprawiając, że wszyscy ludzie znaleźli się w niewoli grzechu (Jan. 8:32-34; Rzym. 3:9; 7:14). Jeśli więc Chrystus nie miał do czynienia z tym prawem grzechu w swoim "ciele", wówczas musimy uznać, że dokonane przez Niego zbawienie ludzkości nie miało pełnego wymiaru i w konsekwencji tego nie może też być przykładem dla tych, którzy w Niego wierzą.

W ten sposób, bezgrzeszne życie wierzącego człowieka w grzesznym ciele, w tym doczesnym, pełnym pokus życiu, staje się czymś nierealnym. Pismo Święte jednak jasno oświadcza, że my też możemy odnieść zwycięstwo nad grzechem tak jak zwyciężył Chrystus: "Kto zwycięży, dam mu siedzieć z sobą na stolicy mojej, jakom i ja zwyciężył i usiadłem z Ojcem moim na stolicy jego" (Obj. 3:21- BG).

O tym, że Chrystus może być dla nas przykładem i może zwyciężyć w nas tak jak zwyciężył gdy sam żył w grzesznym ciele, świadczy też napomnienie, jakiego udzielił wierzącym ap. Paweł: "Niechże więc grzech nie panuje w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego" (Rzym. 6:12). Również Piotr wyraża tą samą myśl słowami: "... wy też tą myślą uzbrojeni bądźcie, że ten, co cierpiał w ciele poprzestał grzechu" (1Piotr. 4:1-BG).

Wszystko to ma dla nas ogromne znaczenie, ponieważ w świętej historii życia Jezusa Chrystusa ludzkość została wyzwolona spod prawa grzechu i śmierci (Rzym. 8:2).

Obarczony naszą grzeszną naturą, z całą jej mocą grzechu zamieszkującą upadłe człowieczeństwo, Chrystus pokonał i potępił "prawo grzechu" przy pomocy "zakonu Ducha": "Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci. Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:2-3).

Dzięki zwycięstwu nad zamieszkującym naszą upadłą naturę "prawem grzechu", Chrystus mógł stać się Odkupicielem świata i doskonałym przykładem dla wierzących. Pan Jezus jednak, to nie tylko "teoria przykładu", jak mówią niektórzy teolodzy, ale żywy przekład dla wszystkich wierzących.

Poważnym błędem i nie mającą uzasadnienia w Biblii herezją jest też twierdzenie, że zbawienie następuje na zasadzie naśladowania Chrystusa w Jego świętym życiu. Nauka taka czyni uświęcenie środkiem zbawiennym, przez co staje się formą legalizmu, będącego zaprzeczeniem zbawienia wyłącznie z łaski przez wiarę.

Prawda Ewangelii mówi, że człowiek może być zbawiony tylko i wyłącznie przez wiarę w to, czego dokonał Jezus Chrystus. W Piśmie Świętym wszystkie elementy zbawienia, zarówno usprawiedliwienie jak i uświęcenie oraz uwielbienie mogą być grzesznemu człowiekowi wyłącznie udzielone na podstawie jego wiary w Zbawiciela.

Tych bezcennych wartości nie możemy uzyskać przez jakiekolwiek własne wysiłki i starania, ani też w formie "substytutu". Sprawiedliwość, uświęcenie i uwielbienie stają się naszym udziałem tylko dzięki temu, że akceptujemy ten historyczny fakt, że kiedy Syn Boży żył doskonałym życiem tu na ziemi i pokonał "prawo grzechu" w grzesznym ciele, i gdy zaniósł to ciało na krzyż, to ponieważ był on "drugim Adamem" i w Nim Bóg umieścił każdego z nas, to dzięki temu Jego zwycięstwo jest przez wiarę naszym udziałem, nie zastępczo, ale faktycznie. Dlatego jedynym sposobem zbawienia człowieka teraz i w czasie sądu jest usprawiedliwienie przez wiarę w czyny i śmierć Jezusa Chrystusa.

Usprawiedliwienie jednak (przypisana sprawiedliwość) nie jest końcem Bożego planu zbawienia, bo gdy Bóg usprawiedliwia wierzącego, to również i uświęca, co stanowi dowód i owoc usprawiedliwienia, a w końcu także i dokona przemienienia przy powtórnym przyjściu Zbawiciela, co z kolei stanowi urzeczywistnienie usprawiedliwienia.

Nigdzie w całym Piśmie Świętym nie znajdziemy potwierdzenia teorii mówiącej o tym, że uświęcenie to "dobre uczynki" wierzącego, które pojawiają się w wyniku jego własnych wysiłków w kooperacji z Duchem Świętym. Jezus nie posłał Ducha Świętego, aby zamieszkał On w ciele wierzącego po to, aby dopomóc mu stać się dobrym, ale aby przeniósł sprawiedliwość Jezusa Chrystusa na wierzącego i w ten sposób uzdolnił go do prowadzenia świętego życia, oczywiście już nie po to, aby dać zbawienie, ale wykazać owoc usprawiedliwienia z wiary. Chociaż wiara jest zmaganiem i w grzesznym ciele zawsze wymaga wysiłku, to autentyczne uświęcenie jest pracą Ducha Bożego demonstrującego zbawienną moc Ewangelii w życiu usprawiedliwionego chrześcijanina.

To czego tak desperacko potrzebuje świat, to nie ludzka dobroć, ale Chrystus objawiony w grzesznym ciele każdego wierzącego człowieka, czyli w Jego Kościele. Kościół Chrystusowy nie ma być światłościami, ale "światłością świata" (Mat. 5:14-16). Nie bez powodu, występujące tu słowo "światłość" napisane zostało w liczbie pojedynczej, gdyż odnosi się wyłącznie do sprawiedliwości i świętości Jezusa Chrystusa. To właśnie ta sprawiedliwość ma być odzwierciedlona w życiu każdego, kto ją akceptuje. Ma to również swoje odzwierciedlenie w biblijnej prawdzie, mówiącej o oczyszczeniu świątyni, co także zostało ujęte w 1888 roku.

Tak, więc prawdziwa Ewangelia, to nie "tania łaska", i choć udziela sprawiedliwości i zbawienia w formie niezasłużonego daru, to z drugiej strony nie pozwala pobłażać grzechowi i nie daje grzesznikowi żadnej możliwości, by mógł mieć jakąkolwiek wymówkę do trwania w grzechu.

Ponieważ temat ten nie zawsze jest właściwie rozumiany oraz interpretowany, warto zaznaczyć, że wspomniane tu zwycięskie i bezgrzeszne życie nie może być mylone z bezgrzesznością, czy perfekcjonizmem.

Bezgrzeszność natury nie stanie się rzeczywistością, do czasu powtórnego przyjścia Chrystusa, "kiedy to, co skażone, przyoblecze się w to, co nieskażone " (1Kor. 15:54). Bezgrzeszne życie oznacza odzwierciedlenie charakteru Chrystusa i święte życie w grzesznym ciele. Proces ten nie przynosi żadnej zmiany w kwestii natury wierzącego, która pozostaje grzeszna aż do śmierci wierzącego człowieka lub powrotu Chrystusa.

Ponieważ sprawiedliwe życie wierzącego jest dziełem Boga w grzesznym ciele, dlatego Pismo Święte określa je mianem "tajemnicy pobożności": "Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, Został usprawiedliwiony w duchu" (1Tym. 3:16).

Tą "tajemnicą pobożności" pierwotnie było święte życie Chrystusa w grzesznym ciele i ta sama "tajemnica" może dokonać się również dzisiaj w grzesznym "ciele" każdego z nas, jeśli tylko pozwolimy Chrystusowi w tym ciele zamieszkać. Prawda ta ("tajemnica pobożności"), najpierw urzeczywistniła się w ziemskim życiu Syna Bożego, a przez wiarę w Niego staje się nadzieją i celem wierzącej osoby.

Przyjęcie zbawienia jako Bożego daru uzyskanego przez wiarę w Chrystusa, powinno wywołać w sercu szczerze wierzącego człowieka głębokie pragnienie świętego życia. Nie może to być jednak życie "na własną rękę", ale ma to być święte życie Chrystusa w "ciele" tej wierzącej osoby. Zasada ta została przez apostoła Pawła wyrażona słowami: "Chrystus w was nadzieja chwały" (Kol. 1:27).

"Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat ("pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, i pychę życia" - 1 Jan. 2:16), a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza" (1Jan. 5:4).

Jeśli Chrystus ma być autentycznym przykładem wierzącego na płaszczyźnie świętego życia, to niewątpliwie On sam musiał zmagać się z prawem grzechu (egocentryzmem) oraz "pożądliwością ciała, pożądliwością oczu, i pychą życia" i pokonać je w grzesznym ciele. Tego właśnie naucza Pismo Święte.

Wykazawszy swoją całkowitą niezdolność do przezwyciężenia grzechu o własnych siłach, Paweł podsumowując swoją wypowiedź na temat bezsilności w walce z zamieszkującym go grzechem, zdesperowany woła: "Nędzny ja człowiek, któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?" (Rzym. 7:14-24).

Pytania tego, nie pozostawia jednak bez odpowiedzi i natychmiast dodaje: "Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (w.25), co oznacza, że dla każdego wierzącego zwycięstwo nad grzesznym ciałem jest możliwe przez Jezusa Chrystusa.

Następnie, apostoł wyjaśnia, w jaki sposób Bóg w Chrystusie otworzył człowiekowi drogę do tego zwycięstwa. Paweł wykazuje, że w człowieczeństwie Chrystusa, które było naszym grzesznym człowieczeństwem, "Prawo grzechu i śmierci" zostało całkowicie pokonane i potępione: "Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci. Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:2-3).

