BOŻA MIŁOŚĆ

Sławomir Gromadzki

 

Co stanowi największy problem ludzkości? Dlaczego jest tyle zła, tak wiele rozwodów oraz wojen? Dlaczego w jednym miejscu na świecie, z głodu umierają dzieci, a w wielu innych miejscach dorośli, wydawałoby się wrażliwi ludzie, zamiast te dzieci ratować, wydają ogromne pieniądze np. na zbrojenia? Dlaczego? Co jest tego powodem?

Co stanowi największy problem ludzkości?

Brak prawdziwej miłości i egoizm!!!

Współtwórca komunizmu – Karol Marks, twierdził jednak, że choć faktycznie człowiek z natury jest trochę samolubny, to powodem takiego stanu rzeczy jest nie tyle on sam, co środowisko w jakim żyje. Mówiąc o środowisku miał oczywiście na myśli kapitalizm. Tak więc "ewangelia" Marksa brzmiała: "Zmienić środowisko, a zmieni się człowiek!" Rewolucja ta miała polegać na zmianie środowiska kapitalistycznego na socjalistyczne. Wszyscy ludzie mieli otrzymać równą ilość dóbr materialnych, tak aby mieli czym dzielić się z innymi. Dzięki temu, z czasem mieli nauczyć się dzielić i powoli wyzbywać swych egoistycznych nawyków, które według Marksa były wytworem kapitalizmu. I ponieważ ten zaproponowany przez Marksa sposób na rozwiązanie problemów ludzkości wydawał się sensowny, w wielu krajach komuniści przejęli władzę i zaczęli zmieniać środowisko. W Związku Radzieckim zmieniano to środowisko przez 70 lat. Jakie są tego efekty wszyscy dobrze wiemy. Brak zaufania do tego, co mówi Słowo Boże doprowadziło ten wielki kraj do ubóstwa i ruiny gospodarczej. Podobnie zresztą jak nasz kraj, z tą tylko różnicą, że u nas katastrofa ta przybrała nieco mniejsze rozmiary, gdyż my trochę krócej "zmienialiśmy środowisko".

Tak więc, ponownie okazało się, że Słowo Boże, że Chrystus miał rację, bo faktycznie największym problemem ludzkości nie jest środowisko zewnętrzne, w którym żyjemy, ale to, co znajduje się w nas, nasz egoizm, skłonność do przesadnego miłowania siebie i barak prawdziwej niesamolubnej miłości. To właśnie z tego wynika wszelkie zło jakie ma miejsce na ziemi.

W Rzym. 7:23 apostoł Paweł napisał:
23. A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi, uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich.

Co zatem stanowi nasz największy problem?

Nie zewnętrzne środowisko, jakikolwiek ustrój, warunki w jakich żyjemy, ale to, że jest w nas samych coś złego, pewne prawo, "zakon", który sprawia, ze posiadamy naturalne tendencje do miłowania siebie bardziej niż kogokolwiek innego!

Możemy więc powiedzieć, że zagadnienie związane z poznaniem i akceptacją prawdziwej Bożej miłości powinno mieć dla nas priorytetowe znaczenie.

Boża miłość powinna znajdować się w centrum zainteresowań nas wszystkich, gdyż jeśli ją poznamy, zrozumiemy jej znaczenie i wartość i uświadomimy sobie jak ją zdobyć, wówczas ujarzmi ona nasz własny egoizm, który jest główną przyczyną wszelkich problemów, czy to w naszym osobistym rodzinnym, czy zborowym życiu.

Oprócz tego, Miłość Boża, to zagadnienie największej wagi, gdyż właśnie ona stanowi podstawę każdej pochodzącej od Boga biblijnej prawdy, bez względu na to czy dotyczy ona EWANGELII, GENEZY I NATURY GRZECHU, PRAWA BOŻEGO, SĄDU, GNIEWU BOŻEGO, ŚMIERCI NIEPOKUTUJĄCYCH GRZESZNIKÓW, czy wielu innych prawd.

Mały chłopiec, darzący pewną dziewczynkę szczerym uczuciem, postanowił dowiedzieć się, czy odwzajemnia ona jego miłość. Któregoś więc razu, zapytał ją:
- Czy kochasz mnie na śmierć?
- Nie - odparła - nie kocham cię na śmierć.
- Dlaczego nie kochasz mnie na śmierć?! - zapytał oburzony na dziewczynkę chłopiec. - Przecież wiesz, że ja zrobiłbym dla ciebie wszystko! Oddałbym za ciebie nawet swoje życie. Więc ty mnie nie kochasz...
- Nie kocham cię na śmierć - odparła dziewczynka - bo moja miłość jest nieśmiertelna.

Taką właśnie, nigdy nieustającą, nieśmiertelną miłością umiłował nas Bóg. Ustami proroka Jeremiasza, mówi On do każdego człowieka:
"Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę". Jer. 31:3
  
Jest jednak ktoś, komu bardzo zależy na tym, abyśmy myśleli o Bogu, że jest surową Istotą, która ciągle wytyka nam nasze winy i chce nas za nie karać.

Biblia zaś daje zupełnie odmienne wyobrażenie o tym, kim rzeczywiście jest Bóg:
 1 Jan. 4:8,16
"Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością (AGAPE)...
A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością".
  
Jest to bez wątpienia najbardziej trafna definicja Boga, jaka znajduje się w Piśmie Świętym, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę charakterystykę tej miłości, podaną przez apostoła Pawła w 13 rozdziale 1 listu do Koryntian, gdzie napisał on, że miłość ta (AGAPE), w przeciwieństwie do ludzkiej, "nigdy nie ustaje".
  
Skoro więc Bóg jest nigdy niekończącą się miłością i wszystko, co czyni z tej miłości wynika, to każda rozpatrywana przez nas biblijna nauka odnosząca się do takich prawd jak: ewangelia, gniew Boży, sąd ostateczny, wieczna śmierć niepokutujących grzeszników czy Boże Prawo, musi być rozpatrywana w kontekście zdania: "Bóg jest Miłością".
Jeśli ten warunek nie będzie spełniony, nigdy nie zrozumiemy należycie tych niezwykle ważnych zagadnień.

"LECZ Z NICH NAJWIĘKSZA JEST MIŁOŚĆ"

Objawiona w planie zbawienia ludzkości Boża miłość, zawsze stanowiła najczęściej podejmowany przez chrześcijańskich pisarzy temat.

Znany, na przykład i popularny pięcioksiąg autorstwa Ellen White, we wspaniały sposób przedstawiający cały plan zbawienia, rozpoczyna się i kończy zdaniem "Bóg jest miłością".
  
Pierwszy spośród tych pięciu tomów zatytułowany "Patriarchowie i Prorocy", rozpoczyna się słowami:

"Bóg jest miłością. Cała Jego natura i Prawo to miłość. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Każdy przejaw siły twórczej stanowi objawienie nieskończonej miłości...".
  
Również ostatnia z tej serii, książka "Wielki Bój", kończy się tym samym stwierdzeniem:

"Wielki bój zakończył się. Nie ma już grzechu ani grzeszników... Od najmniejszego atomu do największego ciała we wszechświecie, wszystkie żywe istoty i martwe rzeczy, głoszą w swym nieskażonym pięknie i pełnej radości: Bóg jest miłością".
 
Cały ten pięcioksiąg zaczyna się i kończy zdaniami: "Bóg jest miłością", a pomiędzy tymi dwoma stwierdzeniami znajduje się plan zbawienia, przedstawiający Syna Bożego, toczącego z szatanem wielki bój w obronie Bożej miłości.
  
Kiedy ta sama autorka napisała książkę "Droga do Chrystusa", pierwotnie pierwszy jej rozdział mówił o potrzebie zbawienia człowieka. Bóg jednak polecił jej, aby również i tę książkę rozpoczęła od opisu Jego miłości. Wzięła więc pióro i zaczęła pisać:

"Bóg nie dał Jezusa jedynie po to, aby ... wziął na siebie grzechy świata i umarł za nie na krzyżu. On oddał Go upadłej ludzkości!
Ten, który był jedno z Ojcem, złączył się z ludźmi węzłem, który nigdy nie będzie rozerwany. Z tej to przyczyny nie wstydzi się nazywać ich braćmi (Hebr. 2,11). Stał się ofiarą za nas, Orędownikiem, Bratem, tym, który niesie nasze człowieczeństwo przed tron Ojca i przez wieczność pozostanie jedno z tym, którego odkupił - z człowiekiem...
Przyjęciem ludzkiej natury Chrystus wywyższa całą ludzkość. Grzeszni ludzie mogą rzeczywiście stać się godnymi miana dzieci Bożych... Ta miłość nie ma sobie równej. Możemy bowiem stać się dziećmi niebieskiego Króla. Co za drogocenna obietnica! Temat do najgłębszych rozmyślań! Niezrównana miłość Boga do świata, który Go nie miłował! Myśl ta wywiera przemożny wpływ na człowieka i uzdalnia serce do poddania się woli Bożej".

RODZAJE MIŁOŚCI

Bogu bardzo zależy na tym, abyśmy wiedzieli, jak wielką darzy On nas miłością i jak bardzo Jego miłość różni się od naszej.

Największą przeszkodą w dostrzeganiu tej różnicy jest to, że my rozpatrujemy Bożą miłość z punktu widzenia ludzkiej miłości, sprowadzając w ten sposób tę największą z Bożych cnót do poziomu niedoskonałego ludzkiego uczucia.

Jest tak między innymi dlatego, że nasz język,  w przeciwieństwie do języka, w którym napisany został Nowy Testament, jest w tym przypadku bardzo ubogi i na określenie miłości używa tylko jednego słowa. Gdy więc czytamy w polskim czy angielskim przekładzie Biblii, że Bóg jest miłością, często podświadomie mamy na myśli jedynie uczucie podobne ludzkiemu.

W czasie zaś, kiedy pisane były księgi Nowego Testamentu, w języku greckim istniały co najmniej cztery słowa określające miłość:

1.  STORGE:     Miłość między członkami rodziny.

2.  FILIA:         Miłość łącząca przyjaciół.

3.  EROS:        Zażyła miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną.

4.  AGAPE:       Niesamolubna, doskonała, bezinteresowna i wieczna Boża miłość.

Gdy więc pierwsi chrześcijanie czytali, napisany w języku greckim fragment 13 rozdziału 1 listu apostoła Pawła do Koryntian, który stwierdza, że miłość (AGAPE) nigdy nie ustaje, to wszyscy oni doskonale wiedzieli, że Paweł miał na myśli wyłącznie Bożą miłość. 

Zanim jednak napisany został Nowy Testament, największe znaczenie spośród tych czterech słów, miał rzeczownik EROS. Przy jego pomocy Grecy wyrażali najgłębsze i najwznioślejsze uczucia, mogące wpłynąć na człowieka do tego stopnia, że byłby on gotów oddać nawet swoje życie, ale jedynie za ukochaną osobę.
Platon nadał jej bardzo głębokiego znaczenia określając ją mianem "NIEBIAŃSKI EROS", potem nazwana została ona też "MIŁOŚCIĄ PLATONICZNĄ".

Pomimo tego jednak, w całym Nowym Testamencie, słowo "eros" nie zostało użyte ani razu. I nie było to dziełem przypadku, ale stało się tak, ponieważ Duch Święty, pod natchnieniem którego pisane były te księgi,  nie chciał, aby w celu wyrażenia Bożej i chrześcijańskiej miłości posłużono się słowem wyobrażającym niedoskonałą, skażoną grzechem, ludzką miłość.

W celu wyrażenia Bożej miłości, autorzy Nowego Testamentu posłużyli się bardzo mało wówczas znanym greckim słowem AGAPE, i na podstawie świętej historii życia i śmierci Syna Bożego nadali mu niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju znaczenia.