Godne uwagi jest to, że słowo "uwolnił" (w.2) w języku greckim wyrażone zostało w zaprzeszłym czasie "aoryst", co bez najmniejszych wątpliwości oznacza, że to "prawo grzechu i śmierci", które w Rzym. 7 stanowiło kamień obrazy dla świętego życia, zostało w rzeczywistości już pokonane w człowieczeństwie Jezusa Chrystusa. Zwycięstwo to możliwe było przez "zakon Ducha, który daje życie".

Pokonać "zakon grzechu" mógł Pan Jezus wyłącznie w grzesznym ciele, przyjmując naszą upadłą naturę. Jeśli tego faktu nie uznamy, to wtedy powyższe stwierdzenie Pawła, mówiące o tym, że Bóg w Chrystusie "potępił grzech w ciele" jest niewytłumaczalne, bezpodstawne i pozbawione sensu.

Jeśli jednak uznamy, że człowieczeństwo Chrystusa było takie jak nasze, to nie tylko oświadczenie Pawła staje się dla nas jasne i zrozumiałe, ale napawa radością i wdzięcznością oraz daje niezachwianą nadzieję na to, że prawdziwe uświęcone życie stanie się również naszym udziałem, jeśli tylko tak jak Chrystus, będziemy "postępować według Ducha": "Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy, cielesnej" (Gal. 5:16).

Aby należycie zrozumieć to zagadnienie, musimy też uwzględnić to, że Biblia mówi o świętym życiu na dwóch płaszczyznach; mentalnej i praktycznej. Chrystus jako człowiek żył bezgrzesznym życiem na obu tych płaszczyznach, wykazując w ten sposób, że jeśli człowiek, pomimo posiadania upadłej natury, całkowicie podda swoją wolę Bogu, tak jak to uczynił Chrystus, wówczas jest w stanie pokonać grzech: "Wtedy rzekł Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył" (Jan. 8:28); "Czy nie wierzysz, że jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie? Słowa, które do was mówię, nie od siebie mówię, ale Ojciec, który jest we mnie, wykonuje dzieła swoje" (Jan. 14:10).

Bezgrzeszne życie w grzesznym ciele możliwe jest jednak tylko wówczas, kiedy posiadamy "umysł Chrystusa". Dążymy do świętego życia na płaszczyźnie praktycznej, ale tak naprawdę, jest to możliwe tylko wówczas, gdy odrzucamy grzech w naszym umyśle.

Według Słowa Bożego, każdy nowonarodzony naśladowca Chrystusa, który szczerze uwierzył, otrzymuje od Ducha Świętego wszystko, co potrzebne, by móc odeprzeć pokusę już w swoim umyśle. Jest tak ponieważ wiara nowotestamentowa nie jest jedynie teorią, ale "mocą Boża", i dlatego Bóg oczekuje wypływającego z serca posłuszeństwa względem tej Prawdy, która jest w Chrystusie: "Biegliście dobrze; któż wam przeszkodził być posłusznymi prawdzie?" (Gal. 5:7); "A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego" (Hebr. 5:9).

To samo zagadnienie jest też przedmiotem rozważań Pawła w 6 rozdziale Listu do Rzymian. Najpierw autor stara się wykazać tam, że każdy wierzący i ochrzczony człowiek powinien uważać się za umarłego dla grzechu, a żyjącego dla Boga: "Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rzym. 6:11).

Profesor Godat komentuje ten fragment w taki sposób: "Wierzący nie zostaje uwalniany od grzechu stopniowo, ale w Chrystusie przełamuje on grzech raz na zawsze. Przez zdecydowały akt woli umieszczony on zostaje w sferze doskonałej świętości, a to stopniowe odnawianie osobistego życia również przebiega w tej sferze".

W drugiej części 6 rozdziału Listu do Rzymian, Paweł kontynuuje ten temat oświadczając wręcz, że grzeszenie musi być czymś nie do pomyślenia w umyśle nawróconej osoby: "Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego, I nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską. Cóż tedy? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską? Przenigdy!.. A uwolnieni od grzechu, staliście się sługami sprawiedliwości" (Rzym. 6:11-15,18).

Wierzący, który został uwolniony w Chrystusie od grzechu, zostaje na drodze dobrowolnego wyboru własnego serca niewolnikiem Boga - autora sprawiedliwości. To z kolei prowadzi do tego, że umarła dla grzechu i dobrowolnie oddająca się w niewolę Bogu, prawdziwie nawrócona osoba, nie może już dłużej pobłażać grzechowi. Serce takiej osoby wypełnione jest nienawiścią do grzechu. Tak więc, wolność od zniewalającej mocy i dominacji grzechu jest natychmiastowym przywilejem każdego, kto przez wiarę akceptuje ten Boży dar zbawiennej łaski, ponieważ jest to część Dobrej Nowiny oferowanej przez Chrystusa.

Nie znaczy to jednak, że od chwili nawrócenia wierzący rozpoczął bezgrzeszne życie na płaszczyźnie praktycznej. Wręcz przeciwnie wielokrotnie może on "płakać u stóp Jezusa z powodu swoich niedoskonałości" (Dr.doChr.71). Grzechy te jednak są kompletnym przeciwieństwem woli nawróconego umysłu (Rzym. 7:15), i dlatego człowiek ten może szczerze powiedzieć: "A jeśli czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który mieszka we mnie" (Rzym. 7:20).

To grzech jest prawdziwym winowajcą. Faktu tego jednak wierzący nigdy nie może wykorzystać po to, aby pobłażać grzechowi i usprawiedliwiać swoje niedoskonałości: "Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy?" (Rzym. 6:1-2).

Czy to oznacza, że bezgrzeszne życie w grzesznym ciele jest po tej stronie wieczności czymś nierealnym? Stanowcza odpowiedź Pisma Świętego brzmi "nie"! Zwycięskie jednak i bezgrzeszne życie na płaszczyźnie praktycznej możliwe jest tylko wówczas, gdy poprzedzone jest bezgrzesznym życiem na płaszczyźnie umysłowej. To z kolei, może być osiągnięte tylko wtedy, gdy wierzący pozwoli, aby całkowitą kontrolę nad jego umysłem przejął Duch Święty. Dopiero wówczas, osoba taka może powiedzieć: "Umysłem służę zakonowi Bożemu" (Rzym. 7:25).

Autentyczna sprawiedliwość z wiary pozwala nam na pełne zidentyfikowanie naszego życia ze świętą historią życia Chrystusa. Gdy lud Boży zrozumie to i uwierzy, wówczas otwiera Bogu drogę do przejęcia inicjatywy i zademonstrowania światu mocy Ewangelii, a wówczas to, czego nie udało się Pawłowi i nam uzyskać własnymi siłami (Rzym. 7:24), staje się możliwe przez moc mieszkającego w grzesznym ciele Ducha Świętego: "A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych mieszka w was, tedy ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha Swego, który mieszka w was" (Rzym. 8:11); "A Pan jest Duchem, gdzie zaś Duch Pański, tam wolność. My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni na Jego podobieństwo, z jednego stopnia chwały w drugi, jak to sprawia Duch Boży" (2Kor. 3:17-18 - przekł. ang. RSV).

Musimy pamiętać o tym, że obiecana moc która spłynie na Kościół Boży w następstwie wylania Ducha Świętego, będzie miała miejsce dopiero wtedy, gdy nastąpi oczyszczenie "świątyni Ducha Świętego", a to możliwe jest wyłącznie przez zaakceptowanie czystej Ewangelii o usprawiedliwieniu z wiary.

W tych ostatecznych dniach Duch Święty przygotowuje lud, który dzięki łasce Chrystusa osiągnie taki poziom chrześcijaństwa, który pozwoli na powtórzenie zwycięstwa nad mocą grzechu, jakie odniósł Chrystus, pokonując "zakon grzechu" w "grzesznym ciele".

W liście do Efezjan czytamy, że jesteśmy usprawiedliwieni wyłącznie "z łaski przez wiarę", a nie z uczynków (Efez. 2:8-9). A już w następnym - dziesiątym wierszu, odkrywamy, że Bóg nie poprzestaje jedynie na usprawiedliwieniu nas i obdarowaniu zbawieniem, ale czytamy, że stworzył nas na nowo w Chrystusie do dobrych uczynków: "Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili" (Efez. 2:8-10). Podobne słowa możemy znaleźć w liście do Tytusa: "Który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach" (Tyt. 2:14).

Pamiętając o tej lekceważonej niejednokrotnie przez chrześcijan prawdzie Ewangelii, dążmy do tego, aby przez wiarę osiągnąć "odnowiony umysł", taki, który był udziałem żyjącego w ciele Chrystusa: "A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe" (Rzym. 12:2); "Tego tedy bądźcie o sobie rozumienia (org. "umysłu"), które było w Chrystusie Jezusie" (Filip. 2:5).

Nasz "odnowiony umysł" powinien teraz dążyć do całkowitego poddania się Chrystusowi i wyzbycia się egoizmu: "Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie" (Łuk. 9:23).

Tylko nasze całkowite poddanie się Bogu, pozwoli Mu na przejęcie inicjatywy i oświecenie ziemi chwałą Swojej miłości, którą ma objawić światu lud Boży, tak jak kiedyś objawił ją Chrystus.

Dopóki zapieramy się prawdziwego człowieczeństwa Zbawiciela, nigdy nie będziemy też w stanie zrozumieć znaczenia służby sprawowanej przez naszego Najwyższego Kapłana w niebieskiej świątyni. A dzieło to ma przecież wywrzeć na naśladowcach Chrystusa zdecydowany wpływ (W.B. ang. 488).

Tak jak niemożliwością jest uzyskanie przebaczenia grzechów bez przyjęcia wymazującego na krzyżu ciężar naszych grzechów Chrystusa, tak niemożliwością jest odniesienie zwycięstwa nad grzechem, dopóki nie zobaczymy w Słowie Bożym obrazu Chrystusa, potępiającego grzech w naszym grzesznym ciele.