PODSTAWOWE RÓŻNICE MIĘDZY BOŻĄ I LUDZKĄ MIŁOŚCIĄ

Pomiędzy Bożą i ludzką miłością istnieje zasadnicza różnica, wynikająca z faktu, że Bóg jest doskonały i święty, człowiek zaś z natury grzeszny i samolubny.
Nienawrócony człowiek potrafi kochać tylko tych, którzy odwzajemniają jego uczucie lub przynajmniej są do niego przyjaźnie ustosunkowani, Bóg zaś jest w stanie miłować wszystkich, zarówno tych, którzy go miłują, jak i tych, którzy są do niego wrogo nastawieni:
  
Rzym. 5:8,10
"Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł...  Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego...".

By móc kochać, ludzka natura wymaga spełnienia pewnych warunków, AGAPE zaś "nie szuka swego" (1 Kor. 13:5), co oznacza, że jest miłością niesamolubną i bezwarunkową. Bóg miłuje spontanicznie, dlatego że sam w sobie jest po prostu miłością.

Dlatego też Jezus Chrystus wszystkim swoim naśladowcom nakazuje miłować nawet swoich nieprzyjaciół. Mamy miłować bezinteresownie wszystkich ludzi, nawet tych, którzy nam źle życzą!
Mamy miłować nawet tych, którzy o nas źle mówią, bezpodstawnie krytykują, obmawiają, mamy miłować osoby, które np. zostały wykluczone!

Czy to jednak oznacza, że miłując np. kogoś kto źle czyni mamy prawić mu komplementy lub nie ostrzegać go i nie mówić prawdy?

Oczywiście mamy mówić prawdę, ale z miłością!!!

Prawda musi być zawsze głoszona z miłością i odwrotnie, prawdziwa miłość nie może istnieć bez prawdy, bo to też może okazać się niebezpieczne.
Bardzo pomocne w zrozumieniu tej zasady jest porównanie dwóch pierwiastków, SODU i CHLORU.
Sód jest niezwykle aktywnym pierwiastkiem, występującym w naturze jedynie jako związek i zawsze związany jest z innymi pierwiastkami.
Chlor natomiast, to trujący gaz o charakterystycznym ostrym, drażniącym i nieprzyjemnym zapachu.
Ale, kiedy te dwa tak odmienne pierwiastki (sód i chlor) połączymy razem otrzymamy SÓL KUCHENNĄ, której używamy, aby poprawić smak spożywanych przez nas potraw.

Podobnie jest też z miłością i prawdą. Miłość i prawda są jak sód i chlor. Miłość bez prawdy, tak jak sód bez chloru, ma tendencję by wiązać się ze wszystkim, co napotka na swojej drodze. Bez prawdy miłość jest beztroska, ślepa, lekkomyślna i naiwna i zawsze ma tendencje do wiązania się z pierwszą lepszą teorią czy nauką, nawet jeśli jest ona fałszywa.

Prawda zaś bez miłości, w pewnej mierze przypomina chlor bez sodu, gdyż sama prawda głoszona bez miłości, może drażnić, niszczyć a nawet zabić. Sama prawda głoszona bez miłości może spowodować, ze ludzie odwrócą się od ewangelii, skazując się na śmierć.

Jeśli jednak, w naszym osobistym, czy zborowym życiu, prawda i miłość będą zawsze stanowiły dwa nierozłączne elementy naszego chrześcijańskiego życia, wówczas będziemy światłością świata, błogosławieństwem i tym, co Chrystus nazwał "SOLĄ ZIEMI". 

Niestety, smutną prawdą jest to, że o tej niezwykle ważnej zasadzie łączenia miłości z prawdą, zapomniała ogromna większość współczesnych ewangelicznych chrześcijan. Twierdzą oni, że w Nowym Przymierzu liczy się tylko miłość, a prawda związana choćby z dekalogiem już nas nie obowiązuje. Popełniają oni kardynalny błąd, koncentrując się wyłącznie na samej miłości i łasce, a lekceważąc całą prawdę. I nie jest to jedynie moja opinia, ale takie zdanie na ten temat wyraża obecnie, między innymi, jeden z największych w kościele protestanckim autorytetów, jakim bez wątpienia jest John Stott, który w artykule "ŁASKA  I  PRAWO" napisał:

"W dzisiejszych czasach należy szczególnie podkreślić Boże powołanie do posłuszeństwa moralnego (czyli do przestrzegania Bożych Przykazań), ponieważ sprzeciwiają się temu przynajmniej dwie grupy ludzi.
Pierwsza - to obrońcy tak zwanej "Nowej Moralności" rozwiniętej w latach sześćdziesiątych.
Twierdzą oni, że jedynym i absolutnym przykazaniem Bożym jest przykazanie miłości, a wszystkie inne prawa zostały zniesione i że sama miłość jest wystarczającym przewodnikiem postępowania chrześcijanina.
Zapominają oni  jednak, że  miłość potrzebuje wskazówek i właśnie takich wskazówek dostarczają Boże przykazania. Miłość nie znosi zakonu, ona go wypełnia (Rz 13, 8-10).
Po drugie, istnieją chrześcijanie ewangeliczni, którzy uważają, że twierdzenia Pawła "końcem zakonu jest Chrystus" (Rz.10,4) oraz "nie jesteście pod zakonem" (Rz. 6,14) oznaczają, iż chrześcijanie już nie są zobligowani do posłuszeństwa wobec moralnego zakonu Bożego. Próby wykonywania go, twierdzą, to "legalizm", który zaprzecza wolności, którą dał nam Chrystus. Jednak rozumieją oni Pawła niewłaściwie.  "Legalizm", który odrzucił Paweł to nie sam zakon Boży, lecz próba zdobycia przez posłuszeństwo Bożej przychylności i przebaczenia. On sam napisał, że nie jest to możliwe, gdyż "z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek" (Rz 3,20).
Usprawiedliwieni jednak jedynie przez łaskę Bożą, jesteśmy zobligowani zachowywać ten zakon i pragniemy to robić. A zatem, nasza chrześcijańska wolność, to wolność do okazywania posłuszeństwa, a nie nieposłuszeństwa".

Wypowiedź ta, której autorem nie jest adwentysta, ale jeden z najwybitniejszych na świecie protestanckich teologów, świadczy o tym, że kościoły protestanckie popełniły kardynalny błąd, oddzielając miłość od prawdy. Kościół Katolicki z kolei zaniedbał i jedno i drugie. Nam natomiast grozi jeszcze inne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że możemy mieć tendencje, by koncentrować się wyłącznie na prawdzie, zaniedbując przy tym miłość i łaskę!

Kolejna, niezwykle ważna cecha różniąca AGAPE od ludzkiej miłości, znajduje się również w 1 Kor. 13. 
Rozdział ten jest wspaniałą charakterystyką Bożej miłości, i powinien być przedmiotem naszych rozważań tak często, jak to możliwe:

RH July 21, 1904
"Pan pragnie, abym skupiła uwagę Jego ludu na trzynastym rozdziale pierwszego listu do Koryntian. Czytajcie ten rozdział każdego dnia".
  
Jedną z najważniejszych przymiotów Bożej miłości jest to, że w przeciwieństwie do ludzkiej, "AGAPE nigdy nie ustaje". (1 Kor. 13:8)

Niestety, o ludzkiej miłości nie można tego powiedzieć. Najlepszym tego dowodem jest rosnąca w zastraszającym tempie liczba rozwodów.
Ktoś powiedział kiedyś, że często dwoje ludzi przed ślubem nie może żyć bez siebie, a po ślubie ze sobą.
  
Bóg natomiast, nigdy nie przestaje kochać, bo AGAPE jest miłością nieśmiertelną, wieczną i ogarnia wszystkie stworzone przez Boga istoty, włącznie z grzesznymi ludźmi. Bóg nie może przestać miłować grzesznego człowieka, bo Jego miłość "nigdy nie ustaje".
Nie oznacza to oczywiście, że zbawieni będą także ci, którzy świadomie odrzucili dar zbawienia, gdyż Słowo Boże wyraźnie wyjaśnia, jaki spotka ich los:

2 Tes. 1:9
"Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego."
  
Niewątpliwie, wielu ludzi zginie drugą, wieczną śmiercią, ale stanie się tak nie dlatego, że Bóg przestał ich miłować, bo jest to niemożliwe, lecz dlatego, że nie chcieli oni złożyć swojego grzechu na barki Zbawiciela.
 

Na początku, kiedy Bóg stworzył Adama, jego udziałem była niesamolubna Boża miłość "agape". Gdy Adam zdecydował się zjeść zakazany owoc i podzielić los Ewy, to uczynił tak, między innymi dlatego, że jeszcze wówczas darzył Ewę tą nieprzemijającą miłością, i kochał ją bardziej niż samego siebie.   

Pomimo tego, iż doskonale wiedział, że konsekwencją tego czynu będzie śmierć, to zdecydował się podzielić los umiłowanej osoby. Ale kiedy już to uczynił i popełnił grzech, w tym samym momencie stracił AGAPE, a jej miejsce zajęła samolubna miłość:

PP, wyd. II, str.37:
"W wyniku popełnienia grzechu... miłość, która wcześniej była udziałem Adama i Ewy zniknęła bezpowrotnie".

Gdy Adam posiadał jeszcze AGAPE, był w stanie poświęcić dla Ewy nawet swoje życie, ale kiedy zgrzeszył i stracił tę niesamolubną miłość, wtedy usprawiedliwiając przed Bogiem swój grzech, zrzucił winę na Ewę, mówiąc:
"Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i jadłem".  1 Moj. 3:12  
  
Gdy potem to samo pytanie, Bóg zadał Ewie, ona również nie chciała przyznać się do winy, ale zrzuciła ją na węża.

W taki sposób zarówno Adam, jak i Ewa, w wyniku grzechu stracili prawo do posiadania AGAPE i wszyscy ich potomkowie, włącznie z nami przychodzą na świat pozbawieni tej największej wartości.

MIŁOŚĆ  PIOTRA

To właśnie brak miłości AGAPE, był głównym powodem tego, że Piotr zaparł się Chrystusa.

Podczas ostatniej wieczerzy Zbawiciel powiedział swoim uczniom, że wszyscy zaprą się Go tej nocy. Piotr jednak zasugerował, że choć inni uczniowie mogą faktycznie w czasie próby odwrócić się od Jezusa, to jego miłość do Mistrza jest tak mocna i trwała, że z pewnością się Go nie zaprze, nawet gdyby przyszło mu umrzeć z tego powodu.
Niestety, Piotr nie znał samego siebie i nie rozumiał, że jeszcze wtedy nie posiadał tej nigdy niekończącej się miłości AGAPE.
  
Niedługo potem, zgodnie z przepowiednią, Piotr trzy razy zaparł się Syna Bożego. A ponieważ w środowisku żydowskim zaparcie się Boga równoznaczne było z grzechem niewybaczalnym, Piotr był przekonany, że ten grzech nie będzie mu odpuszczony.
 
Z tego właśnie powodu, Chrystus, chcąc podnieść Piotra na duchu, polecił aniołowi, aby przybyłym do pustego grobu niewiastom powiedział:
"Idźcie, powiedzcie uczniom i Piotrowi...". Mar. 16:7
  
Tymi słowami, Zbawiciel chciał powiedzieć Piotrowi: "Jeśli myślisz, że skoro się mnie zaparłeś, to ja przestałem cię kochać, nie chcę cię znać i nie możesz już dłużej być moim uczniem, to jesteś w błędzie, bo moja miłość do ciebie jest wieczna. Ja nigdy nie przestanę cię kochać i jeśli tylko tego pragniesz, nadal możesz być moim uczniem".

I chociaż Pan Jezus wybaczył Piotrowi ten grzech, to przed swoim wniebowstąpieniem musiał odbyć z nim szczerą rozmowę, aby jeszcze dobitniej wskazać mu, co jest największą potrzebą każdego grzesznego człowieka.  
Zbawiciel, po swoim zmartwychwstaniu, ukazał się uczniom nad Morzem Tyberiackim i zadał Piotrowi trzy niezwykle ważne pytania, które stawia również dzisiaj każdemu, kto twierdzi, że jest chrześcijaninem:
  
Jan. 21:15
"Gdy więc spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, miłujesz (agapas) mnie więcej niż ci?"
  
Zadając to pytanie, Chrystus użył greckiego czasownika "agapao", aby Piotr nie miał wątpliwości, o jaką chodzi miłość.
Tak więc, Pan Jezus zapytał go o to, czy nadal uważa, że posiada miłość AGAPE, która nigdy nie ustaje i czy ciągle jeszcze sądzi, że jego uczucie względem swego Mistrza jest trwalsze i silniejsze niż to, które posiadali inni uczniowie.

Oto, jakiej odpowiedzi udzielił na to pytanie Piotr:
  
Jan. 21:15
"Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję (filo)".
  
Pozornie wygląda na to, że Piotr nadal uparcie twierdził, że posiada taką niezachwianą miłość, ale kiedy uważnie przeczytamy ten sam fragment w języku greckim, okaże się, że mówiąc "miłuję", Piotr nie użył czasownika "agapao", którym posłużył się Chrystus, ale "fileo", którego nie stosowano w celu wyrażenia Bożej miłości, lecz niedoskonałego ludzkiego uczucia, odnoszącego się do więzi istniejącej pomiędzy przyjaciółmi.
  
Piotr więc, odpowiadając na pytanie Jezusa, pokornie wyznał – "Tak Panie! Masz rację i wiesz, że ja jeszcze nie posiadam AGAPE, ale darzę Ciebie tylko taką ludzką miłością (FILIA), i dlatego zaparłem się Ciebie".

Gdy tymi słowami Piotr pokazał, że teraz już wie, co stanowi największą jego potrzebę, Zbawiciel powiedział do niego: "Paś owieczki moje." - Ponieważ już wiesz, że Boża miłość AGAPE nie jest jeszcze twoim udziałem, możesz teraz o nią prosić, a gdy ją otrzymasz, będziesz gotów, aby opiekować się tymi, którzy we mnie wierzą.

Potem, po raz drugi, Chrystus zadał Piotrowi to samo pytanie i otrzymał dokładnie taką samą odpowiedź, ale gdy powtórzył to pytanie po raz trzeci, dokonał pewnej zmiany:
  
Jan. 21:17
"Rzecze mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, miłujesz (fileis) mnie?"

Tym razem, z jakiegoś powodu, Chrystus, nie posłużył się czasownikiem "agapao", ale "fileo", co oznacza, że teraz, zapytał Piotra, czy miłuje Go taką niedoskonałą, odnoszącą się do przyjaźni, ludzką miłością.  Wtedy zasmucony Piotr szczerze odparł, że taką miłością na pewno Chrystusa darzy: 
  
Jan. 21:17
"Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Miłujesz (fileis) mnie?
I odpowiedział mu: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że cię miłuję (filo). Rzecze mu Jezus: Paś owieczki moje".

Piotr zasmucił się, nie dlatego, że Chrystus zadał to pytanie po raz trzeci, ale dlatego, że tym razem zapytał Piotra, czy na pewno ma dla Niego przynajmniej taki rodzaj miłości.

Piotr, niewątpliwie już wtedy darzył Chrystusa taką sympatią i szczerze chciałby dla Niego cierpieć, a nawet oddać swoje życie, ale miłość do samego siebie jeszcze wtedy była silniejsza niż uczucie, jakim darzył Zbawiciela.
Pan Jezus, jednak w swoim miłosierdziu pocieszył Piotra zapewniając go, że kiedyś nastanie taki czas, kiedy będzie mógł naprawić swój błąd i tym razem nie zaprze się swojego Zbawiciela, gdyż jego udziałem będzie wtedy nie jedynie FILIA, ale AGAPE.

DRUGA ŚMIERĆ NIEZBĘDNYM WARUMKIEM ZBAWIENIA CZŁOWIEKA

Śmierć, którą umierał nasz Zbawiciel, nie była zwykłą męczeńską śmiercią. Aby uzyskać prawo do zbawienia skazanego na wieczną śmierć człowieka, Syn Boży musiał sam zakosztować takiej samej śmierci, gdyż Słowo Boże jednoznacznie mówi, że zapłatą za grzech jest druga śmierć, czyli unicestwienie na zawsze:

 2 Tes. 1:7-9 
"... gdy się objawi Pan Jezus z nieba ze zwiastunami mocy swojej, w ogniu płomienistym, wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego".

Skoro karą za grzech jest wieczna śmierć, to w takim razie, jakim prawem Syn Boży mógłby zbawić nas od tej śmierci, jeśliby sam jej nie zakosztował?

W Rzym. 3:26  czytamy, że Bóg posłał Swojego Syna
"dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa".

Oznacza to, że usprawiedliwiając grzesznego człowieka, Bóg musiał postąpić sprawiedliwie, czyli zgodnie z wymaganiami swojego niezmiennego Prawa.
Ponieważ zaś, Prawo to, od każdego kto je przestąpił domaga się wiecznej śmierci, to i reprezentujący upadłą ludzkość Chrystus musiał takiej samej śmierci doświadczyć.

W liście do Hebr. 2:9, apostoł Paweł napisał, że
Chrystus "zakosztował śmierci za każdego".

Ale którą śmierć miał tu na myśli apostoł?

Nie ulega wątpliwości, że Chrystus nie mógł zakosztować pierwszej śmierci, by od niej nas zbawić, bo na przestrzeni wieków żyło wielu wierzących w Niego ludzi, którzy pomimo tego musieli tą pierwszą śmiercią umrzeć.
Gdyby ten rodzaj śmierci był zapłatą za grzech i gdyby Pan Jezus zbawił ich od niej, wówczas nie musieliby oni tą śmiercią umierać. Oznacza to, że apostoł Paweł, pisząc, że "Chrystus zakosztował śmierci za każdego", mógł mieć na myśli tylko drugą, wieczną śmierć, bo to właśnie ona stanowi ostateczną karę za grzech.

Potwierdza to również apostoł Jan, pisząc w księdze Objawienia, że nie pierwsza, ale wyłącznie druga śmierć (wieczna), nie ma nad wierzącymi mocy:

Obj. 20:6
"Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy...".
  
Dlaczego, natchniony przez Ducha Świętego Jan napisał, że ci, którzy uwierzyli w Chrystusa nie umrą drugą śmiercią?

Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna; żaden szczery chrześcijanin nie będzie musiał umierać na zawsze, bo znalazł się Ktoś, kto taką śmiercią już umierał w jego imieniu.
  
  
Pierwsza śmierć nie może być w ogóle karą za grzech, gdyż śmierć ta jest tylko pewnym okresem nieświadomości, poprzedzającym zmartwychwstanie wszystkich ludzi, zarówno sprawiedliwych, jak i bezbożnych.
Gdyby jedynie ta śmierć stanowiła karę za grzech, to wówczas oznaczałoby to, że faktycznie grzech nie pociąga za sobą żadnej kary, bo każdy niepokutujący grzesznik po doświadczeniu pierwszej śmierci zmartwychwstałby i żył wiecznie, nadal prowadząc swoje bezbożne oraz samolubne życie, coraz bardziej zatruwając wszechświat trucizną grzechu i egoizmu.

GETSEMANE

Aby móc nas zbawić, Syn Boży musiał przejść przez doświadczenie drugiej śmierci.

Istnieje wiele biblijnych argumentów potwierdzających prawdziwość tego twierdzenia. Jednym z nich może być doświadczenie, które było udziałem Jezusa podczas nocy poprzedzającej Jego męczeńską śmierć.

Zachowanie Zbawiciela w ogrodzie Getsemane świadczy o tym, że czegoś bardzo się lękał:
  
Mat. 26:37-39:
"I wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych, i począł się smucić i trwożyć (bał się). Wtedy mówi do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci (ang. - aż na śmierć, śmiertelnie); pozostańcie tu i czuwajcie ze mną. Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił; Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie...".

Łuk. 22:44
"I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię".

Biorąc pod uwagę fizjologię ludzkiego organizmu, tylko wyjątkowo silny stres, mógł spowodować podobny objaw.

Ten, przed którym drżały demony, teraz był śmiertelnie zatrwożony z powodu "kielicha", który sam miał wypić jako reprezentant upadłego rodzaju ludzkiego.
Najodważniejszy w całym wszechświecie Syn Boży, teraz tak bardzo czegoś się bał, że z Jego czoła spływał krwawy pot.

Żeby zrozumieć, co było powodem tej strasznej trwogi, jakiej doznał Pan Jezus w Getsemane, musimy na podstawie Biblii wyjaśnić, czego symbolem jest "kielich", wypicia którego Zbawiciel tak bardzo się obawiał:
  
Obj. 14:9-1
 "... Jeżeli ktoś odda pokłon zwierzęciu i jego posągowi i przyjmie znamię na swoje czoło lub na swoją rękę, to i on pić będzie samo czyste wino gniewu Bożego z kielicha jego gniewu i będzie męczony w ogniu i w siarce".

Ezech. 23:32-33
"Tak mówi Wszechmocny Pan: Z głębokiego i szerokiego kielicha swojej siostry pić będziesz, bo on wiele zmieści - będziesz pośmiewiskiem i szyderstwem. Upojenia i męki pełen będzie, kielichem zgrozy i zagłady".

Hab. 2:16  
"Przyjdzie i do ciebie kielich z prawicy Pana, i będziesz syt hańby zamiast chwały".

Na podstawie tych fragmentów można wysunąć wniosek, że "kielich" symbolizuje w Piśmie Świętym gniew Boży, który ma spaść na niepokutujących grzeszników. Gniew ten, jak to wynika z powyższych tekstów równoznaczny jest z zagładą, zgrozą,  odłączeniem się od Boga i wieczną śmiercią w ogniu.

Teraz wiemy, dlaczego Chrystus tak bardzo obawiał się wypicia tego "kielicha". Zaczynamy rozumieć, czemu z Jego czoła spływał krwawy pot.
Było tak, ponieważ wiedział, że zapłatą za grzech – nie Jego grzech, ale nasz – jest śmierć i to druga śmierć, rozstanie się z życiem na zawsze.
 
Skoro takie znaczenie ma słowo kielich, nic dziwnego, że ludzka natura Syna Bożego wzdragała się przed jego wypiciem.
Kiedy porównamy wrażenie, jakie na Chrystusie wywarła wizja zbliżającej się śmierci i stosunek do śmierci okazany przez Pawła, moglibyśmy dojść do wniosku, że był on bardziej odważny niż Syn Boży:

Dz.Ap. 21:10-14  
"A gdy przez dłuższy czas tam pozostawaliśmy, nadszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabus, I przyszedłszy do nas, wziął pas Pawła, związał sobie nogi i ręce i rzekł: To mówi Duch Święty: Męża, do którego ten pas należy, tak oto zwiążą Żydzi w Jerozolimie i wydadzą w ręce pogan.
A gdy to usłyszeliśmy, poprosiliśmy zarówno my, jak i miejscowi, aby nie szedł do Jerozolimy.
Wtedy Paweł odrzekł: Co czynicie, płacząc i rozdzierając serce moje? Ja przecież gotów jestem nie tylko dać się związać, lecz i umrzeć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa.
A gdy się nie dał nakłonić, daliśmy spokój i powiedzieliśmy: Niech się dzieje wola Pańska". 

W przeciwieństwie do Chrystusa, apostoł Paweł nie bał się, bo nie szedł na spotkanie śmierci, która jest zapłatą za grzech. On wiedział, że Ktoś inny zapłacił już tę karę w jego imieniu.
Paweł wiedział, że śmierć, która go czeka, to tylko nieświadomy, krótkotrwały sen, kończący się przebudzeniem do nowego cudownego życia.