Chrystus pragnie dzisiaj żyć w nas tym samym życiem, jakie prowadził w ciele dwa tysiące lat temu i z utęsknieniem czeka na chwilę, kiedy pozwolimy Mu odnowić w nas Jego charakter (COL 69). Jak długo jeszcze każemy Mu czekać?

WĄTPLIWE KONTRARGUMENTY

Ci, którzy wierzą, że Chrystus podczas swego wcielenia przyjął bezgrzeszną ludzką naturę, argumentują to szczerym dążeniem do zachowania doskonałej bezgrzeszności naszego Zbawiciela. Ich główny argument sprowadza się do tego, że gdyby - jak twierdzą - Chrystus przyjął naszą grzeszną naturę, zostałby skażony grzechem i dlatego nie mógłby być Nieskazitelnym Barankiem Bożym, ale stałby się takim jak my i potrzebującym odkupienia grzesznikiem.

Zarzut ten związany jest z katolicką doktryną o grzechu pierworodnym, która naucza, że z powodu upadku Adama, grzeszna ludzka natura stała się grzechem, i z tego powodu, gdyby Chrystus przyjął tę grzeszną naturę, automatycznie stałby się grzesznikiem, tak jak każdy człowiek staje się grzesznikiem od chwili urodzenia.

Niektórzy twierdzą też, że gdyby Chrystus przyjął naszą grzeszną naturę, to Jego posłuszeństwo zostałoby skażone z powodu "zepsutego kanału" przez który to posłuszeństwo zostało spełnione. Zwrot "zepsuty kanał" (ang.- "corrupt channel") biorą oni z błędnego odczytania fragmentu z 1 tomu SM, s. 344.

Chociaż prawdą jest, że według Pawła nasza upadła natura jest "ciałem grzechu" i zamieszkiwana jest przez "prawo grzechu i śmierci" (Rzym. 7:18), to ten problem grzechu pierworodnego nie ma zastosowania w przypadku Chrystusa. Jest tak ze względu na jedyne w swoim rodzaju ucieleśnienie naszego Zbawiciela.

Przy wcieleniu, boskość Chrystusa została tajemniczo zjednoczona z naszym człowieczeństwem. Dlatego zawsze należy pamiętać o tym, że dzięki temu Chrystus był jednocześnie Bogiem i człowiekiem. On nie miał jedynie ludzkiej natury, ale na swoją boską świętą naturę przyjął nasze grzeszne człowieczeństwo, co sprawiło, że w przeciwieństwie do nas nie doznał skażenia, na takiej samej zasadzie, jak nie stał się nieczystym, gdy dotykał trędowatych.

Mówiąc o tym należy jednak pamiętać, aby zachować różnicę pomiędzy obiema zjednoczonymi w Chrystusie naturami, tym bardziej, że wielka XVI-wieczna reformacja nie zdołała tego dostrzec.

Inkarnacja Syna Bożego polegała na tym, że na swoją bezgrzeszną, boską naturę przyjął naszą grzeszną naturę. Z tego powodu zawsze, kiedy Biblia mówi o człowieczeństwie Chrystusa, używa słowa "uczyniony". On był: "uczyniony ciałem" (Jan. 1:14); "uczyniony grzechem" (2Kor. 5:21); "Uczyniony z niewiasty" (Gal. 4:4); "Uczyniony przekleństwem" (Gal. 3:13); "Uczyniony z nasienia Dawida" (Rzym. 1:3).

To słowo "uczyniony" oznacza, że Chrystus stał się tym, kim wcześniej nie był. Stąd, chociaż faktycznie przyjął naszą grzeszną, znajdującą się pod przekleństwem prawa i skazaną na śmierć naturę, to jednak nie uczyniło Go to istotą grzeszną, a Jego ofiary skażoną, a to dlatego, że ta ludzka natura nie została przyjęta przez Niego na naturalnych prawach. Chrystus "założył" ją na Siebie, został nią obarczony, podobnie jak obarczony został naszymi grzechami, aby nas odkupić.

To właśnie z tego powodu w 3 wierszu 8 rozdziału Listu do Rzymian, ap. Paweł pisząc o wcieleniu Chrystusa bardzo ostrożnie używa słowa "podobieństwo" lub "w postaci": "Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:3).

Chociaż Biblia z jednej strony identyfikuje Chrystusa z naszą grzeszną sytuacją (Hebr. 2:14-18), to z drugiej strony oczywistym jest, że Zbawiciel nie mógł być w zupełności takim samym człowiekiem jak my, dlatego że w przeciwieństwie do nas, nigdy nie uległ pokusie.

To, że Chrystus stał się uczestnikiem naszej grzesznej natury nie oznacza, że stał się grzesznikiem, tak samo jak każdy nowonarodzony wierzący, stając się uczestnikiem bezgrzesznej boskiej natury, nie staje się automatycznie kimś bezgrzesznym (1Piotr. 1:4). Jest tak ponieważ przyjęta przez Chrystusa upadła natura ludzka i otrzymana przez wierzącego człowieka boska natura nie są dla nich czymś naturalnym i wrodzonym, ale zostają przyjęte jako coś, co wcześniej nie było ich udziałem.

Tak więc, śmiało możemy powiedzieć, że pomimo utożsamienia się z naszym upadłym człowieczeństwem, Pan Jezus pozostał nieskazitelnym Barankiem Bożym, dzięki temu, że w Nim upadłe człowieczeństwo zetknęło się z boską naturą oraz dlatego, że nigdy nie uległ pokusie.

Ci, którzy upierają się przy tym, że przez przyjęcie naszej grzesznej natury Chrystus nie mógłby zachować swojej bezgrzeszności, nie dostrzegają prawdziwego znaczenia Jego zbawczego dzieła.

W wyniku upadku, cała ludzkość stoi potępiona i znajduje się pod przekleństwem prawa (Rzym. 5:18; Gal. 3:10), i aby ta upadła rasa została odkupiona od tego potępienia i przekleństwa, muszą być spełnione dwa wymagania prawa: doskonałe posłuszeństwo oraz druga śmierć jako kara za grzech.

Obydwa te warunki mogły być spełnione wyłącznie przez Zbawiciela, który w tym grzesznym, potępionym i skazanym na śmierć ciele doskonale wypełnił Prawo i zaniósł to potępione człowieczeństwo na krzyż, gdzie zostało ono uśmiercone, dzięki czemu oba słuszne żądania Prawa zostały w Chrystusie spełnione.

Samo doskonałe posłuszeństwo Zbawiciela, nie mogło oczyścić naszego człowieczeństwa od potępienia i przekleństwa prawa. Jedynie śmierć mogła prawnie uwolnić nas od grzechu, bo Słowo Boże mówi, że tylko ten "kto umarł uwolniony jest od grzechu" (Rzym. 6:7). Mówiąc "uwolniony od grzechu", Paweł z pewnością ma tu na myśli uwolnienie od kary za grzech czyli śmierci wiecznej, a nie to, że wierzący od chwili swojego nawrócenia już nigdy nie zgrzeszy.

Gdyby Chrystus nie zabrał tej potępionej ludzkości na krzyż, i nie poddał jej w pełni zapłacie za grzech, nie mógłby być naszą sprawiedliwością (Rzym. 4:25) Biblia jednak mówi, że Człowieczeństwo Syna Bożego było naszym człowieczeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu, dzięki czemu, zarówno przez Jego życie, jak i śmierć, słuszne żądania prawa zostały spełnione w Nim, a On sam na zawsze stał się Odkupicielem świata" (Jan. 5:24).

Tylko w świetle tej prawdy jesteśmy w stanie zrozumieć starotestamentowy symbolizm. Przez swoje doskonałe posłuszeństwo Chrystus wypełnił symbol nieskazitelnego Baranka. Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdujemy wzmianki o tym, że Baranek reprezentował bezgrzeszną ludzką naturę. To, że Baranek ten miał być bez skazy wskazywało tylko na doskonałe posłuszeństwo i bezgrzeszność Chrystusa, która stała się też naszym udziałem, ponieważ w walce z grzechem był On reprezentantem nas wszystkich. Śmierć zaś tego baranka na ołtarzu, miała pokazać to, że w Zbawicielu spełniony został drugi warunek zbawienia ludzkości.

Gdyby Chrystus jako nasz przedstawiciel przyjął bezgrzeszną naturę Adama sprzed upadku, wówczas prawo wymagałoby od Niego jedynie zachowania doskonałego posłuszeństwa, tak jak wymagało od Adama. Ale to, że Chrystus przyszedł, aby odkupić, nie bezgrzesznego, lecz upadłego człowieka sprawiło, że nasze grzechy, które wypływają z ciała grzechu musiały zostać przez Niego potępione w tym samym ciele. Chrystus dokonał tego nie inaczej, jak tylko przez przyjęcie grzesznego ciała i przez poddanie go karze śmierci na krzyżu.

W Słowie Bożym możemy przeczytać takie słowa, które świadczą o tym, że udziałem Chrystusa nie mogła być natura Adama sprzed upadku, gdyż jak napisał Paweł: "Nie mamy najwyższego kapłana, który by nie mógł z nami cierpieć krewkości naszych, lecz kuszonego we wszystkim na podobieństwo nas, oprócz grzechu" (Żyd. 4:15 - BG).

Fakt, że Chrystus był kuszony tak jak my, a co za tym idzie, mógł mieć - nierozerwalnie związane z nasza naturą - tendencje do grzechu, nie jest równoznaczne z popełnieniem grzechu, gdyż samo kuszenie i posiadanie takich skłonności, według tego, co czytamy w liście Jakuba, nie jest jeszcze grzechem: "Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; Potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć" (Jak. 1:14-15).

Grzech ma miejsce dopiero wówczas, gdy "pożądliwość pocznie", co oznacza, że do grzechu dochodzi tylko w sytuacji, gdy człowiek podda się pokusie, a do czegoś takiego nigdy w życiu Chrystusa nie doszło.

Nie mógł On też mieć takich samych pożądliwości ani skłonności, jakie często miewa człowiek, który już ulegał pokusie, gdyż w tym przypadku sama pożądliwość lub skłonność faktycznie może być grzechem. Istnieją więc grzeszne skłonności, które są równoznaczne z popełnieniem grzechu i jest też skłonność do grzechu, która jeszcze nim nie jest. My, posiadając skłonność do grzechu, poddaliśmy się pokusie i teraz nękani jesteśmy złymi, grzesznymi tendencjami, Chrystus natomiast pomimo zmagania się w "ciele" ze skłonnościami do grzechu nigdy nie zgrzeszył, nawet w myślach, przez co inklinacja, która jest równoznaczna z grzechem była Mu obca.

Według teologa Nowego Testamentu - K. Wuesta - zwrot "bez grzechu" z Hebr. 4:15 w żaden sposób nie sugeruje, że człowieczeństwo Chrystusa było bezgrzeszne, ale że w Jego życiu pokusa nigdy nie doprowadziła do grzechu (Hebrews in the Greek New Testament, s.95).

Zatem Chrystus, pomimo przyjęcia naszej upadłej natury zdołał ukształtować doskonale bezgrzeszny charakter i jako bezgrzeszny Baranek Boży "zgładził grzech świata" (Jan. 1:29).

Czytając ten i wiele innych podobnych fragmentów Słowa Bożego, nasuwa się pytanie; W jaki sposób Chrystus mógł zgładzić ten "grzech", gdyby nie znajdował się on "w ciele", które przyjął? Albo inaczej mówiąc, w jaki sposób mógł On "potępić grzech w ciele"? (Rzym.8,3). Czy byłoby to możliwe w bezgrzesznym ciele, które było udziałem Adama przed upadkiem? Chrystus jednak faktycznie zgładził ten grzech i potępił go w tym samym ciele, które jest dzisiaj naszym udziałem, ponieważ przyszedł "w postaci grzesznego ciała" (Rzym. 7:17.20).

W Hebr. 9:26 czytamy, że "On (Chrystus) objawił się, aby zgładzić grzech przez ofiarowanie samego siebie". Zgodnie z tym, co mówi Wuest, wspomniane tu "zgładzenie grzechu" odnosi się nie tylko do grzesznych czynów, ale przede wszystkim do grzesznej natury, gdyż użyty tu grecki czasownik "thetos" oznacza usunięcie i zgładzenie czegoś, co jest już ustanowione, zakorzenione i ustalone.

To grzech, który mieszka w nas, czyli nasza natura oraz wynikające z niej grzeszne czyny są tym, co "ustaliło" i "zakorzeniło" się w każdym człowieku. Dzięki jednak temu, że Chrystus nie tylko miał udział w grzesznej naturze, ale też odniósł nad nią doskonałe zwycięstwo, jest teraz, (jako nasz Najwyższy Kapłan) w stanie zrozumieć nasze słabości (Hebr. 4:I5). Może też dopomóc tym, którzy są kuszeni: "A że sam cierpiał będąc kuszony, może tych, którzy są w pokusach, ratować" (Żyd. 2:18 - BG).

Użyte przez apostoła Pawła w Liście do Hebrajczyków słowo "słabości" nie może być ograniczone jedynie do słabości fizycznych, takich jak zmęczenie czy starzenie się. Według Wuesta, słowo "słabości" (gr. - astheneia), to słabości moralne, które czynią człowieka zdolnym do upadku w grzech, co oczywiście odnosi się do zdeprawowanej ludzkiej natury i nasuwa wniosek, że z takimi słabościami Pan Jezus również musiał się zmagać.

Interpretując odnoszące się pośrednio do Chrystusa wyrażenie "On sam (Chrystus) podlega słabości" (Hebr. 5:2), Wuest dalej wyjaśnia: "Najwyższy kapłan posiada słabości i grzeszne tendencje, którymi jest osaczany, co jednoznacznie świadczy o tym, że jest on atakowany przez grzech, ponieważ posiada grzeszną naturę, która jeśli nie zostałaby ujarzmiona, przejęłaby nad nim kontrolę" (s.98).

Zwolennicy teorii, mówiącej o tym, że Syn Boży podczas wcielenia utożsamił się jedynie z bezgrzesznym człowieczeństwem, na poparcie swojego twierdzenia przytaczają kilka biblijnych fragmentów, które ich zdaniem świadczą o tym, że człowieczeństwo Chrystusa musiało być bezgrzeszne. Wspomniane wersety, odnosząc się do Chrystusa, używają takich zwrotów, jak: "bez grzechu", "oddzielony od grzeszników", "święty" (Hebr. 4:15; 7:26, Łuk. 1:35).

Podstawowym jednak warunkiem poprawnego zrozumienia tych fragmentów jest czytanie ich w kontekście, a także uwzględnienie innych tekstów, które jednoznacznie utożsamiają Chrystusa z naszym grzesznym położeniem. Fragmenty te mówią o tym, że Chrystus został "uczyniony grzechem za nas" (2Kor. 5:21); posłany został "w podobieństwie grzesznego ciała" Rzym. 8:3); "we wszystkim uczyniony był podobnym do swoich braci" (Hebr. 2:17), "wziął nasze słabości" (Mat. 8:17) itd.

Ponieważ obie grupy tych tekstów pochodzą ze Słowa Bożego, nie może tu być jakiejkolwiek sprzeczności i niewątpliwie pozornie tylko wydają się one zaprzeczać sobie nawzajem. Niestety ci, którzy tego nie widzą, popełniają kolejny błąd, próbując pogodzić te dwa całkowicie przeciwstawne poglądy i twierdząc, że Chrystus faktycznie przyjął naszą grzeszną naturę, ale jedynie w sferze fizycznych słabości, i dlatego był podatny na zmęczenie, starzenie się itd. Na płaszczyźnie zaś moralnej przyjął bezgrzeszną naturę Adama sprzed upadku.

Teoria taka jednak wykracza daleko poza to czego faktycznie chce nauczyć nas Biblia, choćby dlatego, że według Słowa Bożego, nasza fizyczna i moralna natura są tak ściśle ze sobą związane, że jeśli jedna jest grzeszna to również i druga. Stąd wszystko to, co "skażone" zidentyfikowane jest ze śmiertelnym, a to, co "nieskażone" z "nieśmiertelnym" (1Kor. 15:53). Podobnie też "ciało grzechu" (Rzym. 6:6) zidentyfikowane jest z "ciałem śmierci" (Rzym. 7:24). Zresztą, to nie tyle fizyczne ciało, co przede wszystkim ciało w sensie upadłej natury skazane jest na śmierć.

Pogodzić te dwie grupy pozornie sprzecznych tekstów można tylko wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę to, że Chrystus był jednocześnie i Bogiem i człowiekiem, czyli że posiadał także dwie różne zjednoczone w Nim natury. Udziałem Chrystusa była jednocześnie Jego własna, wrodzona (boska) natura, która była bezgrzeszna oraz nasza (ludzka) grzeszna natura. Po drugie, zawsze musimy pamiętać o tym, że chociaż Chrystus utożsamił się z naszym grzesznym człowieczeństwem, to nie jest to równoznaczne z tym, że Jego udziałem stało się człowieczeństwo grzeszące.

Nasza grzeszna natura wielokrotnie zgrzeszyła, a ludzka natura Chrystusa nigdy nie zgrzeszyła i dlatego w tym kontekście, Jego człowieczeństwo może być nazwane bezgrzesznym. Kiedy stale mamy na uwadze to, że Chrystus jako Bóg, posiadał świętość, bezgrzeszność i doskonałość oraz, że również jako człowiek, pomimo przyjęcia upadłej natury, ukształtował doskonałą bezgrzeszność charakteru w ludzkim ciele, wówczas problem pogodzenia tych dwóch pozornie sprzecznych grup tekstów może zostać rozwiązany.

Dzięki temu zaczynamy zauważać, że fragmenty biblijne mówiące o bezgrzeszności i świętości Chrystusa dotyczą Jego bezgrzesznej, boskiej natury, albo Jego nieskazitelnego charakteru i doskonałego posłuszeństwa, które zachował jako człowiek. Podczas gdy teksty, które identyfikują Go z grzesznym położeniem ludzkości, odnoszą się do naszej grzesznej natury, którą On przyjął.

Mając to na uwadze, przeczytajmy kilka najczęściej cytowanych fragmentów, mówiących o bezgrzeszności Chrystusa i zwróćmy uwagę na to, że żaden z nich nie odnosi się faktycznie do Jego ludzkiej natury:

Łuk.1:35: "To, co się narodzi, będzie święte".

Wyrażenie to użyte jest w związku z nadaniem Chrystusowi miana Syna Bożego "...i będzie nazwane Synem Bożym". Fragment ten nie koncentruje się na człowieczeństwie Chrystusa, ale oznajmia radosną wieść o tym, że Bóg przyszedł na świat. Dlatego też każdy kto używa tego fragmentu w celu wykazania, że człowieczeństwo Chrystusa było bezgrzeszne nie postępuje zgodnie z biblijną zasadą interpretacji tekstu.

Jan. 8,46: "Któż z was może mi dowieść grzechu?".

Słowa te wypowiedział Jezus, zwracając się do Żydów, którzy nie chcieli uznać Jego boskiej natury, czy dostrzec jedynej w swoim rodzaju nieskazitelności Jego charakteru. Wypowiedź ta dotyczyła doskonałości Jego czynów i Jego posłuszeństwa, które nigdy nie zostało skażone grzechem.