Z tego też powodu w liście do Filipian, nie okazując żadnego lęku przed śmiercią wyznał:
"Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem". Filip. 1:21
  
Śmierć zaś, na której spotkanie szedł Pan Jezus nie była snem, ale odłączeniem od Boga i doświadczeniem Jego gniewu, przekleństwem Zakonu (Gal. 3:13) oraz zapłatą za grzech upadłej ludzkości.

SYMBOLIKA CIERNIOWEJ KORONY

Czy zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego na głowę Zbawiciela założono koronę z cierni? Z pewnością między innymi po to, żeby Go ośmieszyć, ale może miało to jakieś głębsze znaczenie?

Co w Biblii symbolizują ciernie?

1 Moj. 3:17-18:
17. A do Adama rzekł: ... przeklęta niech będzie ziemia z powodu ciebie! .....
18. Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym.

Hebr. 6, 7-8 (BG):
7. Albowiem ziemia, która często na się przychodzący deszcz pije i rodzi ziele przygodne tym, którzy ją sprawują, bierze błogosławieństwo od Boga;
8. Lecz która przynosi ciernie i osty, odrzucona jest i bliska przekleństwa, która na koniec bywa spalona.

A zatem, korona z cierni, podobnie jak kielich, może w Biblii symbolizować przekleństwo.

KRZYŻ I JEGO SYMBOLIKA

Wielu chrześcijan nie dostrzega tego, że Zbawiciel zakosztował za nas wiecznej śmierci, ponieważ patrzą oni na krzyż jedynie wzrokiem rzymskich żołnierzy, którzy widzieli tam tylko fizycznie cierpiącego człowieka.
Kiedy jednak popatrzymy na umierającego na krzyżu Jezusa z punktu widzenia Żydów, to możemy dostrzec tam coś, po zrozumieniu czego uczniowie Jezusa już nigdy nie byli tymi samymi uczniami.

Czym dla Izraelitów była śmierć krzyżowa?

Ten sposób wymierzania kary stanowił dla nich najbardziej hańbiący rodzaj śmierci i gardzili tą metodą uśmiercania.
Powszechnie stosowanym przez nich sposobem wymierzania grzesznikowi kary śmierci było kamienowanie.
Dlaczego więc podczas procesu Chrystusa, Żydzi tak bardzo nalegali na Piłata, aby Go ukrzyżował, skoro sami nie uznawali tej okrutnej metody uśmiercania?
  
Żydzi wymusili na Piłacie, aby zgodził się wydać Chrystusa na śmierć krzyżową, ponieważ tak naprawdę pragnęli oni dla Niego czegoś znacznie gorszego niż śmierć.
Wołając do Piłata, aby ukrzyżował Chrystusa, mieli oni na myśli to, co napisał Mojżesz odnośnie wymierzania kary zasługującym na śmierć grzesznikom:
  
5 Moj. 21:22-23
"A jeśli ktoś popełni grzech, pociągający za sobą wyrok śmierci, i poniesie śmierć, i ty powiesisz go na drzewie, to nie mogą jego zwłoki pozostać na drzewie przez noc, ale mają być pochowane tego samego dnia, gdyż ten który wisi, jest przeklęty przez Boga. Nie kalaj więc ziemi, którą Pan, Bóg twój, daje ci w dziedziczne posiadanie". 

Każdy osądzony i skazany na śmierć przez prawo Mojżeszowe przestępca, zwykle był kamienowany, a następnie zawieszany na palu lub drzewie, co miało oznaczać, że był nieodwołalnie odrzucony przez Boga.

Człowiek ten był przeklęty nie dlatego, że wisiał, ale to, że był zawieszony na drzewie stanowiło symboliczne świadectwo o tym, że zasłużył na to, by być przeklętym i odrzuconym zarówno przez Boga jak i ludzi.
Nic więc dziwnego, że kiedy Chrystus został ukrzyżowany, Jego uczniowie mieli wątpliwości, czy faktycznie jest On Synem Bożym, skoro zawisł na drzewie, co dla nich jako Żydów było równoznaczne z Bożym przekleństwem i odrzuceniem.
  
Znany komentarz do Pisma Świętego - "Matthew Henry's Commentary" - omawiając ten fragment sugeruje, że:
"Ci, którzy w tamtych czasach widzieli wiszącego pomiędzy niebem i ziemią człowieka, wiedzieli, że był on przeklęty i niegodny nie tylko nieba, ale nawet ziemi".

Wrogowie Chrystusa tak bardzo Go nienawidzili, że pragnęli dla Niego śmierci krzyżowej, bo myśleli, że jeśli zawiśnie On na drzewie (krzyżu) pomiędzy niebem i ziemią, wtedy według słów, które sam Bóg wypowiedział przez Mojżesza, stanie się przeklęty przez Boga. Żydzi zatem chcieli, żeby Jezus zginął na zawsze.


Niezwykłe, a dla wielu nawet szokujące jest to, że Pismo Święte podaje, iż faktycznie Syn Boży stał się takim przekleństwem, ale stał się nim za nas:

Gal. 3:13  
"Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie".

Oto, w jaki sposób komentuje ten fragment Ellen White:

Życie Jezusa, wyd. VII, str.588
"Chrystus, uosabiający ludzkość, miał cierpieć poza granicami Jeruzalem. Umarł w miejscu położonym na zewnątrz miasta, gdzie zgładzani byli zbrodniarze i mordercy. Pełne znaczenia są słowa: Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem" (Gal. 3,13).
 
Co  apostoł Paweł  pragnął dać do zrozumienia w Gal. 3,13 pisząc, że aby wykupić nas od przekleństwa zakonu, Chrystus sam musiał stać się takim przekleństwem?

Właściwą odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć tylko wówczas, gdy zrozumiemy, co autor miał na myśli mówiąc "przekleństwo zakonu".

Wyjaśnienie tego, czym jest owo "przekleństwo zakonu", znajduje się kilka wersetów wcześniej:
  
Gal. 3:10
"Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu".

Z powyższej wypowiedzi wynika, że przeklęci są ci wszyscy, którzy uważają, że dzięki swoim dobrym uczynkom zasługują na wieczność. Aby jednak jakikolwiek człowiek mógł poprzez uczynki zakonu uzyskać nieśmiertelność, musiałby, jak to wynika z tekstu, "wytrwać" w wypełnianiu nakazów tego zakonu, czyli wypełniać go doskonale nawet w umyśle i nigdy go nie przestąpić.
Ponieważ jednak żaden grzeszny człowiek nie jest w stanie tego warunku spełnić, więc każdy, kto w kwestii zbawienia nie polega na Chrystusie, ale na zakonie jest przeklęty, albo inaczej, zasługuje na wieczną śmierć.
  
Pamiętając zatem o tym, że zgodnie z Gal. 3,10 przekleństwem zakonu jest druga śmierć, przeczytajmy jeszcze raz to, co napisał Paweł 3 wersety dalej w Gal. 3,13:

"Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie".

Parafrazując ten fragment możemy odczytać go w następujący sposób:

"Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu (czyli od drugiej śmierci), stawszy się za nas przekleństwem (mając za nas udział w drugiej śmierci), gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie".

Tak więc, to że Chrystus "zawisł na drzewie" stając się za nas przekleństwem musi oznaczać, że jako reprezentant całej grzesznej ludzkości, sam przeszedł przez doświadczenie tej drugiej, wiecznej śmierci, będącej przekleństwem zakonu.


A  zatem "drzewo", czyli krzyż, również oznacza "przekleństwo".

To dlatego Paweł napisał w Gal. 6,14:
 "Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata".

TRZY DRZEWA

Jest taka piękna historia o trzech wysokich, wyniosłych i pięknych drzewach, które dawno temu rosły w lesie. Pierwsze drzewo modliło się o to, aby po ścięciu zbudowano z niego najwspanialszą budowlę, w której mogliby mieszkać najwięksi królowie i władcy świata.
Jednak, zamiast tego, deski tego drzewa posłużyły do budowy zwykłej stajni, w której mieszkały zwierzęta i drzewo uznało to za zniewagę dla swojego szlachetnego pochodzenia.
Jednak pewnego dnia, w stajni tej przyszedł na świat Chłopczyk, który był Synem Bożym i Zbawicielem świata.
Drugie drzewo modliło się o to, aby po ścięciu zbudowano z niego najpiękniejszy statek, na którym mogliby pływać najwięksi władcy świata. Ale drzewo to posłużyło do budowy zwykłej rybackiej łodzi.
Jednak pewnego dnia, do tej zwykłej rybackiej łodzi wszedł sam Syn Boży – Zbawiciel świata, i z łodzi tej, nad brzegiem jeziora Galilejskiego, wygłaszał najpiękniejsze kazania, jakich kiedykolwiek słuchać mogli ludzie.
Trzecie zaś drzewo usilnie prosiło Boga w modlitwach o to, aby nigdy nie zostało ścięte przez okrutną siekierę, i aby w nieskończoność już mogło swoją wysoką, piękną koroną wskazywać na niebo.
Niestety, również i tym razem nadszedł ten smutny dzień, kiedy przybyli drwale i przyłożyli ostrą siekierę do pnia tego drzewa. Wtedy zrozpaczone wołało do Boga: "Dlaczego?! Dlaczego?!".
Jednak pewnego dnia z pnia tego drzewa wyciosano dwie belki i zrobiono z nich krzyż, krzyż, który w nieskończoność już uwagę całego wszechświata kierować miał na niebo – źródło niepojętej miłości.

Fakt, że Chrystus umarł wisząc na krzyżu, był początkowo dla Żydów największą przeszkodą w uznaniu Go za  Mesjasza.

Ich stosunek do Jezusa zmienił się dopiero wówczas, gdy uświadomili sobie, że to przekleństwo, które spadło na Niego, miało być ich udziałem, i że nie umarł On z powodu swoich własnych grzechów, gdyż ich nie miał, ale "stał się przekleństwem za nas".

To, że Syn Boży stał się za nas przekleństwem oznacza, że w pewnym momencie wisząc na krzyżu (drzewie), czuł się tak, jak umierający na zawsze i odrzucony przez Boga grzesznik.

To właśnie z tego powodu, przechodząc niewyobrażalne cierpienia, zrozpaczony wołał do Ojca (Mat. 27:46): "Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?".

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w znanym nam dobrze fragmencie Ewangelii Jana (3,16):
"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał".

Chociaż faktycznie Bóg był wtedy bardzo blisko Swego Syna i cierpiał nie mniej niż On sam, to nie mógł dać Mu odczuć swojej obecności, gdyż Pan Jezus musiał wypić kielich gniewu Bożego do końca i poczuć się tak, jak umierający na zawsze grzesznik.
  
Bóg ma we wszechświecie niezliczoną ilość dzieci, które miłuje, lecz Syna, który był z Nim zawsze od wieczności, miał tylko jednego. I choć miłował Go tak jak nikogo w całym wszechświecie, to pozwolił, aby z naszego powodu doświadczył On niewyobrażalnych cierpień. To chyba najlepszy dowód na to jak niezwykłą obdarzył On nas miłością.
  
Pismo Święte nie mówi nic na temat tego, jak czuł się sam Bóg Ojciec w chwili, gdy Jego Umiłowany Syn pytał go, dlaczego ten, którego miłość towarzyszyła mu od wieczności teraz go opuścił. Możemy tylko domyślać się, że dla Boga było to równie strasznym i bolesnym przeżyciem, co dla Jego Syna. Bóg Ojciec niewątpliwie cierpiał razem z Chrystusem z miłości do nas i dla ratowania nas od wiecznej zguby. Było tak, dlatego, że stanowią oni doskonałą jedność. W taki sam sposób rozumiała tę kwestię siostra White, o czym świadczy to, co napisała ona w komentarzu do Mat. 27:45-46:

"Aniołowie cierpieli z Chrystusem.  Sam Bóg był ukrzyżowany razem z Nim, bo Chrystus był jedno z Ojcem".