Jan. 14:30: "Nadchodzi bowiem władca tego świata, ale nie ma nic do (we) mnie".

Szatan zawsze dążył do tego, aby pokrzyżować plan zbawienia poprzez próby sprowadzenia Chrystusa do grzechu. Kuszenie na pustyni jest tego przykładem. Wszystkie jednak próby szatana spełzły na niczym. Potwierdza to również Paweł w Hebr. 4:15: "Nie mamy najwyższego kapłana, który by nie mógł z nami cierpieć krewkości naszych, lecz kuszonego we wszystkim na podobieństwo nas, oprócz grzechu" (BG). Do tego samego zwycięstwa nad pokusą i grzechem nawiązuje Chrystus, mówiąc "Nadchodzi władca tego świata, ale nie ma nic do mnie". Zaraz jednak po wypowiedzeniu tych słów, Zbawiciel dodaje: "Tak czynię, jak mi polecił Ojciec" (Jan. 14:31). Tak więc tutaj również, jak to wynika z kontekstu, mowa jest nie o wcieleniu Chrystusa, ale o "czynieniu woli Ojca", o Jego doskonałych uczynkach i nienagannej sprawiedliwości.

Hebr. 7:26: "Oddzielany od grzeszników".

Wypowiedź ta poprzedzona jest odnoszącymi się do Chrystusa słowami: "święty, niewinny, niepokalany". Oczywiście, jak można się domyślać, wszystkie te wyrażenia również ukazują doskonałość Chrystusa na płaszczyźnie posłuszeństwa i wierności wobec przykazań oraz Jego doskonałą sprawiedliwość. To w Jego bezgrzesznym życiu, a nie naturze, którą przyjął, Chrystus nie upodobnił się do grzesznego człowieka i dlatego napisano o Nim, że był "odłączony od grzeszników".

2Kor. 5:21: "Tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił".

Stwierdzenie to wypowiedziane zostało w kontekście przedstawienia Chrystusa jako Zbawiciela, który został obarczony naszymi grzechami. Chrystus "nie znał grzechu", ponieważ nigdy nie zgrzeszył. Gdyby użyte tu stwierdzenie "nie znał grzechu" nie odnosiło się wyłącznie do doskonałego posłuszeństwa, jakie w swoim życiu okazał Chrystus, to apostoł Piotr nie mógłby napisać, że Chrystus "sam, w swoim ciele grzechy nasze poniósł na drzewo" (1Piotr. 2:24 - BT). Jeśli Chrystus nie znał grzechu w sensie przyjęcia bezgrzesznej natury, to zrozumiałe jest, że nie mógłby też w swoim ciele zanieść grzechu na krzyż. On jednak uczynił to, dokonał tego cierpliwie niosąc naszą grzeszną ludzkość przez całe swoje życie, aż do śmierci. To właśnie dlatego Paweł mówi, że Bóg dla naszego zbawienia "uczynił Go grzechem".

1Jan. 3:5: "A grzechu w Nim nie ma".

Kontekst tego fragmentu, świadczy o tym, że zwrot "a grzechu w Nim nie ma" nie odnosi się do natury Chrystusa, ale do jego bezgrzesznego życia w ciele: "Każdy kto popełnia grzech, i zakon przestępuje, a grzech jest przestępstwem zakonu. A wiecie, że On się objawił, aby zgładzać grzechy ... Każdy, kto w nim mieszka, nie grzeszy; każdy, kto grzeszy, nie widział go ani go nie poznał" (1Jan. 3:4-6). Powyższy kontekst świadczy o tym, że tutaj również nie jest rozpatrywany temat ludzkiej natury Chrystusa, ale Jego bezgrzeszne życie, stanowiące dla nas żywy i realny wzór do naśladowania.

Hebr. 9:14: "Ofiarował samego siebie bez skazy Bogu".

Wyrażenie to, jak również następujące bezpośrednio po nim stwierdzenie: "oczyści sumienie nasze od martwych uczynków", wskazuje na posłuszeństwo Chrystusa względem przykazań, a nie na Jego ludzką naturę. Biblia zapewnia nas tu po raz kolejny, że Jezus był "bez grzechu", pomimo tego, iż był "kuszony pod każdym względem tak jak my". (1Piotr. 1:19; Hebr. 5:8-9).

Nie ma zatem żadnych podstaw, aby twierdzić, że którykolwiek z w/w tekstów dowodzi przyjęcia przez Chrystusa bezgrzesznego człowieczeństwa. Żaden zresztą inny fragment biblijny czegoś takiego nie potwierdza. Pismo Święte naucza tylko, że pomimo przyjęcia naszej upadłej natury Chrystus zachował doskonałą bezgrzeszność, ponieważ nigdy nie uległ pokusie, nawet w myślach.

Zbawiciel "potępił grzech w ciele", czyli w naturze, która zdominowana jest przez "prawo grzechu i śmierci". Fakt zaś, że zdołał On pokonać to prawo, objawiając Bożą sprawiedliwość i niesamolubną miłość w grzesznym ciele, Biblia określa mianem "tajemnicy pobożności": "Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, został usprawiedliwiony w duchu" (1 Tym. 3:16).

Zwrot "tajemnica pobożności" odnoszący się do bezgrzesznego życia Chrystusa w ciele nie miałby najmniejszego sensu, gdyby jego udziałem było jedynie bezgrzeszne człowieczeństwo Adama sprzed upadku, gdyż w takich okolicznościach życie Chrystusa w doskonałej harmonii z Bożą wolą nie byłoby żadną tajemnicą. O "tajemnicy pobożności" możemy mówić tylko wówczas jeśli przyjmiemy, że Chrystus zachował sprawiedliwość pomimo tego, iż "objawił się w ciele".

Czy jednak Chrystus faktycznie byłby w stanie odeprzeć pokusy, gdyby ludzka natura, którą przyjął została przez Niego odziedziczona na takiej samej zasadzie jak to się dzieje w naszym przypadku?

W Liście do Rzymian Paweł wykazuje, że: "Wszyscy są pod grzechem" (2:3), i dlatego: "Nie ma ani jednego sprawiedliwego". Wynika więc z tego, że żaden posiadający grzeszną naturę człowiek nie jest w stanie o własnych siłach pokonać grzechu i dlatego Biblia mówi, że "nie ma nikogo, kto by czynił dobrze" (Rzym. 3:9-12).

Apostoł Paweł jednak, informuje nas też, że to czego grzeszny człowiek nie potrafi dokonać własnymi siłami (Rzym. 7:14-24), i czego prawo nie mogło dokonać z powodu "ciała", czyli słabej ludzkiej natury (Rzym. 8:3), tego dokonał Bóg w człowieczeństwie swego Syna, pomimo tego iż przyszedł On na ten świat "w postaci grzesznego ciała".

Chrystus jednak, zachował doskonałą sprawiedliwość w grzesznym ciele nie po to, żeby grzeszny człowiek doszedł do wniosku, że dzięki własnym wysiłkom zdoła odeprzeć pokusy i żyć ponad grzechem. Swoim świętym życiem w ciele Zbawiciel pokazał, że grzeszny człowiek może pokonać wszystkie pokusy grzesznego ciała, ale tylko wtedy, gdy podda się nieograniczonej kontroli Ducha Świętego.

Mówiąc o swoim człowieczeństwie, Chrystus powiedział, że "nie może sam od siebie nic czynić" (Jan. 5:19.30, i że wszystkie Jego czyny wypływały od Ojca (Jan. 14:10.11). Jedynie dzięki poddaniu swej woli Bogu, a swego umysłu kontroli Ducha Świętego, Chrystus mógł odeprzeć wszystkie pokusy i w ten sposób umożliwić nowonarodzonemu człowiekowi życie ponad grzechem. To dzięki temu niezwykłemu poświęceniu Syna Bożego i dzięki temu czego dokonał On dla nas zachowując świętość pomimo przyjęcia naszej upadłej natury, dane nam zostały "drogie i największe obietnice, abyśmy przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość" (2Piotr. 1:4).

Chociaż Biblia zapewnia, że własnymi siłami żaden człowiek nie jest w stanie żyć bez grzechu, to jednocześnie zaznacza, że to, co jest niemożliwością dla człowieka możliwe jest gdy tylko człowiek pozwala Duchowi Świętemu przejąć nad nim kontrolę: "Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej" (Gal. 5:16); "Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci" (Rzym. 8:2); "Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha Swego, który mieszka w was" (Rzym. 8:11).

Zatem, każdy kto twierdzi, że poddane kontroli Ducha Świętego grzeszne człowieczeństwo nie jest w stanie odeprzeć pokus, czy żyć ponad grzechem, wynosi moc szatana i grzechu ponad moc Bożą. Należy też pamiętać, że ta czy jakakolwiek inna próba obrony doskonałej bezgrzeszności Chrystusa kosztem osłabienia mocy Ewangelii jest podważaniem tej wielkiej prawdy Dobrej Nowiny.

Ci, którzy twierdzą, że Syn Boży przyjął jedynie naturę Adama sprzed upadku, zmuszeni są też nauczać, że nie zmagał się On z zamieszkującą grzeszne ciało mocą grzechu. Pogląd taki atakuje żywą naukę Ewangelii Jezusa Chrystusa, która grzesznemu człowiekowi oferuje nie tylko usprawiedliwienie, ale też zbawiającą od grzechu moc Bożą: "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia" (1Kor 1:18).

W Liście do Galacjan znajduje się bardzo poważne ostrzeżenie w stosunku do tych, którzy nauczają innej Ewangelii: "Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty!" (Gal. 1:8-9).