"DOŚCIGNĘŁY MNIE NIEPRAWOŚCI MOJE, TAK, ŻE PRZEJRZEĆ NIE MOGĘ"


Pewien pastor, pracujący w Afryce jako misjonarz, któregoś razu zadał ciekawe pytanie grupie nawróconych tubylców:
- Jak myślicie - powiedział - ilu ludzi, waszym zdaniem, do tej pory zmarło na świecie?
- O, pastorze - odparli murzyni - miliony i miliony, tak wielu, że nikt ich nie zliczy!
- Mylicie się - powiedział misjonarz - do tej pory, tak naprawdę umarł tylko jeden człowiek - Jezus Chrystus, a wszyscy inni tylko zasnęli.
  
Jak dotąd, spośród wszystkich ludzi, jedynie Syn Boży zakosztował wiecznej śmierci.


Ktoś jednak mógłby zapytać: - Jak to możliwe, że Chrystus myślał, iż umiera drugą śmiercią, skoro wcześniej przepowiadał swoje zmartwychwstanie?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w Psalmie 40, który wyraża cierpienia i myśli umierającego na krzyżu Chrystusa:

Ps. 40:8-9
"Tedy rzekłem: Oto idę; w księgach napisano o mnie;
Abym czynił wolę twoją, Boże mój! ...

Ps. 40: 13, 16  (BG)   
"Albowiem ogarnęły mię niezliczone nieszczęścia; doścignęły mnie nieprawości moje, tak, że przejrzeć nie  mogę;...
Niech będą pohańbieni, (a niech się zawstydzą wszyscy,) którzy szukają duszy mojej, aby ją zatracić".

Wyrażając myśli umierającego Zbawiciela, natchniony Duchem Świętym psalmista napisał:

"Doścignęły mię nieprawości moje, tak, że przejrzeć nie mogę". Ps. 40: 13

Przytłaczający ciężar naszych grzechów sprawił, że Pan Jezus w pewnym momencie nie mógł "przejrzeć", czyli nie był w stanie widzieć swojego zmartwychwstania.
  
Podobne stwierdzenie znajduje się w książce "Życie Jezusa" (str. 598, wyd. IV):
 
"Gwałtowne kuszenie szatana nękało serce Jezusa. Zbawiciel nie mógł przebić się wzrokiem poza pokrywę grobu. Nie podtrzymywała Go nadzieja, że wyjdzie z grobu jako zwycięzca... Obawiał się, że grzech był tak wielką obrazą Boga, iż spowoduje Jego rozdzielenie z Ojcem na wieki. Chrystus odczuwał obawę, jakiej dozna grzesznik, gdy ustanie miłosierdzie dla upadłego świata. Z samej istoty grzechu wynikało, że jako na przedstawiciela ludzkości spadnie na Niego gniew Boży".
  
Te niezwykłe słowa świadczą o tym, że choć wcześniej Zbawiciel przepowiadał swoje zmartwychwstanie, to teraz przygnębienie było tak silne, że "nie mógł przebić się wzrokiem poza pokrywę grobu", "nie miał nadziei" na to, że zmartwychwstanie i myślał, że ponieważ stał się za nas grzechem i przekleństwem, to konsekwencje tej ofiary będą trwać wiecznie!
 
Gdy jednak Jezus podjął decyzję poświęcenia swojego życia na wieczną ofiarę za grzeszną ludzkość, wtedy poczucie nadziei zmartwychwstania wróciło i Zbawiciel mógł powiedzieć:

Łuk. 23:46
"Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego...". 
  
"Życie Jezusa", str. 600, wyd. VII:
"Wśród ciemności, pozornie opuszczony przez Boga, Chrystus wypił do dna kielich niedoli... I gdy w pokorze oddał się Bogu, poczucie utraty łaski Ojca minęło. Przez wiarę Chrystus zwyciężył".

PSALM 22

Nasz podziw dla umiłowanego Zbawiciela, dla Jego uniżenia, niewyobrażalnego poświęcenia oraz niesamolubnej miłości, potęguje się jeszcze bardziej, gdy czytamy Psalm 22, napisany wiele setek lat przed Jego  śmiercią.

Poniższe fragmenty tego psalmu pochodzą z nieco uwspółcześnionego przekładu jednego z dawnych polskich poetów:

"Boże mój, Boże mój wieczny,
Czemuś mnie opuścił w ten czas trwogi ostateczny?
Czemuś tak daleki od mego wybawienia,
Od krzyku mojego cierpienia?

Za dnia wołam, Boże mój, do Ciebie,
Czemu próśb nie chcesz przyjąć mych do siebie?
I w noc ciemną wołam, lecz wołanie moje,
Nieprzejednane mija ucho Twoje.

A przecież Panie, Boże sprawiedliwy,
Ty jesteś święty i litościwy,
I na wszystkie świata strony
Jaśnieje chwały Twej blask niewysłowiony.

Gdy ojcowie, gdy ojcowie nasi Tobą się szczycili,
Zawsze przez Ciebie wybawiani byli.
Ale ja, nie jestem człowiekiem, lecz robakiem wzgardzonym,
Przez ludzi odrzuconym, przez tłum zhańbionym.

Każdy, kto mnie widzi, ze mnie się naśmiewa,
Nos marszczy, wargi krzywi, głową kiwa;
Zaufał Panu, niechże go ratuje!
Niech go wybawi, skoro go miłuje!...

Tyś mnie wydobył z łona matki mojej,
I przy jej piersi bezpiecznym zachował w łasce swojej.
Jeszcze w pieluchach garnąłem się ku Tobie,
I już wtedy, Bogiem wiecznym obrałem sobie.

W tej strasznej niedoli, zmiłuj się nade mną,
Nie oddalaj się, bądź ze mną!

Wilki mnie zewsząd srogie otoczyły,
Zęby na mnie szczerzą, warczą, jakby za ofiarą pędziły.
Szczęki na mnie rozwarły straszliwe,
Jak lew srogi, co pożera zwierzę żywe.

Jak wosk płynie, kiedy słońce grzeje,
Tak moje serce z tęsknoty topnieje.
Cała moc moja i siła wrodzona,
Wyschła jak skorupa w ogniu wypalona.

Do podniebienia przylgnął język mój spragniony,
Już grób swój widzę, straszny, otworzony!

Przebili ręce i nogi me przebili,
Wszystkie me kości przez skórę zliczyli.
Podzielili się między sobą moimi szatami,
A o suknię moją rzucali kościami.

Ale ty, mój Panie, racz nie odstępować!
Tyś moją siłą, Ty chciej mnie ratować!
A ja Twe Imię braciom mym objawię,
We wszystkich zborach chwałę Twą rozsławię!

Wy, którzy Panu w bojaźni służycie,
I z Jakubowym domem się liczycie,
Chwalcie Pana, Imię Jego wszędzie wysławiajcie!
Jego w swych sercach głęboko chowajcie!

Bo On nie gardzi prośbą strapionego,
I nie ukrył przede mną oblicza swojego.
Usłyszał płacz mój, gdym o ratunek prosił.
Przeto po całym świecie będę o Nim głosił!

Wdzięczni Panu będą ci, co go szukają,
Bo ich serca w pokoju wieczność przetrwają.

ŚMIERĆ ALBO ŻYCIE


Obarczony naszym człowieczeństwem i naszymi grzechami, sprawiedliwy i bezgrzeszny, reprezentujący upadłą ludzkość Syn Boży stał się za nas "przekleństwem" (Gal. 3,13) i "grzechem" (2Kor. 5:21).

Spełnienia tego warunku domagało się od nas niezmienne Prawo Boże, skazujące nas na śmierć za jego przestąpienie.

Ponieważ Zbawiciel wiedział, co stanowi karę za złamanie Prawa i jak bardzo odrażającym i ohydnym był dla Boga grzech, w pewnym momencie uczucia zaczęły Mu podpowiadać, że jeśli nie zstąpi z krzyża, to stanie się wiecznym gwarantem zbawienia ludzkości.

I w tym dramatycznym momencie, Syn Boży musiał podjąć decyzję; zbawić ludzkość i zginąć, albo ratować siebie, skazując w ten sposób nas na pewną śmierć i odbierając nam wszelką nadzieję na ratunek.

Nie ma wątpliwości, co do tego, że nawet wisząc na krzyżu, Syn Boży z łatwością mógł ocalić swoje życie. 

Na jakiej podstawie możemy przypuszczać, że mógł zstąpić z krzyża?
  
Było to możliwe, bo chociaż był człowiekiem, to nadal był również Bogiem i nikt nie mógł odebrać Mu prawa decydowania o swoim losie, a także dlatego, że nawet jako człowiek nigdy nie zgrzeszył, zachowując doskonałą sprawiedliwość i świętość.
  
O tym, że Chrystus mógł zstąpić z krzyża świadczy również to, że sprawca zła trzykrotnie Go do tego namawiał.

Diabeł nigdy nie będzie kusił mnie, żebym zamienił kamienie na chleb, bo wie, że dla mnie byłoby to niemożliwe, ale kiedy namawiał do tego Chrystusa, to wiedział, że On mógł tego dokonać. Skoro więc starał się nakłonić Zbawiciela do tego, by ratował samego siebie, to znaczy, że było to możliwe:

"Jeżeli jesteś Synem Bożym, (...) zstąp z krzyża". Mat. 4,3.6

Podczas kuszenia na pustyni szatan również oświadczył Jezusowi:
"Jeżeli jesteś Synem Bożym, (...) rzuć się w dół".

"Życie Jezusa", wyd. VII, str. 593:
"Teraz szatan ze swymi złymi aniołami obecny był w ludzkiej postaci pod krzyżem".
 
 Łuk. 23:35-37,39
"A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś naśmiewali się, mówiąc: Innych ratował, niechże ratuje samego siebie, jeżeli jest Chrystusem Bożym, tym wybranym.
Szydzili z niego także i żołnierze, podchodząc doń i podając mu ocet, I mówiąc: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, ratuj samego siebie".
Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas".


Czy Syn Boży mógł jednocześnie zbawić "siebie i nas"?


Było to niemożliwe, ponieważ faktycznie reprezentował On całą grzeszną ludzkość, na którą wydany został nieodwołalny wyrok śmierci.
To nie bezgrzeszny Syn Boży zasłużył na śmierć, ale my, więc również my musieliśmy zostać ukarani.
Z tego właśnie powodu Jezus poprzez przyjęcie naszego człowieczeństwa stał się naszym reprezentantem, stał się nami i gdy On umarł, to jednocześnie w Nim został ukarany śmiercią każdy z nas:

Rzym. 6:6-7  
"Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany...; Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu".

Gal. 2:20
"Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus".

2 Kor. 5:14  
"Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli".

Nasza śmierć w Chrystusie była jedyną metodą zbawienia pozwalającą na to, aby słuszne wymagania Prawa spełniły się na nas, i abyśmy ponosząc karę śmierci mogli nadal żyć.
  
Gdyby więc Syn Boży zstąpił z krzyża, wtedy my nie zostalibyśmy ukarani (w Nim) i Prawo nadal domagałoby się od nas śmierci, jako zapłaty za grzech.

Gdyby Zbawiciel nie zechciał pozostać na krzyżu i umrzeć w naszym imieniu, byłoby to równoznaczne z końcem naszych nadziei na zbawienie, a reakcja apostoła Jana na wołanie anioła pytającego o to, kto jest godny otworzyć księgę żywota rodzaju ludzkiego, zakończyłyby się słowami:
"I płakałem bardzo, że nie znalazł się nikt godny otworzyć księgę ani do niej wejrzeć". Obj. 5:4
  
Na szczęście, chociaż Syn Boży musiał dokonać wyboru między sobą a nami, to na oczach całego wszechświata wybrał życie wieczne dla nas a wieczną śmierć dla siebie.

Tylko dzięki tej nieprawdopodobnej ofierze, jeden ze starców mógł z radością powiedzieć do zrozpaczonego Jana i każdego, kto uwierzy:
"Nie płacz! Zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawidowy, i może otworzyć księgę, i zerwać siedem jej pieczęci" (Obj. 5:5).
  
I natychmiast po usłyszeniu tych pocieszających, cudownych słów, Janowi dano zobaczyć, komu ludzkość zawdzięcza swoje zbawienie:

Obj. 5:5-6    
"I widziałem pośrodku między tronem a czterema postaciami i pośród starców stojącego Baranka jakby zabitego".
  
Baranek, czyli Chrystus był "jakby zabity", bo choć faktycznie Jego reprezentujące ludzkość upadłe człowieczeństwo zmarło wieczną śmiercią, to trzeciego dnia zmartwychwstało nowe, przemienione, pod każdym względem doskonałe i uwielbione człowieczeństwo.

Poza tym, musimy pamiętać, że Chrystus cały czas był też Bogiem i Jego boska natura nie mogła umrzeć drugą śmiercią:
 
SDA Bible Commentary, E. White Comments, vol. V, p. 1113 
"Kiedy Chrystus został ukrzyżowany, wtedy umarła Jego ludzka natura. Boskość nie umarła, to byłoby niemożliwe".

Skoro, na krzyżu drugą śmiercią umarła ludzka natura Chrystusa, to musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: jaka to była natura, grzeszna czy bezgrzeszna?
Na krzyżu nie umarła ludzka natura Adama sprzed upadku, gdyż ta natura była doskonała i święta i nie mogłaby nawet umrzeć, tym bardziej że druga śmierć jest wyłącznie zapłatą za grzech.
Na krzyżu mogła umrzeć na zawsze jedynie upadła ludzka natura i tak faktycznie było!
  
Nie wiemy, co stało się z boską naturą Chrystusa po Jego śmierci; może została ukryta w Bogu, może "zasnęła" na trzy dni?
Nikt z nas tego nie wie i z pewnością w tym życiu pozostanie to dla nas tajemnicą.

Najistotniejsze jest jednak dla nas to, że nasza, reprezentacyjna ludzka, skazana na śmierć natura Chrystusa, poprzez przyjęcie której Syn Boży mógł reprezentować nas w walce z grzechem i śmiercią, zawisła na krzyżu (drzewie) wraz z Nim.
Dzięki temu i wierząc w to, wraz z Pawłem możemy powiedzieć:

Rzym. 6:6
"... nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione".

Oznacza to, że nasze grzeszne, stare potępione i skazane na śmierć życie zostało wraz z Chrystusem ukrzyżowane, aby unicestwione zostało "GRZESZNE CIAŁO", czyli nasza upadła natura.

Rzym. 6:8
"Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy".

ZŁOTY KWIAT

Ta prawdziwa historia wydarzyła się w Tajwanie. W kraju tym istniał stary, chiński zwyczaj, który polegał na tym, że rodzice wybierali dziewczynę na żonę dla swojego syna.
Pewni bogobojni i doświadczeni rodzice, któregoś dnia powiedzieli do swego syna:
- Wreszcie znaleźliśmy dla ciebie odpowiednią dziewczynę, za trzy tygodnie odbędzie się wasz ślub!
Ten młody człowiek z wielką niecierpliwością czekał na dzień, w którym będzie mógł poznać swoją żonę.
Wreszcie nastał dzień ślubu. Wprowadzono pięknie ubraną pannę młodą. Zgodnie ze zwyczajem jej twarz była zakryta. Na imię miała ona Złoty Kwiat.

Gdy ceremonia zaślubin skończyła się i zostali już tylko we dwoje, w końcu mógł zdjąć welon z jej twarzy, ale kiedy to zrobił, zaskoczony zauważył, że twarz jego żony była brzydka. Rzucił więc welon na ziemię i w przypływie złości uciekł z domu. Długo rodzice starali się przekonać go, że choć dziewczyna nie jest najładniejsza, to jest wspaniałą chrześcijanką, ma bardzo dobry charakter, jest pracowita, mądra i nigdy nie znaleźliby dla niego lepszej żony.

W końcu, po sześciu miesiącach nieobecności, uległ namowom rodziców i wrócił do domu, ale choć zgodził się żyć ze swoją żoną, to nigdy nie wyszedł z nią na zewnątrz ani nie przyprowadził do domu żadnego przyjaciela. Wstydził się jej tak bardzo, że pragnął nawet, aby umarła.
Po pewnym czasie urodziła się im córeczka. Gdy dziewczynka miała dwanaście lat, nagle zaczął coraz gorzej widzieć na jedno oko, a niedługo potem także i drugie oko było coraz mniej sprawne. Bardzo zaniepokojony stanem swojego zdrowia udał do lekarza, który po przeprowadzeniu szczegółowych badań, powiedział:
- Ma pan bardzo rzadką chorobę oczu. Jest tylko jeden sposób na uratowanie pana wzroku. Jest to przeszczep rogówek. Niestety operacja ta kosztuje aż ponad pięćset dolarów, a poza tym jest bardzo długa lista osób czekających w kolejce na rogówki. Tak więc przykro mi, ale muszę pana poinformować, że prawdopodobnie straci pan wzrok...

Gdy jego żona dowiedziała się o tym nieszczęściu, powiedziała do niego:
- Przez długi czas nocami robiłam kosze i uzbierałam pięćset dolarów. Proszę, weź te pieniądze na operację.
- Operacja to jeszcze nie wszystko - odparł - potrzebne są rogówki, na które czeka w kolejce wielu ludzi. Zapomnij o tym...
Kilka dni później zadzwonił do niego ktoś ze szpitala i powiedział:
- Mamy dla pana rogówki! Proszę natychmiast przyjechać do szpitala na operację!
Po operacji, kiedy odzyskał przytomność i zdjęto bandaże, lekarz zapytał:
- Czy widzi pan coś?
- Tak - odparł - ale słabo, jakieś światło...
- To wspaniale! - powiedział zadowolony lekarz. - Widzi pan światło lampy, udało się! Za trzy tygodnie może pan wracać do domu. Będzie pan widział.

Następnego dnia, do szpitala przyszła odwiedzić go jego córka:
- Tato, tak się cieszymy, że operacja udała się, czy mama może przyjechać do szpitala odwiedzić cię?
- Nie - odparł szybko - nie chcę jej tutaj widzieć. Ty sama przyjedź za trzy tygodnie. Zabierzesz mnie do domu taksówką.

Trzy tygodnie później, jego córka przyjechała zabrać go do domu. W drodze powrotnej powiedział:
- Słyszałem, że jakiś człowiek miał wypadek, i że przed śmiercią zgodził się ofiarować mi swoje rogówki. Muszę pojechać na cmentarz, żeby uczcić tego człowieka.
Gdy wrócili do domu i weszli do środka, widząc żonę niosącą tacę z kuchni, nieco zakłopotany powiedział:
- Chciałbym podziękować ci za te pięćset dolarów, które dałaś mi na operację...
Słysząc to, jego żona zaczęła cicho płakać, i wtedy uświadomił sobie, że po raz pierwszy za coś jej podziękował.

Nagle, ich córka zaczęła głośno płakać i zanosić się od łez:
- Mamo, musisz mu to powiedzieć! Powiedz mu prawdę! On nie wie, że oddałaś mu swoje rogówki!
Kiedy to usłyszał, natychmiast podszedł do swojej żony, odwrócił ją i spojrzał w oczy; nie było tam rogówek...
- Dlaczego to zrobiłaś?! - zapytał zdumiony tym, co zobaczył. - Dlaczego oddałaś mi swój wzrok?!
- Zrobiłam to, bo jesteś moim mężem - odparła cicho i skłoniła swoją głowę na jego ramieniu.
Wtedy on powiedział:
- Złoty Kwiat.
Po raz pierwszy wypowiedział jej imię, po czym klęknął u jej stóp.

Aby ratować nas od wiecznego zatracenia, Syn Boży zdecydował się poświęcić dla nas wszystko.

To dla nas zniósł cierpienie, którego człowiek nigdy nie będzie w stanie zrozumieć, dla nas stał się grzechem i przekleństwem. By móc otworzyć nam bramy raju, zdecydował się ponieść najwyższą z możliwych ofiar.

Świadomość tego, jak bardzo Zbawiciel dla nas ryzykował i jak wiele poświęcił, sprawia, że pragniemy poddać Mu swoje życie i okazać wypływającą z głębi serca wdzięczność, klękając u Jego stóp i z uwielbieniem mówiąc: "Złoty Kwiat".

"KREW I WODA"

Czy zastanawialiśmy się, dlaczego Pan Jezus zmarł o wiele wcześniej niż inni skazani na śmierć krzyżową ludzie?
  
Śmierć w wyniku ukrzyżowania następowała zwykle dopiero po upływie trzech do siedmiu dni czyli ok. 70 do 180 godzin. Chrystus natomiast zmarł po zaledwie 6 godzinach.

Z tego właśnie powodu, kiedy Józef z Arymatei przyszedł do Piłata, aby poprosić go o ciało Jezusa, Piłat był tak zaskoczony tym niespotykanie szybkim zgonem, że wezwał setnika, aby upewnić się czy to prawda:

Mar. 15:43-45  
"Przyszedł Józef z Arymatei, znakomity członek Rady, który też oczekiwał Królestwa Bożego; on śmiało wszedł do Piłata i prosił o ciało Jezusa. A Piłat zdziwił, się że już umarł; i przywołał setnika, i zapytał go, czy dawno umarł. I dowiedziawszy się od setnika, darował ciało Józefowi".

Fakt, że śmierć Zbawiciela nastąpiła nienaturalnie szybko, jak na tę metodę uśmiercania, oznacza, że nie była ona wynikiem przybicia do krzyża.

O tym, co było prawdziwym powodem śmierci Chrystusa możemy dowiedzieć się na podstawie Ew. Jana 19:32-35:

"Przyszli więc żołnierze i połamali golenie pierwszemu i drugiemu, którzy z nim byli ukrzyżowani; A gdy podeszli do Jezusa i ujrzeli, że już umarł, nie połamali goleni jego; Lecz jeden z żołnierzy włócznią przebił bok jego i zaraz wyszła krew i woda.
A ten, który to widział, dał o tym świadectwo, a jego świadectwo jest prawdziwe; i on wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli".

Dlaczego Jan tak usilnie próbuje zapewnić nas, że to co napisał jest prawdą?

To, że z boku Chrystusa wypłynęła krew jest czymś oczywistym, ale skąd wzięła się tam woda?

Czy wytłumaczenie tego zjawiska można znaleźć we współczesnych podręcznikach medycznych?

Poszperałem trochę w książkach i znalazłem kilka interesujących wyjaśnień:

Mięsień sercowy znajduje się w worku osierdziowym, którego wnętrze wypełnione jest niewielką ilością płynu osierdziowego, wyglądem przypominającego wodę.
Specjaliści podają jednak, że w wyniku stanu zapalnego mięśnia sercowego lub skrajnej niewydolności krążenia krwi, może dojść do nagromadzenia się płynu osierdziowego w worku osierdziowym.

ENCYKLOPEDIA ZDROWIA:
"W wyniku jednak skrajnie słabego krążenia krwi, może dojść do "nagromadzenia się niezapalnego (przesiękowego) płynu w worku osierdziowym, które jest następstwem m.in. niewydolności krążenia" (Mała Encyklopedia Zdrowia, wyd. VIII, tom II, str. 847)  

Takie skrajne osłabienie krążenia krwi z pewnością miało miejsce w  wyniku ukrzyżowania u Chrystusa.
Niewydolność Krążenia spowodowała, że w worku osierdziowym Chrystusa nagromadziło się dużo płynu osierdziowego (wody), i kiedy ogromny stres wynikający z niewyobrażalnego smutku i przygnębienia sprawił, że serce Zbawiciela pękło, wtedy z worka osierdziowego wydostała krew zmieszana z duża ilością przypominającego wodę płynu osierdziowego.
Gdy potem jeden z żołnierzy przebił włócznią bok Zbawiciela, natychmiast wypłynęła z niego krew i woda, co dowodzi, że śmierć Syna Bożego nastąpiła w wyniku pęknięcia serca.
 