Aby należycie docenić wartość tego czego Bóg dokonał dla nas w Chrystusie, musimy ujrzeć grzech w świetle wielkiego boju pomiędzy Chrystusem i szatanem. Głównym zaś aspektem tego zmagania jest konflikt pomiędzy prawem Bożym, ugruntowanym na zasadzie miłości "Agape", która "nie szuka swego" (1Kor. 13:5; Mat. 22:36-40), a "zakonem grzechu", którego główną zasadą jest egoizm (Izaj. 53:6; Fil. 2:21). Te dwie przeciwstawne zasady spotkały się i zwalczały wzajemnie w człowieczeństwie Chrystusa. Z jednej strony, atakujący przez Jego "ciało" szatan, desperacko próbował zmusić Chrystusa do tego, by poddał się zasadzie samolubnej miłości i zaczął prowadzić niezależne od Boga życie, podczas gdy z drugiej strony, Duch Święty, któremu poddany był umysł Chrystusa popychał Go w przeciwną stronę.

Pomimo tego jednak, że Chrystus był "w postaci grzesznego ciała", zasada egoistycznej miłości nigdy nie zdołała pokonać dominującej w Jego umyśle, niesamolubnej miłości "Agape". Było tak dzięki temu, że umysł Zbawiciela nieustannie poddany był kontroli Ducha Świętego. Wszystkie próby szatana zawiodły, ponieważ zawsze reakcją Chrystusa na ataki zwodziciela było; "Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie" (Jan. 4:34; 5:30; Mat. 26:39).

Ten "wielki bój" pomiędzy Chrystusem i szatanem, rozpoczął się w chwili osiągnięcia przez Jezusa odpowiedzialnego wieku, a zakończył na krzyżu, kiedy szatan wykorzystując skłonności "grzesznego ciała" oraz całą moc kuszenia, po raz ostatni starał się sprawić, by w końcu Zbawiciel uległ zasadzie samolubnej miłości, trzykrotnie nakłaniając Go, by zstąpił z krzyża i zbawił siebie samego (Łuk. 23:35-37). Lecz kiedy Chrystus odparł tę ostatnią pokusę, będąc doskonale "posłusznym aż do śmierci" (Fil. 2:8), królestwo szatana, razem z jego zasadą egoistycznej miłości zostało na zawsze pokonane. (Jan. 12:31; Rzym. 8:2.3).

Nawiązując do tego odniesionego w naszym imieniu i w naszym "ciele" zwycięstwa, Pan Jezus kieruje do nas pełne pokrzepienia, nadziei i mocy słowa: "Ufajcie, ja zwyciężyłem świat" (Jan. 16:33). Znaczenie użytego w tym stwierdzeniu przez Zbawiciela słowa "świat" znajdziemy w natchnionej wypowiedzi apostoła Jana: "Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata" (1Jan. 2:16). "Świat", który został pokonany przez Chrystusa to "pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, i pycha życia". Pokrzepiając nas słowami "Ufajcie, ja zwyciężyłem świat", Chrystus daje nam do zrozumienia, żebyśmy niezachwianie wierzyli w możliwość zwycięstwa nad mocą grzechu, bo chociaż On sam był "kuszony we wszystkim tak jak my", to nigdy, ani "pożądliwość ciała", ani "pożądliwość oczu", ani też "pycha życia" nie zdołały pokonać w Nim zasady miłości "Agape" i zagnieździć się w Jego umyśle.

Innym argumentem mającym przemawiać na korzyść bezgrzesznego człowieczeństwa Chrystusa jest twierdzenie, że wcale nie potrzebował On naszej grzesznej natury, aby być kuszonym. "Wolny od upadłej natury Adam był kuszony, a nawet bezgrzeszni aniołowie byli kuszeni" - twierdzą zwolennicy tej teorii - i faktycznie jest w tym sporo racji. Jednakże pomiędzy kuszeniem, jakiego doświadczył wolny od upadłej natury Adam a naszymi pokusami oraz tymi, z którymi musiał zmagać się Pan Jezus, istnieje kolosalna różnica.

Życie bezgrzesznego Adama w świętości i zgodzie z Bożym prawem miłości było dla niego czymś naturalnym i nie wymagającym najmniejszego wysiłku. Nie tylko grzech, ale sama pokusa była dla niego czymś tak obcym i niezrozumiałym, że Jego grzech określony jest w Biblii mianem "tajemnicy nieprawości". To, że Adam zgrzeszył było czymś tak bardzo dziwnym i niewytłumaczalnym, że "tajemnica", to chyba najbardziej trafne określenie popełnionego przez niego przestępstwa.

Z drugiej natomiast strony, kiedy grzeszny człowiek poddaje się pokusie, wówczas czyni coś, co wydaje mu się być czymś naturalnym i harmonizującym z jego skłonnościami i naturą.

Twierdzenie, że Chrystus nie musiał przyjmować upadłego człowieczeństwa, żeby podlegać pokusom, i że mógł być kuszony także w bezgrzesznej naturze jest prawdą, ale nie wolno nam zapominać o tym, że Chrystus był "kuszony we wszystkim tak jak my" (Hebr. 4:15), a nie jak bezgrzeszny Adam. Oznacza to, że diabeł kusił Chrystusa poprzez "ciało" tak samo jak to czyni w naszym przypadku. Doskonały Adam zaś nie mógł być kuszony wewnętrznie, poprzez grzeszną naturę ("ciało"), bo jeszcze wtedy jej nie posiadał. Jego pokusa postąpienia wbrew Bożej woli przyszła z zewnątrz i była tak słaba, że nie potrzebował on najmniejszego wysiłku, aby ją odeprzeć. Stąd kuszenie Adama i jego upadek w Raju nie mogą być identyfikowane z naszymi pokusami i upadkami.

Istnieje ogromna różnica na płaszczyźnie zmaganiu się z pokusą w przypadku Adama sprzed i po upadku. Jeśli grzech oznacza powiedzenie Bogu "nie", wówczas podstawową zasadą grzesznej natury byłoby uniezależnienie się od Boga. Już z natury człowiek "szuka swego" i pragnie postępować według własnych egoistycznych pragnień, a grzeszne tendencje są tylko przejawem samolubnej miłości. Bezgrzeszny Adam natomiast był nienaganny w swoim postępowaniu i miał "upodobanie w zakonie Bożym", podczas gdy nasza cielesna natura "nie poddaje się prawu Bożemu, bo też nie może" (Rzym. 8:7).

Pomiędzy bezgrzeszną naturą Adama i wypełniającym go Duchem Bożym istniała doskonała harmonia i jedność, ale w przypadku nowonarodzonego wierzącego, Duch i ciało nieustannie ścierają się ze sobą (Jak. 5:17). Adam mógł zachować sprawiedliwość dzięki doskonałemu posłuszeństwu względem przykazań, ale w naszym przypadku "z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek" (Rzym. 3:28.20; Gal. 2:16).

A zatem, choć prawdą jest, że Chrystus mógł być kuszony nawet w bezgrzesznej naturze, to jednak okoliczności towarzyszące Jego pokusom byłyby wtedy tak diametralnie różne od tych, które wiążą się z naszymi pokusami, że skierowany do nas przez Niego apel: "ufajcie, ja zwyciężyłem świat" odebralibyśmy jako słowa bez pokrycia. Podobnie też biblijne stwierdzenie, że "Chrystus kuszony był we wszystkim tak jak my" byłoby niezgodne z prawdą.

Dość popularny stał się również pogląd, który sugeruje, że nawet jeśli Chrystus posiadał bezgrzeszne człowieczeństwo, to nie tylko mógł być kuszony, ale że w zetknięciu z pokusą mógł też cierpieć, i to nawet bardziej niż opierający się pokusie grzeszny człowiek.

Domniemanym powodem tego cierpienia miałoby w przypadku Chrystusa być to, że każdy kontakt z pokusą i grzechem wzbudzał w Jego świętej i bezgrzesznej naturze niepojęty dla człowieka ból. Co więcej, ponieważ Chrystus był jednocześnie człowiekiem i Bogiem, dzięki czemu posiadał wrodzoną boską moc, to pokusa użycia tej własnej (boskiej) mocy, niezależnie od Ojca, była tak silna, że ciągłe zmaganie się z nią miało sprawiać Chrystusowi niezrozumiały dla grzesznego człowieka ból. I z tego powodu - jak wyjaśniają zwolennicy tego poglądu - pokusy Chrystusa, pomimo przyjęcia naszej bezgrzesznej natury, mogły być nawet większe niż nasze, a ich odpieranie mogło sprawiać Mu więcej bólu i cierpienia niż nam sprawia zmaganie się z naszymi pokusami.

Ale chociaż ten interesujący pogląd wydaje się być dość przekonywujący, to jednak musimy pamiętać o tym, że argument ten może być prawdziwy także tylko wówczas, jeśli przyjmiemy, że w Chrystusie nasze grzeszne człowieczeństwo spotkało się z boską naturą.

Jeśli ktoś twierdzi, że pomimo przyjęcia przez Chrystusa bezgrzesznej natury, Jego pokusy były silniejsze niż nasze, to musi też przyznać, że również Adam był kuszony z większą siłą niż my, ponieważ także i jego wrodzona zdolność do czynienia dobra w jego bezgrzesznej naturze była większa niż nasza. W tym wypadku musimy również przyznać, że w sytuacji Adama popełnienie grzechu (uniezależnienie się od Boga) było czymś znacznie łatwiejszym niż w przypadku grzesznego człowieka, a to uczyniłoby grzech Adama wytłumaczalnym i nie byłby on już dłużej "tajemnicą nieprawości".

Co więcej, jeśli dla Chrystusa, z powodu Jego wrodzonej Boskiej mocy, było tak niezwykle ciężko poddać swoją wolę Bogu (całkowicie uzależnić się od Niego), to można też dojść do wniosku, że w naszym przypadku, brak tej wrodzonej boskiej mocy (którą posiadał Chrystus) powinien sprawić, że poddanie się Bogu byłoby czymś łatwym. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej, gdyż wszyscy musimy przyznać, że nasze życie w wierze (całkowite poddanie swojej woli Bogu) wymaga stałej walki (1Tym. 6:12) i samozaparcia oraz przyjęcia zasady krzyża (Łuk. 9:23).