"Życie Jezusa", str. 612, wyd. VII
"To nie cios włóczni i ukrzyżowanie spowodowały śmierć Jezusa. Ten krzyk wydany "wielkim głosem" (Mat. 27,50; Łuk. 23,46) w chwili śmierci oraz strumień krwi i wody, które wyciekły z przebitego boku, świadczą o tym, że śmierć nastąpiła w skutek pęknięcia serca. Serce to pękło z powodu duchowej męki, bowiem zostało porażone grzechami świata".

Dlaczego Serce Chrystusa pękło?

Pękło, ponieważ zostało porażone moimi grzechami!

Jeśli więc ja o tym wiem i nadal Jezus nie jest najważniejszą Osoba w moim życiu, to można skomentować to tylko jednym  słowem:
WSTYD!!!

I dokładnie w ten sposób ujęła to E. White w książce Droga Do Chrystusa:
"Czy czujesz, że oddanie Chrystusowi wszystkiego jest zbyt wielką ofiarą? Postaw sobie pytanie: "Co Chrystus za mnie dał?" Syn Boży dał wszystko - życie, miłość i cierpienie. Czy to możliwe, abyśmy, niegodni tak wielkiej miłości, odmówili Jemu naszych serc?
Gdy rezygnujemy ze wszystkiego, z czego właściwie rezygnujemy? Splamione grzechem serce dajemy Jezusowi, by je oczyścił własną krwią i zbawił swą bezkresną miłością! A ludzie nadal myślą, że trudno jest oddać wszystko. Wstyd mi, gdy o tym słyszę, wstyd nawet pisać".

"ABY MIŁOŚĆ, KTÓRĄ MNIE UMIŁOWAŁEŚ, W NICH BYŁA"

Początkowo, uczniowie Jezusa, widząc Swojego Mistrza wiszącego na krzyżu pomiędzy niebem a ziemią i uosabiającego przekleństwo, mieli wątpliwości, czy rzeczywiście jest On Mesjaszem, skoro Bóg pozwolił, by potraktowano Go w tak haniebny sposób?

Ale, kiedy Zbawiciel zmartwychwstał i gdy uczniowie zrozumieli, że to dla nich musiał przejść te niewyobrażalne cierpienia i znosić to wielkie poniżenie, wtedy ta niepojęta miłość tak bardzo poruszyła ich serca, że nigdy już nie byli tymi samymi uczniami. 

Wszyscy z miłości dla Pana umarli męczeńską śmiercią, oprócz Jana, który zgodnie z obietnicą Chrystusa zmarł śmiercią naturalną, pomimo tego, że poddawano go torturom i bezskutecznie próbowano pozbawić życia gotując w smole.
  
Nawet Piotr, który wcześniej trzykrotnie zaparł się Pana, po tym, co zobaczył na Golgocie zmienił się do tego stopnia, że gdy Rzymianie chcieli go ukrzyżować, powiedział, że nie jest godzien umierać tak jak Zbawiciel i poprosił swoich oprawców, aby ukrzyżowano go do góry nogami.
  
Co było powodem tego, że uczniowie Chrystusa tak bardzo się zmienili, że stali się pokorni, okazujący sobie nawzajem miłość i bezgranicznie ofiarni? Co było powodem tego, że szli "za Barankiem dokądkolwiek On idzie" (Obj. 14:4) nawet na śmierć?
  
Powodem tej niezwykłej zmiany było to, że w wiszącym na "drzewie" Synu Bożym zobaczyli miłość, która "przewyższa wszelkie poznanie" i dlatego, że zostali porwani tą niesamolubną i wieczną miłością.
  
Dzięki świadectwu apostołów, a także nauce, którą na podstawie wielu objawień głosił Paweł, również pierwsi chrześcijanie doskonale rozumieli ukrytą w krzyżu głębię Bożej miłości. Miała ona tak wielki wpływ na ich życie, że byli oni "światłością świata" i Ewangelia głoszona była z wielką mocą, a kościół Chrystusa rozwijał się w ogromnym tempie.
  
Niestety z upływem czasu udało się diabłu sprawić, że chrześcijanie zagubili tę cudowną naukę o krzyżu i przez wiele wieków kościół nie znał prawdy o tym, że Chrystus zakosztował za nas wiecznej śmierci.
  
Ponieważ książę ciemności wie, że zrozumienie tego, co faktycznie wydarzyło się na Golgocie może porwać grzesznika do Boga i rozbudzić uczucie miłości do Niego, robi wszystko, aby nie dopuścić do tego, by człowiek zrozumiał, co oznaczają słowa: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem". (Gal. 3:13)
  
Nawet dzisiaj, spośród wielu chrześcijańskich społeczności, osobiście znam tylko jeden kościół, który oficjalnie naucza tej bezcennej prawdy o tym, że aby nas zbawić Syn Boży musiał przejść przez doświadczenie drugiej śmierci.

Poniższy cytat pochodzi z książki "Adwentyści Wierzą", która stanowi zbiór 27 fundamentalnych doktryn tego kościoła:
 
"Śmierć, której Chrystus zakosztował za wszystkich była wieczną śmiercią - pełnym przekleństwem śmierci".
  
Ta zdumiewająca i mająca uzasadnienie biblijne prawda powinna być przedstawiona każdemu człowiekowi, dlatego że daje ona najlepszą motywację do odwzajemnienia Bożej miłości i może stanowić punkt zwrotny w życiu wielu ludzi.

Na początku, Bóg stworzył człowieka, jako istotę doskonałą, której udziałem była miłość AGAPE. Niestety grzech spowodował, że miłość ta zniknęła, a jej miejsce zajęła przesadna miłość do samego siebie.

Z tego powodu, wszyscy przychodzimy na ten świat pozbawieni tej największej wartości i nikt z nas nie jest w stanie o własnych siłach wykazać się posiadaniem takiej miłości.

Agape może stać się naszym udziałem tylko wtedy, gdy w modlitwie zaprosimy do naszych serc Jezusa Chrystusa.

On sam niedługo przed swoją śmiercią modlił się o to, aby wraz ze swoją miłością mógł w nas zamieszkać:

"I objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość (AGAPE), którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich". Jan. 17:26

Każdego dnia powinniśmy prosić naszego Zbawiciela, aby mieszkał w naszych sercach i ponownie objawił światu swoją miłość, tym razem poprzez Jego obecność w nas.

Jeśli codziennie poświęcimy czas na to, aby patrzeć na Objawioną w życiu Syna Bożego miłość, czytając, rozmyślając i rozmawiając o Nim, wtedy w naszym życiu spełni się wspaniała obietnica:
  
"My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Duch Pański". 2 Kor. 3:18

Czytając o Chrystusie w Piśmie Świętym, rozmawiając, rozmyślając, śpiewając i słuchając o Nim, dajemy Duchowi Świętemu podstawę do tego, aby wlewał w nasze serca coraz więcej Bożej miłości i przekształcał nasze charaktery na podobieństwo doskonałego charakteru Jezusa.

To, w jaki sposób, z natury egoistyczny człowiek może odzwierciedlić miłość Chrystusa, najlepiej może świadczyć historia życia apostoła Jana:
  
"Nawet umiłowany uczeń Jezusa, który był najwierniejszym odbiciem swego Pana - apostoł Jan, nie miał dobrego charakteru od urodzenia. Był nie tylko zachłanny i żądny honorów, ale także porywczy i mściwy, kiedy go obrażano. Jednak gdy objawiony mu został boski charakter Chrystusa, dostrzegł swoje braki i ukorzył się. Jego dusza wypełniła się podziwem i miłością, po tym co dostrzegał w codziennym życiu Syna Bożego (Jezusową siłę i cierpliwość, majestat i pokorę, moc i czułość). Dzień po dniu jego serce zbliżało się coraz bardziej do Chrystusa, aż Jan w miłości do swego Mistrza zupełnie zatracił poczucie miłości własnej, a obraźliwy i ambitny charakter poddał się kształtującej mocy Chrystusa. Odradzający wpływ Ducha Świętego odnowił jego serce. Moc miłości Chrystusa przekształciła charakter. Taki jest pewny efekt łączności z Chrystusem. Gdy Chrystus przebywa w sercu, cała natura ulega przeobrażeniu. Pod wpływem Ducha Chrystusowego i Jego miłości serce mięknie, a dusza się korzy. Rodzą się myśli i pragnienia dążności do Boga i nieba". (Droga do Chrystusa, wyd. XI, str. 68-69)

Pismo Święte podaje wiele przykładów ludzi, którzy chociaż z natury byli grzeszni, to dzięki wierze w Syna Bożego i społeczności z Bogiem posiedli tan największy dar - Bożą miłość.

Jednym z takich przykładów może być Mojżesz, który prosił Boga, aby wymazał go z księgi żywota w zamian za darowanie winy Izraelowi:

2 Moj. 32:31-33
"Wrócił tedy Mojżesz do Pana i rzekł: Oto lud ten popełnił ciężki grzech, bo uczynili sobie bogów ze złota.
Teraz, racz odpuścić ich grzech, lecz jeżeli nie, to wymaż mnie ze swojej księgi, którą napisałeś.
I rzekł Pan do Mojżesza: Tego, kto zgrzeszył przeciwko mnie, wymażę z księgi mojej".

W czasach Nowego Testamentu, podobną ofiarę chciał złożyć apostoł Paweł:
 
Rzym. 9:3 (BT)
"Wolałbym bowiem sam być pod klątwą [odłączony] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami".

Miłość Boża bez wątpienia była również udziałem Szczepana, gdyż bez AGAPE, nie mógłby on miłować swoich wrogów oraz oprawców i modlić się za nimi, i to w chwili, gdy odbierali mu życie:

Dz.Ap. 7:54-60
"I kamienowali Szczepana, który się modlił tymi słowy: Panie Jezu, przyjmij ducha mego. A padłszy na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im grzechu tego. A gdy to powiedział, skonał".

Również dzisiaj, udziałem każdego, kto tylko tego pragnie może być ten bezcenny i największy spośród Bożych darów - niesamolubna i nigdy nieustająca miłość AGAPE, która jest największą wartością, jaką może uzyskać człowiek. 

Pewien nieżyjący już kaznodzieja, osobiście opowiadał mi o tym, jak kiedyś razem ze swoim małym synkiem stał na peronie, czekając na pociąg. W pewnym momencie, ku swojemu przerażeniu zauważył, że chłopiec spadł z peronu na tor kolejowy w chwili, gdy z dużą prędkością na tor ten wjeżdżał pociąg. Za późno było na ratowanie chłopca, więc kaznodzieja zdążył tylko zawołać: - Panie, ratuj go!
I w tej samej chwili, ku swojemu zdumieniu zauważył, jak jakaś tajemnicza siła porwała chłopca do góry i postawiła go ponownie na peron, ratując jego życie.
 
Ten uratowany w cudowny sposób przez Boga chłopiec dorósł i dzisiaj, podobnie jak jego ojciec, jest bardzo oddanym Bogu pastorem w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego.
Pamiętam, jak uczestnicząc w jego ordynacji, z przejęciem słuchałem go, gdy ze łzami w oczach czytał ze Słowa Bożego o tym, co w życiu każdego człowieka powinno stanowić największą wartość:

Efez. 3:14,16-19
"Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem,...By sprawił..., żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, I mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą".

Największą wartością, jaką możemy uzyskać w tym doczesnym życiu nie jest bogactwo, sława, czy nawet wiedza, ale miłość Chrystusa, która "przewyższa wszelkie poznanie".
Dlatego każdego dnia powinniśmy czytać Słowo Boże, koncentrując się na coraz lepszym poznaniu charakteru Chrystusa oraz Jego miłości i prosząc Boga, by ta miłość stała się naszym udziałem. Jeśli tak będziemy czynić, wtedy razem z apostołem Pawłem będziemy mogli powiedzieć:

Rzym. 8:31-35,38-39
"Cóż tedy na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam?
On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego?
Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami.
Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?...
Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym".