To prawda, że kusząc Chrystusa szatan próbował między innymi nakłonić Go do przejęcia inicjatywy w swoje ręce i postępowania niezależnie od woli Ojca. Musimy jednak pamiętać o tym, że jeśli uznamy, iż Chrystus przyjął bezgrzeszną ludzką naturę, to nakłaniając Go do uniezależnienia się od Ojca, szatan kusiłby Chrystusa do zrobienia tego, co było sprzeczne z niesamolubną naturą Syna Bożego. Z taką pokusą, wolny od grzesznej natury Chrystus, poradziłby sobie o własnych siłach i to z najwyższą łatwością, nie doświadczając najmniejszego nawet cierpienia.

Z drugiej zaś strony, jeśli Chrystus wziął na siebie naszą grzeszną naturę, dla której niezależność jest czymś naturalnym, wówczas to, że szatan kusił Go do postępowania według swojej własnej woli ma sens. To właśnie dlatego diabeł namawiał Zbawiciela, aby zstąpił z krzyża i ratował siebie, czyli postąpił zgodnie z wolą i skłonnością grzesznej natury, którą przyjął. To właśnie czyni ogromną różnicę pomiędzy kuszeniem jakiego doznał wolny od grzesznej natury Adam, a pokusami człowieka w grzesznym ciele.

Problem zmagania się z własnym "ja" jest obcy naturze Boga, tak jak był obcy bezgrzesznej naturze Adama sprzed upadku. Gdyby Chrystus przyjął jedynie bezgrzeszną naturę, wówczas nie mógłby On zmagać się z tym prawem egoistycznej miłości, która jest nieodłączną częścią grzesznej natury ludzkiej. Dlatego też szatan nie mógłby kusić Go poprzez "ciało", tak jak to czyni z nami.

Warto zwrócić też uwagę na to, że w swoich wypowiedziach, Chrystus przeciwstawiał swoją (ludzką) wolę woli swojego Ojca: "... staram się pełnić nie moją wolę, lecz wolę tego, który mnie posłał" (Jan. 5:30). Już sam fakt, że Chrystus oświadczył, iż nie przyszedł po to, aby pełnić swoją własną wolę, lecz wolę Ojca, może świadczyć o tym, że ta Jego "własna wola" (wynikająca z posiadania upadłego człowieczeństwa) mogła nie harmonizować z wolą Jego Ojca. Wypowiedzią tą Zbawiciel z pewnością nie identyfikuje się z bezgrzesznym człowieczeństwem, ale tym, którego udziałem stało się "prawo grzechu i śmierci", nakłaniające do realizacji swojej własnej woli, wynikającej z zasady egocentrycznej miłości.

Gdyby "ciało" Chrystusa pozbawione było tego "prawa grzechu", wówczas nie musiałby On cierpieć za każdym razem, kiedy odpierał pokusy. Czytamy jednak, że On sam "cierpiał", gdy był kuszony (Hebr. 2:18), i że został uczyniony "doskonałym przez cierpienie" (2:10), oraz że nauczył się "posłuszeństwa przez to, co wycierpiał" (5:8). Chrystus osiągnął zwycięstwo w swoim umyśle, ponieważ zawsze poddawał go kontroli Ducha Świętego. Wymagało to jednak cierpienia "ciała", gdyż było to "grzeszne ciało" (Rzym. 8:3).

W przypadku doskonałego Adama, odparcie pokusy nie wymagało krzyżowania jego natury, natomiast w sytuacji, w której znajdował się Chrystus, zwycięstwo nad grzechem wymagało zasady krzyża, o której wspomina apostoł Paweł: "A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami" (Gal. 5:24). Słowo Boże z pewnością nie zachęcałoby nas do tego byśmy "krzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami", gdyby wcześniej zasada ta nie została zrealizowana w ludzkim życiu naszego Zbawiciela: "Ponieważ więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się też i wy tą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzechu" (1Piotr. 4:1).

Kłamstwo mówiące o tym, że Chrystus przyszedł w bezgrzesznym ciele, spowodowało, że w sercach milionów wierzących, udało się diabłu stłumić wiarę w możliwość zwycięstwa nad mocą i tyranią grzechu w grzesznym ciele. Ten niezgodny z Biblią pogląd utorował drogę dla innej fałszywej doktryny zwanej "antynomianizmem", według której święte i niezmienne Boże prawo zostało zniesione. Takie są konsekwencje twierdzenia, że Syn Boży przyszedł na ten świat w bezgrzesznej ludzkiej naturze. Bo jeśli przyjmiemy, że tak wyglądało wcielenie Chrystusa, to i zbawienie ludzkości musiałoby się dokonać z pominięciem wymagań prawa, które w Chrystusie nie otrzymałoby tego, czego się od nas domaga, a mianowicie doskonałej sprawiedliwości i uśmiercenia naszej grzesznej natury. W ten sposób również Bóg nie może pozostać "sprawiedliwym (postępującym zgodnie z wymaganiami swojego prawa) usprawiedliwiając tego, który wierzy w Jezusa" (Rzym. 3:26).

Skoro wcielenie Syna Bożego jest tak drogocenną prawdą, że jest dla nas "wszystkim", to niewątpliwie temat ten powinien być przez nas zgłębiany ze szczególną uwagą, pokorą i otwartym dla Ducha Świętego umysłem. Tym bardziej, że niewłaściwe zrozumienie, a jeszcze gorzej błędne nauczanie tego świętego tematu może stanowić dla nas poważne zagrożenie, gdyż według Słowa Bożego twierdzenie, że Jezus Chrystus nie przyszedł "w ciele" nie pochodzi od Boga; "Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat. Po tym poznawajcie Ducha Bożego: Wszelki duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest. Wszelki zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym słyszeliście, że ma przyjść, i teraz już jest na świecie" (1Jan. 4:1-3).

Jeśli uważamy, że Jezus Chrystus przyjął bezgrzeszną naturę Adama, to tym samym może On być przykładem tylko dla niego, ale nie dla upadłego człowieka. W tej sytuacji jedyna nasza nadzieja na święte życie tkwiłaby w wykorzenieniu naszej grzesznej natury (herezja perfekcjonizmu), a to z kolei według Biblii nie nastąpi w tym doczesnym życiu. Jeśli zaś, podczas naszej ziemskiej egzystencji uwolnienie się od "ciała grzechu" jest niemożliwością, to jedynym rozwiązaniem jest oczekiwanie na powrót Zbawiciela, bo dopiero wówczas "to, co skażone przyoblecze się w nieskażoność".

Jeśli więc uznamy pogląd, że wcielenie Chrystusa nie ma nic wspólnego z grzesznym człowieczeństwem, oraz jeśli zgodzimy się z tym, co zgodne z prawdą, a mianowicie, że od "ciała grzechu" będziemy mogli uwolnić się dopiero podczas powtórnego przyjścia naszego Zbawiciela, to nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przyznać, że wszystkie biblijne napomnienia oraz zachęty do prowadzenia świętego życia stają się utopią i są bezsensowne: "Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza" (1Jan. 5:4); "Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły. I wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi" (2Kor. 10:3-5).

Z drugiej zaś strony, znajomość prawdziwej Ewangelii, czyli nauki o usprawiedliwieniu przez wiarę w Chrystusa, której podstawą jest biblijna prawda o tym, że Zbawiciel przyszedł "w postaci grzesznego ciała", i że pomimo tego pokonał grzech w tym ciele, daje każdemu wierzącemu "nadzieję chwały", czyli nadzieję na odzwierciedlenie Bożego charakteru jeszcze w tym doczesnym życiu.

Dlatego nie pozwólmy diabłu, aby przy pomocy jakiejś ludzkiej nauki lub "czczego urojenia" przesłonił nam obraz prawdziwego Chrystusa, Chrystusa "doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu" (Hebr. 4:15), Chrystusa, który "nie wstydzi się nazywać nas braćmi" (Hebr. 2:11), który "ujmuje się nie za aniołami, lecz ujmuje się za potomstwem Abrahama" (Hebr. 2:16), który "musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem dla przebłagania go za grzechy ludu" (Hebr. 2:17), który "przeszedł przez cierpienie i próby", dzięki czemu "może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą" (Hebr. 2:18), który został posłany "w postaci grzesznego ciała" i przez którego Bóg "potępił grzech w ciele" (Rzym. 8:3).

DUCHOWY, MORALNY I FIZYCZNY ASPEKT LUDZKIEJ NATURY

Gdy Adam został stworzony przez Boga w Raju, był istotą pod każdym względem doskonałą. Niestety, popełniony przez niego grzech spowodował, że cała jego (a także nasza) natura uległa zepsuciu, zarówno pod względem duchowym, jak i moralnym oraz fizycznym. Plan zbawienia musiał zatem obejmować odkupienie, oczyszczenie i odnowienie tego grzesznego człowieczeństwa na wszystkich tych trzech płaszczyznach. Spróbujmy więc wyjaśnić sobie, w jaki sposób Pan Jezus w świętej historii swojego życia i śmierci uwolnił nas od tych trzech skutków grzechu:

ASPEKT DUCHOWY

W przeciwieństwie do zwierząt, człowiek został stworzony jako istota duchowa. Współczesne badania antropologiczne, wykazały, że ludzie żyjący nawet wśród najbardziej prymitywnych społeczności, zawsze dążą do oddawania czci jakiejś formie boga. Pierwotnym celem Stwórcy było to, że miał On zamieszkać w człowieku, aby przez niego objawić Swoją chwałę. Od wieczności celem Bożym było, aby każda stworzona przez Niego istota, od aniołów do człowieka, była świątynią zamieszkałą przez Ducha Bożego.

Niestety, gdy Adam zbuntował się przeciwko Bogu, w tym samym momencie Duch Święty opuścił go, a jego życie ogarnęła ciemność. W ten sposób wypełniło się ostrzeżenie dane naszym pierwszym rodzicom: "albowiem dnia, którego jeść będziesz z niego, śmiercią umrzesz" (1Moj. 2:17-BG). Natychmiastowym wynikiem upadku Adama i Ewy była ich duchowa śmierć, która potem dotknęła wszystkich ludzi. Dlatego też, wszyscy ludzie przychodzą na ten świat jako istoty duchowo "martwe" (Efez. 2:1,5) i "odłączone od Boga" (Izaj. 59:2).

Przy wcieleniu, boskość Chrystusa została w łonie Marii tajemniczo zjednoczona z naszym człowieczeństwem. To człowieczeństwo, które otrzymał Chrystus przez Marię było duchowo martwe. W chwili jednak, kiedy zostało ono zjednoczone z boskością, poprzez związek z obecnym w Chrystusie od samego poczęcia Duchem Świętym (Łuk.1:35), to upadłe człowieczeństwo zostało duchowo ożywione. W ten sposób, już od chwili poczęcia, człowieczeństwo Chrystusa było tym samym, które staje się udziałem wierzącego człowieka w chwili nowonarodzenia.

Z tego powodu nie wolno porównywać grzesznej ludzkiej natury Chrystusa z naturą niewierzącego i nienawróconego człowieka, który jest duchowo martwy. Pomiędzy naturą człowieka wierzącego i niewierzącego istnieje znacząca różnica; Prawdziwie wierzący człowiek, to ktoś kto z doświadczenia wie czym jest prawdziwa pokuta. W języku greckim słowo przetłumaczone jako "pokuta" dosłownie znaczy "zmiana umysłu". Świadczy to o tym, że wola takiej nawróconej osoby harmonizuje z wolą Boga i "ma upodobanie w zakonie Bożym" (Rzym. 7:22.25). Nie jest to natomiast prawdą w przypadku niewierzącego, którego umysł ciągle jeszcze jest nienawrócony (niezmieniony) i "nie poddaje się zakonowi Bożemu, bo też nie może" (Rzym. 8:7; Efez. 2:3).

Warto przy tym dodać, że to, iż wierzący staje się duchowo ożywiony w wyniku nowonarodzenia, jest zasługą tylko i wyłącznie tego, że najpierw został On duchowo ożywiony w Chrystusie ("ostatnim Adamie") przy Jego wcieleniu, gdy boskość została połączona z naszym człowieczeństwem. Stąd, nowonarodzenie jest owocem rzeczywistości przygotowanej w Chrystusie dla wszystkich ludzi, już dwa tysiące lat temu.

To nowonarodzenie, określone przez Pawła mianem "zaczątka Ducha" (Rzym. 8:23) jest tym, co zmienia położenie wierzącego tak, że teraz święte życie i przestrzeganie prawa stają się częścią jego pragnień (Hebr. 8:10). Chociaż upadły człowiek jest zdeprawowany do tego stopnia, że sam nie jest w stanie poddać się prawu Bożemu, to jednak ten sam człowiek, kiedy zostaje duchowo ożywiony poprzez mieszkającego w nim Ducha Bożego zauważa, że święte życie staje się teraz dla niego czymś realnym. Sprawiedliwe zaś i uświęcone życie Zbawiciela jest dla tego nawróconego człowieka praktycznym przykładem i celem (Fil. 3:12-14; Rzym. 13:14; 2Kor. 3:17.18).

ASPEKT MORALNY

W bezgrzesznym Edenie Bóg stworzył Adama na Swoje podobieństwo. Oznaczało to, że jego natura zdominowana była przez nieskazitelną świętość i sprawiedliwość. Istniała doskonała harmonia pomiędzy świętym Bożym prawem, a moralną naturą Adama, co pozwoliło mu na idealnie zgodne z przykazaniami postępowanie, i to w sposób naturalny oraz spontaniczny.

Na skutek jednak upadku, ta wcześniej bezgrzeszna - również w sferze moralnej - natura, uległa zepsuciu i została zdominowana przez prawo samolubnej miłości.

"Przez nieposłuszeństwo" - wyjaśnia E. White - "jego (Adama) moce uległy degeneracji a egoizm zajął miejsce miłości. Przez przestępstwo, jego natura została tak bardzo osłabiona, że pokonanie mocy zła własnymi siłami stało się dla niego niemożliwością " (SC 7).

Kiedy Chrystus przyjął nasze człowieczeństwo, to chociaż już od poczęcia było ono duchowo ożywione, to Jego moralna natura nadal posiadała wrodzoną sobie skłonność do przesadnego koncentrowania się na sobie i znajdowała się pod presją prawa grzechu. Podobnie też jest w przypadku nawróconego człowieka, gdyż to, że stał się on duchowo ożywiony nie oznacza jeszcze, że jego natura doznała zmiany również w sferze moralnej.

Przyjęcie przez Syna Bożego naszej upadłej - również na płaszczyźnie moralnej - natury, było głównym powodem, tego że święte życie Chrystusa zawsze wymagało zasady krzyża i zmagania się z charakterystycznym dla upadłej natury "prawem grzechu". Chociaż Jego umysł był w pełni poddany woli Bożej, tak że żadna grzeszna inklinacja czy zła skłonność nie była w stanie zadomowić się tam, to Jego "ciało" (grzeszna ludzka natura) zdominowane było zasadą, która obejmuje cały rodzaj ludzki - zasadą skłonności do miłowania własnego "ja". Oznacza to, że w przypadku Chrystusa, święte życie nie było jedynie naśladowaniem naturalnych skłonności, tak jak to było w przypadku bezgrzesznego Adama, ale wymagało stałej walki z "pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą żywota".

Kiedy Chrystus oświadczył swoim uczniom: "Ufajcie, ja zwyciężyłem świat" (Jan. 16:33), to miał na myśli zwycięstwo nad "ciałem" (1Jan. 2:16). Według Piotra, wszystkie cierpienia Chrystusa, które miały pozytywny wpływ na kształtowanie się Jego doskonałego charakteru, miały miejsce w Jego "ciele", czyli w grzesznej naturze: "Ponieważ więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się też i wy tą myślą" (1Piotr. 4:1). Było to możliwe tylko przy założeniu, że Chrystus przyszedł "w postaci grzesznego ciała", i że pomimo tego zdołał odnieść zwycięstwo nad wszystkimi grzesznymi pragnieniami, wynikającymi z przyjęcia upadłego człowieczeństwa również w sferze moralnej.

Po zachowaniu doskonałego posłuszeństwa i odniesieniu całkowitego zwycięstwa nad grzechem "w ciele", Chrystus zaniósł to potępione ciało na krzyż, gdzie następnie zostało ono raz na zawsze unicestwione. Tym sposobem, Zbawiciel "potępił grzech w ciele" i na zawsze stał się "autorem" i "dokończycielem" zbawienia wszystkich wierzących. Świadomość tego pełnego i doskonałego pod każdym względem zbawienia, daje upadłemu człowiekowi nadzieję, zarówno na usprawiedliwienie, jak i uświęcenie. Przy czym należy pamiętać, że nie tylko usprawiedliwienie, ale i uświęcenie dostępne jest tylko i wyłącznie przez wiarę.

ASPEKT FIZYCZNY

Przyjmując nasze grzeszne człowieczeństwo Syn Boży zidentyfikował się nie tylko z naszymi słabościami moralnymi, ale także fizycznymi. To właśnie dlatego był On podatny na zmęczenie, starzenie się czy śmierć.

Ale kiedy już Pan Jezus odkupił i oczyścił na krzyżu nasze grzeszne człowieczeństwo (jako drugi Adam i nasz Reprezentant), wtedy powstał z martwych w przemienionym (uwielbionym) ciele. Było to ciało przemienione zarówno moralnie jak i fizycznie. Następnie to uwielbione i doskonałe pod każdym względem ciało, zabrał do nieba, gdzie zarezerwowane jest ono dla nas do czasu Jego chwalebnego powrotu.

Ta wspaniała prawda stanowi "błogosławioną nadzieję" wszystkich nowonarodzonych wierzących: "Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić. Bo stworzenie z tęsknotą oczekuje objawienia synów Bożych, ... w nadziei, Że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego" (Rzym. 8:18-23); "Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa, Który przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego, tą mocą, którą też wszystko poddać sobie może" (Filip. 3:20-21).

W świetle tej cudownej Dobrej Nowiny, człowieczeństwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, faktycznie jest dla nas "wszystkim". Ta doskonała pod każdym względem Wieczna Ewangelia, która niegdyś głoszona była przez apostołów, musi być dzisiaj ponownie przedstawiona naszemu pogrążonemu w ciemnościach światu, zanim jeszcze nastanie koniec. Żeby jednak móc zwiastować tę Ewangelię z mocą, musimy sami zaakceptować ją w całości taką, jaka została objawiona w Słowie Bożym wraz z prawdą o ludzkiej naturze Pana Jezusa, która jest dla nas "wszystkim". Bo "jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?" (Hebr. 2:3).

"A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź! A ten, kto słyszy, niech powie: Przyjdź! A ten, kto pragnie, niech przychodzi, a kto chce, niech darmo weźmie wodę żywota" (Obj. 22:17).

Amen!

Plik "Odkupiciel grzesznego człowieczeństwa" w innych formatach do pobrania i wydruku:

Kliknij aby pobrać plik w formacie RTF - WordPad RTF-WordPad Kliknij aby pobrać plik w formacie PDF-Adobe Acrobat Reader PDF-Acrobat Reader