Czy to, jakie miejsce zajmuje w moim życiu Pan Jezus ma aż takie znaczenie?
Ma! Bo albo On będzie najważniejszy albo nie będzie Go wcale. Albo będzie On w moim życiu pierwszy, albo w ogóle Go nie będzie. Albo pierwszy, albo ostatni

DZBAN

Pewien doświadczony profesor został zaproszony do przeprowadzenia wykładu dla grupy dwunastu dyrektorów największych amerykańskich przedsiębiorstw.
Szkolenie to miało dotyczyć mądrego planowania i wykorzystywania czasu.
Profesor miał do dyspozycji tylko jeden krótki wykład, by przedstawić to zagadnienie. Postanowił więc wyłożyć to w taki obrazowy sposób.

W tym celu, wyjął spod biurka dość duży dzban i postawił go na stole. Następnie umieścił w nim kilkanaście dość dużych kamieni, wielkości piłki do tenisa. Gdy dzban był już pełen i nie można było dołożyć do niego ani jednego kamienia, profesor zapytał tych dyrektorów największych amerykańskich przedsiębiorstw o to, czy dzban jest pełen.

I gdy otrzymał twierdzącą odpowiedź, wyjął spod biurka naczynie z mniejszymi kamieniami i wsypał je do dzbana tak, że zajęły one miejsce pomiędzy większymi kamieniami, a następnie ponownie zapytał, czy dzban jest pełen?

Tym razem nikt już nie udzielił twierdzącej odpowiedzi, i jak można się było spodziewać, wsypał do dzbana piasek, a następnie uzupełnił wszystko wodą.

Kiedy dzban faktycznie był już pełen i nic nie można było do niego dodać, profesor zapytał, jaka wypływa z tego doświadczenia nauka. Czego to doświadczenie z dzbanem może nas nauczyć?

I kiedy nikt nie potrafił znaleźć prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, profesor powiedział:

Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie mówi nam, że jeśli w pierwszej kolejności nie włożymy do dzbana dużych kamieni, to później nie będzie to już możliwe!

Na sali zapanowało głębokie milczenie i kiedy każdy z uczestników tego szkolenia podziwiał prostotę i mądrość tego stwierdzenia, profesor ponownie zapytał:
Co stanowi te duże kamienie w waszym życiu?

Czy jest nimi wasze zdrowie, rodzina, praca i robienie kariery, a może jakieś rozrywki lub sport?
Każdego dnia musicie stawiać przed sobą to pytanie i starać się znaleźć właściwą odpowiedź.
Jeśli tak postąpicie i znajdziecie poprawną odpowiedź na to najważniejsze pytanie i każdego dnia te duże kamienie będziecie jako pierwsze umieszczać w dzbanach swoich serc, to wtedy wasz czas nigdy się nie skończy.


Również i my powinniśmy postawić sobie to niezwykle ważne pytanie, a mianowicie, czy te duże kamienie w moim życiu  to Jezus Chrystus?
Czy On jest dla mnie tą największą wartością?

Czy mógłbym dzisiaj razem z ap. Pawłem szczerze powiedzieć (Fil. 1, 21):
"Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem".

Czy byłbym w stanie z czystym sumieniem powiedzieć (Filip. 3:8):
"Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa".

Jeśli jednak uczciwie przyznam, że niestety te słowa nie znajdują oddźwięku w moim życiu, to choć jest to bardzo smutne, nie musimy jeszcze wpadać w rozpacz.  Nie wszystko jeszcze stracone!
Jeszcze nie jest za późno, żeby to zmienić. Jeszcze Pan Jezus nie opuścił świątyni, czas łaski jeszcze się nie skończył!

DOŚWIADCZENIA I WIDZENIA, str. 19:
"Widziałam czterech aniołów, którzy mieli do spełnienia dzieło na ziemi i już zamierzali je wykonać. Jezus odziany był w kapłańskie szaty. Z wielką litością spojrzał na pozostałych ludzi i podniósłszy rękę, zawołał głosem najgłębszego zlitowania: Moja krew, Ojcze, moja krew, moja krew, moja krew, moja krew!
Widziałam potem, jak od Boga, siedzącego na wysokim, białym tronie, szła jasna światłość, która rozchodziła się nad Jezusem. Następnie zobaczyłam anioła, lecącego prędko z poleceniem Jezusa do czterech aniołów, którzy mieli wykonać dzieło na ziemi. Lecący anioł trzymał coś w ręce i poruszał tym w jedną i w drugą stronę, wołając donośnym głosem: Stój! Stój! Stój! Stój! Dopóki słudzy Boga nie będą popieczętowani na swych czołach".

Dopóki Pan Jezus jest jeszcze w świątyni i wstawia się za nami, jeszcze nie jest za późno by się nawrócić, ale taką decyzję muszę podjąć nie jutro, lecz dzisiaj!

Teraz muszę podjąć stanowczą decyzję, że od dzisiaj Chrystus stanie się centralną postacią w moim życiu i codziennie znajdę czas na modlitwę i studium Słowa Bożego.

Efekty na pewno będą, tylko potrzebna jest cierpliwość i wytrwałość

Rozmawiałem kiedyś z pewną starszą kobietą, u której w wyniku prawdopodobnie grzybicy lub jakiejś innej przyczyny, doszło do całkowitego zaniku paznokcia w dużym palcu stopy. Poleciłem jej wtedy regularne smarowanie tego palca maścią propolisową. Jednak, początkowo pomimo tego, że stosowała ona tę maść przez tydzień czy dwa, nie widać było żadnych korzystnych zmian. Ale ta starsza pani nie zrezygnowała z tej kuracji, bo wierzyła, że jej to pomoże. I po upływie miesiąca odrósł jej zupełnie nowy paznokieć! Wiele innych osób na jej miejscu zrezygnowałoby nie widząc żadnej poprawy już na początku kuracji, ale ona cierpliwie i z uporem oraz regularnie stosowała ten lek tak długo, aż doszło do wyleczenia.

Podobnie Jest z modlitwą i Czytaniem Biblii.

Stanowcza decyzja oraz wytrwanie w tym postanowieniu z pewnością przyniosą efekty. Módlmy się więc o to, aby Pan pomógł nam ten plan zrealizować, a wówczas Duch Święty coraz bardziej będzie odzwierciedlał w nas miłość Jezusa Chrystusa i wtedy staniemy się w końcu "światłością świata" i "solą ziemi", gdyż świat wreszcie zobaczy w nas "miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie" i nastanie czas powrotu naszego Pana i Zbawiciela, gdyż spełni się proroctwo z Obj. 18:1:
"Potem widziałem innego anioła zstępującego z nieba, który miał wielkie pełnomocnictwo, i rozjaśniła się ziemia od jego blasku".

Amen.

MODLITWA

Drogi Ojcze, bardzo wdzięczni jesteśmy Ci za to, że choć nie z Twojej winy staliśmy się wszyscy w Adamie ludźmi grzesznymi i skazanymi na wieczne potępienie, to Ty, aby nas ratować, zdecydowałeś się wraz ze swoim Synem przejść przez niewysłowione cierpienia i ponieść dla nas najsurowszą z możliwych karę.  I to prawda, bo Twoje Słowo mówi, że Twój Syn stał się za nas "przekleństwem", a jeśli On, to i Ty i Duch Święty, gdyż stanowicie "jedno".

Dziękujemy Ci za to cudowne poselstwo ewangelii – za prawdę, która jest w Chrystusie, gdyż objawia ona głębię Twojej niezwykłej miłości.
Jednak, Ty sam najlepiej wiesz – drogi Ojcze – jak bardzo Twój przeciwnik nienawidzi tej prawdy i jak zabiega o to, byśmy jej nie poznali i nie uświadamiali sobie jak olbrzymią i bezcenną ma ona dla nas wartość. To właśnie dlatego istnieje tak wiele różnych teorii i twierdzeń, poprzez które diabeł chce oddalić nas od poselstwa z Minneapolis. To dlatego, nawet wśród nas są tacy, którzy – pomimo tak licznych biblijnych dowodów oraz wypowiedzi Ducha Proroctwa - ośmielają się tej prawdzie zaprzeczać, twierdząc na przykład, że my nie umarliśmy w Chrystusie. Wybacz nam to Panie, wybacz nam, że nadal – podobnie jak ponad 100 lat temu – jesteśmy opieszali w przyjmowaniu tej najważniejszej prawdy. Jednak prosimy nie tylko o wybaczenie, ale też o to, byś usunął wszelkie przeszkody, tak aby w końcu to cudowne poselstwo zostało przez nas należycie docenione i przyjęte, i aby w konsekwencji tego doszło do oczekiwanego wylania Ducha Świętego i powrotu Twojego Syna i naszego Zbawiciela.

Prosimy o to, byśmy wywyższyli Jezusa Chrystusa nie tylko jako Kościół, ale aby także w osobistym życiu każdego z nas stanowił On największą wartość. Bo wróg ewangelii czyni wszystko, aby zabrakło nam czasu dla Chrystusa...
I często mu się to udaje.  Dlatego wstyd nam z tego powodu. Wstyd nam, bo wiemy, jak wiele Mu zawdzięczamy... Wiemy, co symbolizuje kielich, który zgodził się wypić. Wiemy, czego symbolem jest korona z cierni, którą założono na Jego świętą bosko-ludzką głowę. Wiemy, dlaczego pękło Mu serce. Wiemy, czego symbolem było "drzewo" - krzyż, na którym zawisł. Znaczenie wszystkich tych trzech symboli: kielich, cierniowej korony i krzyża sprowadza się do jednego słowa, do słowa "przekleństwo". Ale wiemy też, że – jak napisał Adam Mickiewicz – "sam znak krzyża Golgoty człowieka nie zbawi, jeśli on na swym sercu krzyża nie postawi". Dlatego bardzo pragniemy, aby Pan Jezus był zawsze dla nas kimś najważniejszym, aby był zawsze tymi dużymi kamieniami, które każdego dnia jako pierwsze zajmą miejsce w dzbanach naszych serc.
Pomóż nam również pamiętać o tym, że nie możesz zbawić nas w grzechu, ale od grzechu oraz zrozumieć jaki dramat ma teraz miejsce w niebie, że to z powodu naszych grzechów i obojętności, Pan Jezus nie może dokończyć dzieła zbawienia ludzkości i wrócić po swój lud i że każdy nasz grzech, nawet jeśli zostanie nam wybaczony, pozostawia ranę w Jego i Twoim sercu.

Dlatego teraz otwieramy dla naszego Zbawcy swoje serca i postanawiamy czynić tak każdego dnia, prosimy tylko o Twoją pomoc, o to abyśmy w tej decyzji wytrwali. Prosimy też o to, abyśmy nie poprzestawali na głoszeniu ewangelii jedynie w typowym protestanckim wydaniu, bo choć jest to także wspaniałe poselstwo, to nie zawiera pełnej prawdy i różni się w kwestii człowieczeństwa Chrystusa. Ale spraw prosimy, byśmy w końcu zjednoczyli się przyjmując i zwiastując z mocą Ducha Świętego, to poselstwo, które dane nam zostało  już ponad 100 lat temu, które pozwala na jeszcze głębsze zrozumienie tej cudownej prawdy. Prosimy więc,  aby ta prawda, która jest w Chrystusie, czyli ta prawdziwa i pełna ewangelia została przez nas w końcu należycie przyjęta i okazała się Twoją mocą w naszym życiu i życiu tych, którym będziemy ją zwiastować. Prosimy o to wszystko w imieniu i przez zasługi naszego Pana i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.

Amen!

Plik "Boża miłość" w innych formatach do pobrania i wydruku:

Kliknij aby pobrać plik w formacie RTF - WordPad RTF-WordPad Kliknij aby pobrać plik w formacie PDF-Adobe Acrobat Reader PDF-Acrobat Reader